Mit reformy sześciolatków

W kręgach lewicowych i liberalnych krąży mit. Mit o reformie sześciolatków. Można go streścić następującymi słowami:

  • zaczynanie edukacji wcześniej jest dobre, bo dzieci więcej potrafią; są na to rzekomo jakieś badania (nigdy nie pada odnośnik do jakichkolwiek)
  • ergo puszczenie sześciolatków do szkół było świetną reformą PO
  • niestety PO zawaliła, bo opóźniła reformę pod naporem chamstwa, które nie docenia edukacji.

Mit ten jest bardzo silny, o czym świadczy to, że propagujące go osoby nie dostrzegają jego istnienia pomimo podawania w tych samych tekstach treści jawnie go podważających, a to twierdzeniami, że w świetlicach szkolnych panuje taki harmider, że równie dobrze można by starać się prowadzić edukację na stadionie piłkarskim w trakcie ligowego hitu kolejki, a to że fajnie było by wywalić ze szkół paździerzowe ławki i rozłożyć dywany oraz zrobić laboratorium życia, a nie przeżycia.

Mit ten jest poczwórnie szkodliwy. Po pierwsze dlatego, że uważał za coś dobrego reformę PO. Po drugie dlatego, że uważał za coś złego to, iż PO opóźniła tę reformę. Po trzecie dlatego, że ma za chamów rodziców, którzy chcą dobrej edukacji dla swoich dzieci. Po czwarte dlatego, że jego rozpowszechnianie proliferuje inne szkodliwe mity. Poniżej lolek wyjaśni dlaczego. Postara się być możliwie łopatologiczny.

Czytaj dalej „Mit reformy sześciolatków”

Reklamy
Mit reformy sześciolatków

Ich wisse besser

(proszę nie korygować obywatelsko). Krytyka polityczna.pl powróciła do ulubionego tematu lolka (patrz tu i tu) – paneli obywatelskich – tym razem przeprowadzając piórem Michała Sutowskiego wywiad z Edwinem Bendykiem. W trakcie wywiadu Bendyk przyznał, że w panelach obywatelskich uczestniczą głównie przedstawiciele klasy średniej. Zaproponował natomiast inną niż lolkowa diagnozę takiego stanu rzeczy. W swoich poprzednich nociach lolek zwracał uwagę na dużą czasochłonność (kilka weekendów) oraz ograniczoną dostępność przestrzenną (potrzeba dojazdów do miejsca spotkania) paneli eksperckich. Bendyk natomiast wskazał co następuje:

(…) Czyli tak jak wszędzie w Polsce: aktywna jest głównie klasa średnia?

Tak, klasa średnia, która czasem mobilizuje się w obronie klas niższych, jak w przypadku ruchów lokatorskich. To jest zresztą problem wszystkich miast i wręcz cecha endemiczna systemu: spora liczba ludzi wyłączonych z różnych form aktywności, od kultury po działalność społeczną i polityczną.

Ale dlaczego tak się dzieje, skoro zaufanie obywateli do władz lokalnych jest dużo wyższe niż na poziomie krajowym?

Właśnie na ten temat wypowiadałem się podczas trzeciego panelu obywatelskiego w Gdańsku – pokazywałem tropy związane z rodowodem obywatelskiej aktywności. W wyborach uczestniczyło tam czterdzieści parę procent obywateli, podobny odsetek bierze udział w praktykach religijnych, do tego przez wiele lat – od 1989 do początku tego wieku – aktywność zawodowa również nie przekraczała 50 procent. I teraz: nie mam badań dowodzących, że te odsetki się nakładają, ale intuicja – można powiedzieć, że marksistowska – podpowiada, że kto nie wytwarza, tzn. nie partycypuje ekonomicznie, nie wytwarza też więzi politycznej i społecznej.

Emeryci, owszem, nie pracują, a chyba są aktywni społecznie?

Emeryci jako siła polityczna w miastach to rzeczywiście niebywałe zjawisko, zwłaszcza w ostatniej kadencji samorządowej. (…)

Czyli zdaniem Bendyka problemem jest wyłączenie ludzi, którzy kiedyś nie pracowali, nie chodzą do kościoła i nie chodzą na wybory. Jego hipotezy co prawda nie zgadzają się w przypadku emerytów, którzy nie pracują, a są aktywni, a jeśli szanowne czytelniczki doczytają do końca to dowiedzą się też, że niedługo zupełnie przegłosują potrzeby młodzieży. Ot wyjątek potwierdzający regułę. Lolek pozwoli sobie jednak zaproponować inna hipotezę.

