Prestiż w przystępnej cenie?

Niektóre z Szanownych Czytelniczek zapewne zdziwiła pewność Lolka, gdy w swojej poprzedniej blogaskowej noci wyraźnie przeciwstawił „kryterium chwały” stosowane dość powszechnie przez obecnego ministra nauki oraz jego poprzedników z możliwościami rozwoju (metaforycznego wynalezienia leku na raka). Tymczasem pomimo coraz liczniejszego grona fascynatów oceniania poziomu nauki przy pomocy kryteriów prestiżu, takich jak „publikowanie w renomowanych czasopismach”, szkodliwość stosowania tychże kryteriów jest tak oczywista, że nie ma sensu poświęcać temu zagadnieniu więcej miejsca niż w dajmy na to na jakimś niszowym blogasku.

Czytaj dalej „Prestiż w przystępnej cenie?”

Reklamy
Prestiż w przystępnej cenie?

Spętani łańcuchami chómanizmu

W czasach, gdy lolek miał jeszcze cokolwiek wspólnego z przedmiotami humanistycznymi, usłyszał na jednej z lekcji piękną1 historię o tym, jak to chómaniści na początkach ery przemysłowej byli zafascynowani dymiącymi kominami fabryk. Dymiące fabryki były uznawane za źródło piękna i siły gatunku ludzkiego. Zresztą sami zobaczcie na jedno z dzieł powstałych u schyłku tamtej epoki.

Eugen_Bracht_Hoesch
Bracht E.: Eisen- und Stahlwerk Hoesch, Dortmund 1907

Zapewne już w tamtych czasach na chómanistów z lepiej lub gorzej ukrywanym uśmieszkiem patrzeli technologowie, którzy w dymiącym kominie widzieli co najwyżej tani sposób na pozbycie się odpadów produkcyjnych. Dziś szczęśliwie jako ludzkość wyrwaliśmy się z jarzma tak rozumianego chómanizmu i dymiący komin jest postrzegany co najwyżej jako źródło smogu, a nie jakiegoś tam piękna.

Niestety, jako ludzkość nie wyzwoliliśmy się z jarzma chómanizmu. Ten co prawda ogłosił koniec ery przemysłowej, ale jednocześnie ogłosił nadejście nowej – ery cyfrowej.

Czytaj dalej „Spętani łańcuchami chómanizmu”

Spętani łańcuchami chómanizmu

Czym gorzej tym gorzej

Jacek Jaśkowiak przegrał wybory zdecydowanie wygrywając je już w pierwszej turze. Chociaż tak właściwie to przegrała je lewica i ruchy miejskie, które w Poznaniu zdobyły ledwie po dwa mandaty i był jeden z najlepszych wyników w kraju. W Poznaniu, podobnie jak w innych dużych miastach, pulę zgarnęła Koalicja Obywatelska, która nie potrzebuje już koalicjantów do rządzenia. Jacek Jaśkowiak się nie cieszył. Widocznie dobrze wie, że duże społeczne poparcie dało mu to, że w pierwszej kadencji reprezentował sobą taką PO, jaką wielu chciałoby widzieć. Nie „lewacką”, ale też nie betonowo konserwatywno-deweloperską. Pociągnął za sobą KO i zjadł lewicowo-ruchomiejskie przystawki. A to właśnie one pozwoliły mu w poprzedniej kadencji na prowadzenie sensownej polityki transportowej, trochę wbrew lokalnej PO. Ale teraz większość ma PO. Więc zapewne skończą się pomysły na uspokajanie ruchu i darmowe bilety autobusowe dla dzieci. Skądś w końcu trzeba będzie wziąć pieniądze na pokrycie kosztów wyburzenia rzędu kamienic pod poszerzenie kolejnej zakorkowanej w centrum drogi. Oczywiście bilety dla dzieci to za mało, by zbilansować taką inwestycję. Zapewne oberwie się też seniorom i będzie trzeba rozsprzedać pod deweloperkę trochę parków. Deweloperzy za pieniądze z odszkodowań za wyburzane kamienice będą mogli pobudować tam nowe osiedla i tym samym rozlać problemy transportowe w kolejne części miast.

