Kto kogo „okrada”, czyli trochę o różnego rodzaju kosztach

Dzisiaj lolek na blogu napisze trochę o tym, jak to z tym okradaniem jest i czy progresja podatkowa jest czystej maści okradaniem, czy też okradaniem tylko trochę, a może nawet nieokradaniem, lecz jedynie należną rekompensatą.

Trochę Wstępu

Na początku należy zaznaczyć, iż stosowanie progresji podatkowej bywa argumentowane na różne sposoby, jak np.:

  • wspomniane wcześniej przyłożenie jakieś 100 lat temu przez progresywistów wartości krańcowych do kwestii posiadania pieniędzy. Wynikająca z tego konkluzja, że biedak każdą złotówkę postrzega jako prawdziwego krugerranda, a bogacz nawet nie zauważy, jak zgubi, może być połączona z utylitarną chęcią dążenia do zwiększania dobrostanu wszechświata. Połączenie takie może poskutkować postulatem przekazywania pieniędzy od osób, które mają ich w nadmiarze, do osób, które ich potrzebują, bo nic nie mają.
  • stwierdzenia, iż tylko egalitaryzm zapewnia sprawiedliwość,
  • stwierdzenia, iż obecne rosnące nierówności ekonomiczne trzeba redukować, gdyż:
    • w dłuższej perspektywie powoduje to zahamowanie rozwoju gospodarczego (zdaje się chodzi o coś na kształt, że nadmierna koncentracja kapitału działa, trochę jak monopolizacja rynku, czyli dobrze dla monopolisty i źle dla całej reszty).
    • sytuacja taka zniechęca, a w zasadzie uniemożliwia realizację amerykańskiego snu. Ot, jak za starych dobrych lat chłop może co najwyżej jakimś nadludzkim wysiłkiem zatkać czapką jakieś działo i dostać w zamian tytuł szlachciura. Droga awansu ponad szlachtę zaściankową w zasadzie jest niemożliwa.
  • inne?

No ale na powyższym to się lolek za bardzo nie zna, także na tym zakończy. Na poniższym też się za bardzo nie zna, ale co mu tam, to tylko blogasek do wylewania żali.

Czytaj dalej „Kto kogo „okrada”, czyli trochę o różnego rodzaju kosztach”

Reklamy
Kto kogo „okrada”, czyli trochę o różnego rodzaju kosztach

Specjalne Strefy Społeczne

Tak sobie rzuciłem okiem na fejsika Parti Razem i zobaczyłem tam komentarz do relacji prasowej z wizyty Pana Prezydenta w Wałbrzychu.

Najbardziej zainteresował mnie ten przerażający film o strajkujących matkach. Po jego obejrzeniu przeszła przeze mnie taka myśl, którą chciałbym się podzielić na moim blogasku, którego szczęśliwie nikt nie czyta.

Może po prostu nie poprzestać na dissowaniu prawicowych pomysłów tworzenia Specjalnych Stref Ekonomicznych lecz pójść o krok dalej i zapostulować tworzenie Specjalnych Stref Społecznych w miejscach szczególnej koncentracji dużego wykluczenia społecznego*.

Oczywiście szczegóły wymagają dopracowania, no ale można podpatrzeć parę rzeczy, np. powzorować się na tym co ta zła lewacka Unia robi z naszą ścianą wschodnią prowadząc politykę spójności. A może pójść o krok dalej i zapostulować na tych obszarach wolność do zajmowania pustostanów. A może w ogóle stwierdzić, że obszar jest stracony i ewakuować wszystkich do lepszego świata. Lepszego chociażby na polską miarę, czyli gdzieś do stolicy lub byłej stolicy, czyli pod Poznań.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na niektóre reakcje prawicy na całą tę sprawę:

– kucoidy burzom się, że jak to tak, że na seks bez zabezpieczenień to se pozwoliły babsztyle jedne i to szytko ich wina. Nieroby!!!111. No cóż w tym przypadku chyba najlepiej nie wchodzić w dyskusję, co by dać im możliwość spokojnego pisania kolejnych petycji komci na fejsiku za rugowaniem edukacji seksualnej ze szkół, antykoncepcji z aptek oraz wdrażania karania śmiercią za aborcję, przy czym za wczesną aborcję należy rozumieć tu też marnację plemników, które stanowią przecież potencjalne życia. Oczywiście rozumiem, że codzienna hekatomba miliardów potencjalnych Polaków jest poważnym i niezwykle palącym problemem społecznym, dlatego nie mam zamiaru zabierać cennego czasu na jakieś tam dyskusje.

