Dwa tysiące

Postępująca transformacja spowodowała, że z języka kuców (albo lolkowego bąbelka informacyjnego) zniknął jeden z kluczowych argumentów, które ostatecznie pogrążały czasy komuny. Dziś trochę nostalgicznie1 go sobie przypomnijmy.

Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy.

Prawda, jakie to były obrzydliwe czasy. Mogłaś sobie w robocie pospać, a potem podłubać w nosie. Musiałaś tylko pamiętać, by dziesiątego udać się do kasy po swoje dwa tysiaki.

To nie to co teraz, w peryferyjnej prowincji imperium neolibu, że dwa tysiące to może (MOŻE) dostaniesz po miesiącu ciężkiej harówy. Oczywiście harówy w dniach i godzinach wyznaczonych skinieniem smsa Pana Dobrodzieja. Pora docenić niebywały postęp, jaki dokonał się w Twoim życiu, gdyż te dwa tysiaki same wpływają na Twoje konto, więc nie musisz już po nie stać w komuszej kolejce.

Czytaj dalej „Dwa tysiące”

Dwa tysiące

Karambol

Blogasek miewa czasami zacięcie transportowe, więc warto odnotować karambol z udziałem Pana Ministra Macierewicza, który wydarzył się pod Toruniem.

O sprawie wiadomo tyle, że kolumna Pana Ministra jechała średnio (ŚREDNIO!) szybciej niż wynika z ograniczeń dla dróg krajowych lub autostrad. Tak, w obliczeniach nie uwzględniono lokalnych ograniczeń prędkości. Ich uwzględnienie oczywiście sugeruje, że skala przekroczenia prędkości była jeszcze większa. Równie oczywiście organy Państwa głosem prokuratury stwierdziły, że jeden z samochodów w kolumnie „z uwagi na trudne warunki drogowe stracił przyczepność z nawierzchnią. Także wiceszef MON, Pan Bartosz Kownacki, stwierdził, że prędkość była odpowiednia:

Proszę nie szukać sensacji tam, gdzie jej nie ma – odpowiedział poseł PiS. Zaznaczył też, że Macierewicz jechał z odpowiednią prędkością. – [Prędkość była] taka jaka była dopuszczalna w danych warunkach, taka jaka była potrzebna –  podkreślił Kownacki.

Powyższe nie powinno dziwić, w końcu jazda z odpowiednią, a nie przepisową, prędkością jest domeną prawdziwych Polaków. A przyczyną ewentualnych wypadków są zawsze kiepskie drogi (tym razem chyba nazbyt słabo posolone, a poza tym skrzyżowanie było kolizyjne)1. Jedyna nowość jest taka, że myślenie takie przeszło z poziomu anonimowych komentarzy internetowych na poziom oficjalno-państwowy (co jest zgodne z założeniem, że obecna „dobra zmiana”, to tylko dośnienie do końca naszej lokalnej wersji snu o wolności).

Znamy też relacje świadków. Przytoczmy jedną:

– Mój mąż widział w lusterku, co za chwilę się stanie. Zdążył tylko powiedzieć, że mamy się trzymać – opowiada poszkodowana. – Te samochody jechały tak szybko, że nie było możliwości, aby wyhamowały. Prawdopodobnie kierowca x5, widząc czerwone światło, zaczął hamować i uderzył w lawetę. Ta całą siłą uderzyła w bmw, którym jechał minister i jego kolega, a oni uderzyli w nas. Całe szczęście, mąż próbował uciekać i stało się tylko tyle.
Pani Ewelina jeszcze nie może zapomnieć o tym, co przeżyła podczas kraksy.

– Jak szybko trzeba pędzić, żeby tak skasować x5? Przecież ona nie ma pół przodu a ta druga tylu i boku! Moje dzieci płakały, były po prostu przerażone. Karetka zabrała mnie i kolegę pana ministra do szpitala. Moje dzieci i mąż zostali na kilkadziesiąt minut na zimnie. Z tego, co mówił mi mąż, jedynie straż pożarna wiedziała, co ma robić – dodaje pani Ewelina.

