Czy potrzebujemy totalitaryzmu, by skutecznie walczyć z koronawirusem?

Krótka odpowiedź brzmi: „Nie”.

Ostatnimi czasy coraz częściej słychać głosy, że Chiny poradziły sobie z Koronawiruem, bo w sposób totalny śledzą swoich obywateli, więc też powinniśmy coś takiego wprowadzić. Głosy te najwyraźniej wynikają ze stanu niewiedzy o poziomie rozwoju narzędzi śledzenia, które mamy dostępne już teraz… tu w Europie.

Otóż dość standardowo wyrażamy zgody na śledzenie każdego naszego ruchu, a w zasadzie każdego ruchu naszego smartfona, przez Facebooka, Google czy Apple. Na śledzenie wyrażamy zgodę, po to by mieć dostęp do zdjęć kotków czy do kolejnych poziomów jakieś gierki.

Oczywiście może pojawić się pytanie czy firmy te mogą udostępnić te dane, skoro prawdopodobnie w umowach nie było napisane o udostępnianiu na takie potrzeby, lecz jedynie na potrzeby reklamodawców. Pytanie to jest jednak drugorzędne w obliczu tego, że sami możemy takie dane przeglądać, pobierać i udostępniać komu chcemy. Lolek myśli tu, że skoro społeczeństwo nie ma problemów z udostępnianiem swoich danych o lokalizacji na potrzeby możliwości pooglądania słodkich zdjęć kotków, to tym bardziej nie będzie mieć takich problemów po to, by sprawdzić czy jest narażone na śmiertelną chorobę lub czy przypadkiem nie naraziło na to kogoś innego.

Ba, co więcej są już dostępne platformy, które tak udostępniane dane potrafią analizować pod kątem wyszukiwania innych użytkowników o podobnych zachowaniach transportowych. Do tej pory było robione to po to, żeby pokazać, że można z sąsiadem współdzielić jeden samochód. No ale znowu nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykorzystać to w inny sposób.

Więc technologia już jest. Społeczeństwo też można spodziewać się, że nie będzie stawiać w tej materii oporu. Jeżeli jeszcze nie zostało to wprowadzone to tylko dlatego, że rządzący nie posiadają wystarczających kompetencji (w końcu za czasów żołnierzy wyklętych tego Panie nie było) i/lub nie są zainteresowane (bo nie przekłada się to bezpośrednio na napełnianie ich prywatnych kieszeni). W obydwu przypadkach totalitarna władza raczej sprzyja i jednemu i drugiemu. Chiny są tu raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę.

A że proste „czy mógłby Pan udostępnić timeline’a z google za ostatnie dwa tygodnie?” zamiast lub w uzupełnieniu wywiadów „gdzie Pan był i co robił?” bardzo ułatwiłoby diagnostykę, to cóż.

Czy potrzebujemy totalitaryzmu, by skutecznie walczyć z koronawirusem?

Czy pospolite ruszenie może zastąpić przygotowanie systemowe?

Nie, ale niektórzy najwyraźniej bardzo by chcieli.

Zaczyna się szukanie winnych. Minister edukacji po wielkiej bzdetnej reformie oczekuje, że nauczyciele teraz w ciągu czterech dni wprowadzą nauczanie zdalne, do tego za darmo. Dodajmy, że niedawna bzdetna reforma zaorała wszelkie zaczątki edukacji zdalnej. Programy wywrócono do góry nogami, w tym zdaje się platformiany program bezpłatnych podręczników, które zdaje się były nawet dostępne w Internecie w pdfach.

Zdecydowanie bardziej obleśne jest jednak zrzucanie braku wystarczającej liczby testów na to, że niby to ludzie się nie chcieli im się poddać lub zatajali informacje przed lekarzami. Do tej pory szło to nienajlepiej, bo zazwyczaj okazywało się, że ktoś z rodziny udzielał wywiadu, że błagał o testy, ale ich nie było.

Tym razem jednak znaleziono lepszych winnych (za portalem wp):

Kobieta miała kontakt z kuzynem, który jest kierownicą tira i był we Włoszech. Najprawdopodobniej jest źródłem zakażenia – mówił w rozmowie z TVN24 dyrektor szpitala w Wolicy pod Kaliszem Sławomir Wysocki.

Jak wyjaśnił dyrektor, zmarła i jej rodzina zataili ten fakt przed lekarzami. „Narażone zostało życie i zdrowie pracowników i pacjentów naszego szpitala” – twierdzi Wysocki.

Winni są lepsi, bo nie żyją. A skoro nie żyją, to nie będzie dementi.

Zwróćmy więc uwagę na niebywałą naiwność toku myślenia przedstawionego przez Pana dyrektora. Jak rozumiem ta naiwność jest wyrazem obowiązujących procedur.