– liberałowie wkleili wykres od Trystero pokazujący, że polska gospodarka rozwija się przyzwoicie. No i fajnie** . Tyle, że zastosowana zagregowana miara nie wskazuje jak ten rozwój odbywał się np. w ujęciu geograficznym. A załączony materiał filmowy sugeruje, że well, bardzo różnie. Zresztą przed Wałbrzychem były PGRy np. (kto pamięta takie stare dzieje?). Tutaj przeciętny lewak różni się od przeciętnego liberała, gdyż lewak lubi stosować pojęcie sprawiedliwości w bardzo różnych ujęciach***. Stąd też zadaje czasem pytania pokroju „czy sprawiedliwym jest, że jedne regiony rozwijają się lepiej, kosztem innych?, do czego przyczynić mogą się inwestycje publiczne i ogólnie prowadzone polityki”. Oczywiście po zajrzeniu w bardziej interesujące lewaka dane, odpowiedź może być nawet przecząca. Czyli znowu dochodzimy do sytuacji, w której jakaś dłuższa dyskusja nie ma większego sensu, gdyż pojęcie „sprawiedliwość” ma różne znaczenia uzależnione trochę od podstaw filozoficznych i przekonań. Więc co do zasady nie ma możliwości obiektywnego udowodnienia wyższości jednej wizji sprawiedliwości nad inną, a zatem spór ma charakter czysto polityczny. Także po wzajemnych wyjaśnieniach swoich punktów widzenia można się w spokoju rozejść.

W całej tej sprawie jest jeszcze jeden wątek, a mianowicie „mobilność (geograficzna)”. Tak się jakoś przyjęło w ostatnich latach utyskiwanie na Polaków, że są za mało mobilni. Oczywiście utyskiwanie to wynika z założenia, że siła robocza ma się dostosowywać do decyzji lokalizacyjnych odnośnie powstawania miejsc pracy. Na równi oczywiste są konsekwencje dla owej siły roboczej. Mianowicie:

  • paliwo / utrzymanie auta kosztuje (zgadnijcie kto ponosi te koszta?), a poza tym zapomnijcie o bajkach z przełomu XIX i XX wieku, że samochód to dobro luksusowe (ze wszystkimi tego konsekwencjami)****.
  • przeprowadzka też kosztuje. Koszty to oczywiście:
    • potrzeba wynajmu / zakupu mieszkania (zgadnijcie ile jest warta nieruchomość w jakiejś zabitej dechami dziurze na prowincji, tak w porównaniu do centrum jakiejś aglomeracji),
    • potrzeba zapewnienia dzieciom opieki i szkoły w nowym miejscu zamieszkania (jak tam z wolnymi miejscami w różnych dużych miastach?),
    • pogodzenie się z utratą dotychczasowej społecznej sieci wsparcia (sąsiad nie będzie pożyczał jajek i nie przygarnie na godzinę za friko dzieciaka, a inny sąsiad nie wyreguluje również za friko anteny tv) oraz stosunkowo długotrwałym procesem ich odbudowy w nowych miejscach zamieszkania.

To wszystko może spowodować szczególnie w przypadku większych rodzin, że well, nawet wizja pracy za średnią krajową, to coś tak jakby mało, jeśli wziąć pod uwagę powyższe koszty.

No ale skoro jest taka presja na tę mobilność, to zobaczmy, jak ona się w rzeczywistości ma:

A więc…. Polacy są społeczeństwem przyzwoicie mobilnym w porównaniu z innymi krajami UE*****:

  • szczególnie lubią sobie pojeździć w piątki (odbywają tego dnia przeciętnie ponad trzy podróże) – s.57
  • codziennie jeżdżą sobie przeciętnie po 80km (tak ze dwa razy więcej, niż w UK) – str. 63
  • codziennie siedzą sobie w aucie słuchając VOX FM prawie po dwie godziny (znowu tak prawie ze dwa razy dłużej, niż w UK). – str.66

Co więcej 32,5% pracowników najemnych do pracy dojeżdża, czyli przekracza przynajmniej granicę gminy, w której mieszka. Zauważalnie często (chociaż bez przesady) przekroczenie granicy gminy, to zarazem przekroczenie granicy województwa. Dominują dojazdy z prowincji do większych miast, głównie stolicy.

Dobrze to, czy źle? Mało to, czy dużo? To oczywiście zależy od subiektywnej oceny. Niektórym nigdy nie będzie za mało, czy też za dużo.

—-

* Oj, oj Lolku użyłeś wyrażenia stanowiącego pierwotnie wymysł jakiegoś neomarksisty. Potwór dżęder za karę przeprowadzi o jedną operację zamiany genitaliów przedszkolakom więcej, w jednej z tych supertajnych sal operacyjnych zainstalowanych w podziemiach polskich przedszkoli.

** w końcu generalnie głupio jest negować rzeczywistość,

*** szerzej o tym może kiedy indziej,

**** też może się kiedyś rozwinie się w jakimś sensowniejszym wpisie,

***** przy wszystkich zastrzeżeniach metodologicznych, o których czytało mi się wieki temu i już się zapomniało

Specjalne Strefy Społeczne