Odpowiadając na pytanie o prędkość, brzmi ona: „Dość niewiele, tak na oko, jakieś 50-60km/h. Poważne wizualne uszkodzenia to efekt działania tzw. stref kontrolowanego zgniotu. Istotą ich działania jest pochłonięcie jak największej ilości energii zderzenia, co właśnie objawia się względnie dużymi wizualnymi uszkodzeniami2„. Pamiętajmy jednak, że mówimy o prędkości zderzenia. Ta może być mniejsza niż prędkość jazdy, jeżeli kierowcy uda rozpocząć się proces hamowania. Stąd gdyby prędkość jazdy pojazdu od początku wynosiła 50km/h, to do kolizji najprawdopodobniej zwyczajnie by nie doszło.

Pochylmy się jeszcze nad tą kwestią „odpowiedniości” prędkości, gdyż bywa ona racjonalizowana w ten sposób, że taka kolumna musi jechać szybko, aby zapewnić większe bezpieczeństwo VIPom w środku.

No więc:

  1. Limuzyny rządowe są opancerzone, więc wiatrówki są im niestraszne. Broń palna niewielkiego kalibru też nie, więc z punktu widzenia bezpieczeństwa nie ma znaczenia czy taki pojazd jedzie z prędkością 50km/h, czy 250km/h. Z perspektywy ataku „przez zrzut płyty chodnikowej z wiaduktu”, to chyba jednak lepiej, by jechał 50km/h, bo wtedy łatwiej takową wyminąć. Tak czy inaczej, we wskazanym miejscu nie ma wiaduktu, z którego można by coś zrzucić.
  2. Grupy przestępcze wyposażone lepiej, lepiej znają też sposoby realizacji zamachu. Np. takie metody, z punktu widzenia których prędkość poruszania się pojazdu jest obojętna.
  3. Ustanowienie w czasach pokoju procedur, które „w imię bezpieczeństwa VIPów” zakładają możliwość śmierci postronnych małych dzieci, jest zwyczajnie obrzydliwe. Jednocześnie dość dobrze świadczy o podejściu władzy do społeczeństwa.
  4. Urojenia, np. takie o czyhających wszędzie zamachowcach (przecież suweren to nie zamachowcy. Do Polski nie wpuszczono też uchodźców, co rzekomo miało być gwarantem bezpieczeństwa wszystkich Polaków.), mogą być wyjątkowo szkodliwe dla otoczenia (włączając w to małe dzieci).

Lolek życzy czytelnikom, by w trakcie podróży nie trafiali na delegacje rządowe. Rządowi życzy jak najmniej wizyt w terenie. Radio Maryja jak najmniejszej liczby zorganizowanych sympozjów. A sobie poznania informacji, którędy można bezpiecznie przejechać w okolicach Torunia, tak z dala od rządowych limuzyn pędzących na spotkanie z Ojcem Rydzykiem.


  1. Skrzyżowanie w Lubiczu Dolnym było przebudowywane akurat za ostatnich rządów PO-PSL. 
  2. Przypomnijmy jeszcze, że strefa kontrolowanego zgniotu działa tylko jednorazowo. Nie pomaga tu żadne „odginanie blach”, gdyż właściwości fizyczne i struktura samej blachy ulega nieodwracalnym zmianom. Stąd właściciele „delikatnie malowanych” samochodów de facto nie mogą liczyć na zadziałanie takiej strefy. 
Karambol

Grzech założycielski

W ramach przygotowań do kolejnej notki, lolkowi bardzo po głowie chodził jeden taki stary film i w końcu go odnalazł.

pokolenie-89-czolowka
Kadr z filmu „Pokolenie 89”, (2002), reż. Maria Zmarz-Koczanowicz

Pamięć jednak lolka za bardzo nie myliła i w filmie tym w okolicach 40 minuty można odnaleźć pewną wypowiedź Pana Michała Wójcika:

Nie ma takiego pokolenia, a pamiętam taką sytuację na naszym uniwerku, które by no miało coś takiego, że idzie ktoś naszym korytarzem na historii i woła potrzebuję dyrektora departamentu tam w UOPie. Nienienie, tego nie bierz, bo ja już go wziąłem do ministerstwa rolnictwa, a na kogo, na wicedy… nienienie, to on będzie dyrektorem, potrzebujemy na dyrektora departamentu. I takie. My mamy wszyscy po 20 lat.