Otóż ilu z was dzieli się podczas odwiedzin kuzynostwa wszelkimi drobnymi szczególikami z pracy? Ilu do pierwszego kieliszka wyciąga godzinowe grafiki pracy z ostatnich dwóch miesięcy, by je z rodziną szczegółowo omawiać? Sekcja komentarzy czeka na wasze historie.

Otóż owa zmarła pacjentka wcale nie musiała wiedzieć, gdzie zawodowo jeździ jej kuzyn, bo zapewne w pogoni za zleceniami jeździ po całej Europie i nie traktuje tego w kategorii wycieczki, którą warto się pochwalić przed rodziną. Ot praca jak każda inna. Ba ów kierowca sam nie musi wiedzieć, skąd był kierowca, który chwilę wcześniej otworzył drzwi do toalety w MOPie zlokalizowanego gdzieś przy jakiejś autostradzie, niekoniecznie włoskiej.

Oczywiście pytanie podczas wywiadu powinno brzmieć „czy spotkała się Pani/Pan z osobą pracującą jako kierowca międzynarodowy?” Ale wtedy testów potrzeba by było jeszcze więcej, podczas gdy nie starcza ich nawet dla osób mających objawy. W związku z tym nie pozostaje nic innego, jak obwiniać ofiary.

Edit: pojawiło się oświadczenie rodziny zmarłej.

Rodzina, która, jak później okazało się, wróciła z Włoch w dniu 14 lutego 2020r., nie przejawiała żadnych oznak chorobowych, a więc nie była badana w kierunku zakażania koronawirusem SARS-CoV-2 i do chwili obecnej czuje się dobrze.

Dodajmy, że 14 lutego 2020 we Włoszech były potwierdzone trzy przypadki zakażenia, a fala potwierdzonych pojawiła się dopiero tydzień później. Co znamienne najwyraźniej nawet stawianie publicznych oskarżeń nie spowodowało potrzeby przebadania owej rodziny.

Czy pospolite ruszenie może zastąpić przygotowanie systemowe?

Koronalustro

Zaczęło się. Koronawirus zmutował w lustro, w którym rodacy mogą zobaczyć samych siebie.

I tak oto mamy rodaków wyjeżdżających na bezsensowne spacery, które jakoś starają się sobie zracjonalizować, więc relacjonują ilu to innych rodaków wyjechało na bezsensowne spacery. Nic tylko czekać na kompilacje streamów pokazujących wzajemne oskarżenia.

Mamy też nauczycieli. Po dziesięcioleciach oskarżeń o to, że są leniwymi obibokami na wakacjach przy okazji koronawakacji okazało się, że jednak zadają za dużo, przez co na leniwców wychodzi biurowa klasa średnia, która przekonała się, że home office z dzieciakami na chacie, to bardziej ten tego… kindergarten office. Wyścig jednak trwa nadal. Kto by się przejmował organizacją procesu nauczania, tak by miało szansę to działać, kiedy trzeba przerzucać między sobą gorącego kartofla lenistwa.

Ów kartofel oczywiście ma na celu odwrócenie uwagi od systemowych zaniedbań, które się teraz zwyczajnie mszczą. Jednocześnie nietrudno jest odnieść wrażenie, że jego powstanie samo z siebie jest systemowym zaniedbaniem.

Koronalustro

Transport społeczny, czyli śmierć kopciuchom

Dziś krótkie wyjaśnienie tego czym jest transport społeczny (od ang. community transport) oraz przy okazji o tym dlaczego efekty ministerialnego programu Autobus+ będą bardzo ograniczone.

Transport społeczny funkcjonuje sobie w niektórych krajach, takich jak Wielka Brytania. W najprostszym ujęciu jest to specyficzny rodzaj taksówki. Ot można zadzwonić, umówić się na dzień i godzinę, by podjechał samochód i móc pojechać do lekarza, na zakupy czy szkolenie dla bezrobotnych. Od taksówek odróżnia go to, że jest w założeniach tani (a nawet darmowy) oraz skierowany do wybranych grup osób, np. seniorów czy bezrobotnych, którzy nie mają prawa jazdy. Transport ten jest w szczególności uruchamiany na obszarach słabo zaludnionych, to jest na głębokiej prowincji.

Czytaj dalej „Transport społeczny, czyli śmierć kopciuchom”

Transport społeczny, czyli śmierć kopciuchom

A Ty przed kim chcesz chronić swoje dzieci?

Postrzegający wszystko w kategoriach kibolskiej ustawki prawacy lubują się ostatnio w pokazywaniu dramatycznych porównań z pytaniem jaki scenariusz wybralibyśmy dla naszych dzieci. Lolek nie chcąc pozostać gorszy także się w to pobawi. Zatem gdzie wolałabyś znaleźć się ze swoim dzieckiem?

(uwaga materiały mogą Cię przerazić bez względu na to, po której stronie się opowiesz)

Czytaj dalej „A Ty przed kim chcesz chronić swoje dzieci?”

A Ty przed kim chcesz chronić swoje dzieci?