Klasa besserwisserów

Czytaj dalej „Ich wisse besser”

Ich wisse besser

Oni też nie dali rady

Janusz A. Majcherek narzeka (nie warto czytać jego wywodów, ale niestety lolek musiał podlinkować), że lewaki chcą ograniczyć prawo do korzystania z samochodu. Majcherek najwyraźniej nie wie, że za pomysłami ograniczenia ruchu samochodów w miastach nie stoi ideologia lewactwa, lecz ideologia pragmatyzmu. Chociaż niewykluczone, że to jedno i to samo. Dziś krótki przegląd, jak radzą sobie kraje, które pokochały samochód.

Czytaj dalej „Oni też nie dali rady”

Oni też nie dali rady

Żegnaj nauko…

…byłaś dobrą kompanką, chociaż tak słabo się znaliśmy.

Późną nocą z wczoraj na dziś Prawo i Sprawiedliwość przegłosowało ustawę o nauce i szkolnictwie wyższym. Ustawę wybitnie szkodliwą, która wiele mówi o kondycji Polaków, a w zasadzie jej braku. Podsumujmy więc jej największe wynaturzenia, w ramach swoistego epitafium dla nauki, która w Polsce miała od jakiegoś czasu trudno, a obecny minister zadbał o to, by miała jeszcze trudniej. Czytaj dalej „Żegnaj nauko…”

Żegnaj nauko…

Czy biblioteka uratuje polską naukę?

Gdzieś w okolicach ostatniego przełomu wieków w pewnej międzynarodowej organizacji pojawił się problem natury bibliotecznej. Nie wiedziano, jak klasyfikować książki naukowe, to jest na którą półkę odkładać daną książkę. Wymyślono sobie zatem system, który te sprawy porządkował. Wtedy jeszcze nie zdawano sobie sprawy z powagi konsekwencji tego czynu.

Mijały lata i dziesięciolecia. Nauka stawała się coraz bardziej interdyscyplinarna. Z każdym rokiem coraz bardziej zdawano sobie sprawę z tego, że taki dworzec ma pełnić nie tylko rolę użyteczną, ale też estetyczną budując wizerunek miejsca i miasta. Ba, coraz bardziej zdawano sobie sprawę z tego, że rola estetyczna jest rolą użyteczną, bo miejsce może być bardziej lub mniej przyjazne wandalom. Zaczęło rodzić to pewien problem z systemem, bo część inżynierska architektury została przypisana do zupełnie innej części biblioteki niż część artystyczna. Stwierdzono jednak, że trudno, naukowcy będą musieli zwiedzić dwa działy biblioteki. Lepsze to niż bałagan związany z wprowadzaniem nowego systemu. Tym bardziej, że biblioteka się scyfryzowała i dwa działy można było zwiedzić na raz zadając odpowiednie pytanie w wyszukiwarce.

Aż w końcu nadszedł rok 2018 i w pewnym kraju znajdującym się na rubieżach Europ Zachodniej oraz Wschodniej, w którym architektura obiektów użyteczności publicznej rozwijała się całkiem całkiem dzięki strumieniowi funduszy płynących z zachodu, pewien minister wszystkich rządów postanowił dokonać pewnej reformy. Reformie prawdopodobnie przyświecał cel walki ze smutnymi efektami poprzednich reform, a także chęci zhakowania pewnego rankingu, po wymienieniu nazwy którego każda władza w tym kraju dostawała orgazmu1. Chociaż tak w sumie to nie ma pewności co do tego, że cel był jakikolwiek inny niż reformować dla samego faktu reformowania.

Minister był bardzo zafascynowany systemem. Wdrożyła go w końcu międzynarodowa instytucja. Minister postanowił, że system ten dobrze się sprawdzi do budowy świetlanej przyszłości polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Zaordynował więc co następuje:

  1. Naukowcy przypisani do inżynierii architektury, którzy opublikują coś w czasopiśmie dotyczącym sztuki architektury mają niefart, bo to im się nie będzie liczyć. To samo spotka naukowców przypisanych do sztuki architektury, którym zdarzy się coś popełnić w piśmie przypisanym do działki inżynieryjnej. No chyba, że ich uczelnie połączą się w jeden wielki moloch, co pozwoli mu awansować do wyższej setki w Rankingu, którego nazwy lolek tu nie wymieni, bo blognotka stałaby się nazbyt pornograficzna.

  2. Uczelnie te i tak muszą się połączyć w jeden moloch, jeśli chcą kształcić studentów zgodnie z współczesnymi standardami. Ba, ponadto ten moloch musi być bardzo dobry w obu działkach, a do tego w dwóch innych działkach, by móc prowadzić Międzydziedzinowy Indywidualny Kierunek Studiów o nazwie „Architektura”.

I tak oto rodzi się pytanie o to czy biblioteka owej międzynarodowej organizacji uratuje polską naukę i szkolnictwo wyższe zmieniając system układania książek na swoich półkach?


  1. Swoją drogą ów ranking też został wymyślony do innych celów – wskazywania, na który amerykański uniwersytet warto wysłać studentów na stypendium. 
Czy biblioteka uratuje polską naukę?