Jest też tam parę innych wypowiedzi w tym tonie. Aż się lolek dziwi, że propagandyści PiSu jeszcze tego filmu nie wykorzystują i nie puszczają go co weekend w sobotę w prime-time. Tym bardziej, że jest tam jeszcze wypowiedź prezessimusa. Ba, lolek zaryzykował podpowiedź pisowskim propagandystom, bo jest tam jeszcze więcej – młody Palikot i Miller, a nawet historia upadku prasy. Wszystkie hasztagi internetu w filmie nakręconym w czasach, kiedy fejsbuk i twitter jeszcze nie istniały.

Z drugiej strony, może propagandyści tego nie puszczają, bo finał jest nie za bardzo po ich myśli. Film można obejrzeć zatem po zakupieniu poniższej pozycji:

zmarz-koczanowicz
Polskie Wydawnictwo Audiowizualne „Polska Szkoła Dokumentu – Maria Zmarz-Koczanowicz”, 2009

W bonusie czekają na was też inne dokumenty, a w nich m.in. rejestracja z Manify 2004, młody Biedroń, zapis początków partii Zieloni, wywiad z „niezaradnym” mieszkańcem małego miasteczka, złota era blogowania. Ale też wywiady z drugą, obecnie silniejszą, stroną pokolenia polaryzacji.

Lolek serdecznie poleca.

Grzech założycielski

Rodzina

Na krytykapolityczna.pl pojawiły się ostatnio dwa dość ciekawe wywiady redaktora Sutowskiego – prezentacja myśli liberalnej w wykonaniu Pani Anny Gromady oraz prezentacja myśli neoliberalnej przez Pana Michała Bilewicza. Lolek niestety nie ma czasu wylewać z siebie polemik w odpowiednio szybkim tempie. Zmuszony do wyboru, uznał za ciekawsze pastwienie się nad myślą neoliberalną 1. Chociaż ma nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mu się rozprawić z fragmentem „Bądź, jakby powiedział Bentham: czy przekładają się on na największą szczęśliwość największej liczby ludzi?„, bo rzucenie takiego tekstu w artykule o ocenie polityk spowodowało delikatne podniesienie ciśnienia lolkowych myśli.

Czytaj dalej „Rodzina”

Rodzina

Kryzys autorytetu ekspertów

Przeżywamy ostatnimi czasy kryzys autorytetu ekspertów. Kryzys ten ma parę przyczyn oraz parę propozycji rozwiązań. Lolek na szybko naszkicuje przykłady jednych i drugich. W największych szczegółach i najbardziej krytycznie przyjrzy się jednej z propozycji powszechnie kojarzonej z lewactwem.

Czytaj dalej „Kryzys autorytetu ekspertów”

Kryzys autorytetu ekspertów

Polski sen o wolności

Dzień, jak co dzień. Rano mieszkańców Polski przywitał smog, a zaraz potem z radia zaczęły napływać informacje o postępach na froncie walk rewolucji drobnomieszczańskiej, którą już od ponad roku prowadzi nasz wielce umiłowany wódz – Pan Poseł Kaczyński.

Właśnie o taką Polskę walczyliśmy przez ostatnie 27 lat. Tak właśnie wygląda praktyczna realizacja naszego polskiego snu o wolności. I już chyba najwyższa pora zacząć śnić coś innego. Tyle, że nikt nie mówi, że będzie to proste. Brakuje też pomysłów, czym ten nowy sen miałby być w praktyce. Więc na razie śnimy coraz więcej tego samego. I polishujemy nasz Polish dream1.

Czytaj dalej „Polski sen o wolności”

Polski sen o wolności