Dała mafii do przewiezienia brylanty i tyle je widziała

W Gazecie Wyborczej pojawiają się ostatnio artykuły o Uberze (1, 2). Artykuły dość oględnie mówiąc raczej nieprzychylne. Nie jest to może poziom amerykańskiego portalu usa.streetsblog.org, w którym potrafią się pojawiać notki pt. „wszystko co najgorsze w Uberze w jednym wpisie„, ale ciągle są dość interesujące, przynajmniej dla osób mniej obeznanych w „innowacyjnych” modelach biznesowych.

Czytaj dalej „Dała mafii do przewiezienia brylanty i tyle je widziała”

Reklamy
Dała mafii do przewiezienia brylanty i tyle je widziała

jak rozumieć „negocjowanie i komunikowanie się”?

Nie, w tej noci niestety wcale nie chodzi o klasyczny kawałek floydów z gościnnym występem Hawkinga. Chociaż każda okazja jest dobra, by go sobie przypomnieć.

Czytaj dalej „jak rozumieć „negocjowanie i komunikowanie się”?”

jak rozumieć „negocjowanie i komunikowanie się”?

Garbage in garbage out

Jednym z poważniejszych zmartwień każdego szanującego się plantatora cyferek na wirtualnych arkuszach krainy excela jest poprawność tych cyferek, czyli akuratność ukrytych w nich informacji. Każdy szanujący się plantator cyferek wie, że podlewanie niosących fałszywą informację cyferek nawet przy pomocy najbardziej wyrafinowanych formuł i tak skończy się tym, że w efekcie wyrosną chwasty. Więc równie dobrze można od razu zacząć bawić się w mnożenie przez siebie pozycji znajdujących się w kolumnie „Liczba porządkowa”. Na to samo wyjdzie, ale przynajmniej będzie większa radocha.

Coś tak oczywistego dla każdego, kto pielęgnował chociażby mały skrawek arkusza, nie jest bynajmniej oczywistym dla b.y.s.t.r.y.c.h cyferkofili parających się „reformą” nauki i szkolnictwa wyższego. Oni postanowili radośnie zbudować sobie tabelki, w których każda kolumna nazywa się „Liczbą porządkową”, a nie tylko ta pierwsza. Przyjemność do potęgi n-tej.

arkusz_lp

Czytaj dalej „Garbage in garbage out”

Garbage in garbage out

Lanosy Jasia Fasoli

W dzisiejszej notce przyjrzymy się zjawisku baśni ludowych, tych opowiadanych przez zakon braci libertarian. Typowym przedstawicielem tego gatunku jest przypowieść o skrajnie racjonalnym człowieku sukcesu – homo kowalusie własnofirmusie. Jednak ciekawsze są baśnie z przeciwległego bieguna, te których bohaterowie są skrajnie leniwi, a ich zachowanie jest zawsze kompletnie irracjonalne.

Czytaj dalej „Lanosy Jasia Fasoli”

Lanosy Jasia Fasoli

Z poradnika naukowego bumelanta

1. O poziomie naukowości najbardziej świadczy poziom wyrafinowania użytych narzędzi

Zawsze poszukuj najbardziej wyrafinowanych narzędzi do rozwiązania problemu. Jeśli coś da się zrobić ankietą wartą pięć złoty od respondenta, to nie jest naukowe. Co innego to samo zrobione monitoringiem z drona o wartości 500 PLNów od respondenta. Nigdy nie wahaj się strzelać z działa do komara. No chyba, że masz w arsenale atomówkę. Niech znają Twa wielkość.

2. Naukowość to NIE jest pozyskiwanie nowej wiedzy

Jeśli ktokolwiek ze świata poza naukowego po coś przychodzi do naukowca, to jest to wiedza. Stąd wiedza nie należy do świata nauki, bo interesuje się nią świat poza naukowy. Więc olej wiedzę i dane, które pozwolą tę wiedzę pozyskać. I zapomnij co przeczytałaś punkt wyżej. Zamiast tego nakarm intruzów ssanymi z palucha METODYKAMI. Najlepiej takimi, których nigdy nie da się wykorzystać, bo nie ma danych, którymi dałoby się je nakarmić. Ewentualnie produkuj MODELE, ale tak uogólnione, że nadające się jednocześnie do wszystkiego i do niczego. Niech znają Twą wielkość.

3. Naukowości nie da się przekazać w prostych słowach

Pozorując naukowość pod płaszczykiem METODYK i MODELI, pamiętaj o tym, że słowa mają moc tylko wtedy, gdy są to słowa wyrafinowane. Odrzuć te proste, bo jeszcze jakiś prostak przejrzy przez nie, że te twoje METODYKI czy MODELE są w gruncie rzeczy prostackie i czar naukowości pryśnie. Więc okładaj wszystkich naokoło konceptualnym penisem po głowach. Niech znają Twą wielkość.

PS: powyższe byłoby nawet śmieszne, gdyby tak wiele osób tytułujących się profesorami nie przekazywało tego rodzaju porad zupełnie na serio.

Z poradnika naukowego bumelanta

Prestiż w przystępnej cenie?

Niektóre z Szanownych Czytelniczek zapewne zdziwiła pewność Lolka, gdy w swojej poprzedniej blogaskowej noci wyraźnie przeciwstawił „kryterium chwały” stosowane dość powszechnie przez obecnego ministra nauki oraz jego poprzedników z możliwościami rozwoju (metaforycznego wynalezienia leku na raka). Tymczasem pomimo coraz liczniejszego grona fascynatów oceniania poziomu nauki przy pomocy kryteriów prestiżu, takich jak „publikowanie w renomowanych czasopismach”, szkodliwość stosowania tychże kryteriów jest tak oczywista, że nie ma sensu poświęcać temu zagadnieniu więcej miejsca niż w dajmy na to na jakimś niszowym blogasku.

Czytaj dalej „Prestiż w przystępnej cenie?”

Prestiż w przystępnej cenie?

Spętani łańcuchami chómanizmu

W czasach, gdy lolek miał jeszcze cokolwiek wspólnego z przedmiotami humanistycznymi, usłyszał na jednej z lekcji piękną1 historię o tym, jak to chómaniści na początkach ery przemysłowej byli zafascynowani dymiącymi kominami fabryk. Dymiące fabryki były uznawane za źródło piękna i siły gatunku ludzkiego. Zresztą sami zobaczcie na jedno z dzieł powstałych u schyłku tamtej epoki.

Eugen_Bracht_Hoesch
Bracht E.: Eisen- und Stahlwerk Hoesch, Dortmund 1907

Zapewne już w tamtych czasach na chómanistów z lepiej lub gorzej ukrywanym uśmieszkiem patrzeli technologowie, którzy w dymiącym kominie widzieli co najwyżej tani sposób na pozbycie się odpadów produkcyjnych. Dziś szczęśliwie jako ludzkość wyrwaliśmy się z jarzma tak rozumianego chómanizmu i dymiący komin jest postrzegany co najwyżej jako źródło smogu, a nie jakiegoś tam piękna.

Niestety, jako ludzkość nie wyzwoliliśmy się z jarzma chómanizmu. Ten co prawda ogłosił koniec ery przemysłowej, ale jednocześnie ogłosił nadejście nowej – ery cyfrowej.

Czytaj dalej „Spętani łańcuchami chómanizmu”

Spętani łańcuchami chómanizmu