A na drodze będzie stało w zasadzie tylko PiS, które będzie przeciw, bo jest przeciw PO. Ale zapytane o to co zrobi równie chętnie odpowie, że zrobi jeszcze więcej tego samego – jeszcze więcej deweloperki, tysiące linii metra, premetra i ze dwa miliony bezkolizyjnych skrzyżowań z każdą gałęzią transportu. W końcu pieniądze leżą na ulicach i tylko lenistwo platfusów spowodowało, że nikt jeszcze po nie nie sięgnął. Lolek też nie schyla się po mniej niż dwieście miliardów PLN. I nie jest to nic nadzwyczajnego. Chyba.

Tymczasem na lewicowych stronach optymizm. Galopujący major zagalopował się nawet w stwierdzeniach, że miejsko-lewicowa narracja zwyciężyła, bo teraz każdy mówi lewicowo o problemach miasta. No każdy. Ale za to jak mówi. Tysiące linii metra to jeden przykład. Innym ciekawym może być propozycja uspokojenia ruchu w mieście przez budowę wielopasowych arterii drogowych. Tymczasem uspokojenie ruchu znaczy mniej więcej tyle, że samochody jeżdżą wolniej. Więc budowa wielopasowych dróg może uspokoić ruch tylko w tym sensie, że doprowadzi do takiego zakorkowania, że nie da się przejechać. W sumie nawet nie można wykluczyć takiego scenariusza.

Takie to mówienie lewicą w prawicowym wykonaniu. Równie dobrze można podczas rozmów w kwestii zamiany parku na biurowy wieżowiec z parkingiem (skądś miasto musi mieć przecież pieniądze) sugerować „kompromis” polegający na rezygnacji z budowy parkingu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to uchodząca w Polsce za skrajnie ultralewacką realizacja strategii Rozwoju Opartego na Transporcie Zbiorowym (Transit Oriented Development). Tymczasem już drugi rzut oka pozwala zauważyć, że tam wszędzie dookoła są osiedla z miejscami parkingowymi wzdłuż ulic. Nie takie propozycje kompromisów padały teraz i wcześniej. I chociaż łatwo to przeoczyć, lolek udzielił tutaj głosu różnym opcjom politycznym.

Oczywiście na lewej stronie padają też propozycje zjednoczenia się lewicy. I owszem zieloni z razemami mogą się połączyć. Może nawet uda im się przekonać ruchy miejskie, że wrażliwość społeczna to element lewicowości. Tyle, że powszechnie oczekuje się połączenia z SLD. I tu jest problem, bo co lolek rozmawia ze znajomymi o lokalnych działaczach, których jeszcze z SLD nie wymyło, to Ci znajomi widzą w nich jeszcze większych złodziei i oszustów niż w POPiSie razem wziętym.

Podsumowując jest źle, a doświadczenia podpowiada wbrew obiegowemu chciejstwu, że czym gorzej tym gorzej. Skoro ludzie w takim Olsztynie popierają generalnie albo gościa, który rozkopał miasto (radykalnie uspokajając ruch 😉 ), albo gościa oskarżonego o gwałt (ba wg ciotki wiki nawet raz skazanego w pierwszej instancji). Skoro innym nie przeszkadza łożenie na żyjący w dostatku, żeby nie powiedzieć luksusach, kler, gdy brakuje pieniędzy na najpotrzebniejsze operacje poprawiające jakość życia (te wieloletnie kolejeczki). Skoro ludzie wierzą, że bogaci uciekają do rajów podatkowych nie dlatego, że w przeciwieństwie do nas biedaków mogą tak zrobić, lecz dlatego , że „podatki są zbyt wysokie”. A poza tym wierzą, że bogaci chcąc zrobić biznes stoją w tych samych kolejkach do urzędów, co biedacy zakładający własnego start-upa. To potrzeba zanieść jeszcze wiele kaganków oświaty. Włączając w to kolejne nagrania z obiadków z ośmiorniczkami i liczne seanse kleru ;-).

Poza tym niewłaściwy rozwój miast ma to do siebie, że odbija się czkawką przez dziesięciolecia.

PS: Lolek gratuluje zwycięzcom i jak na internetowego trolla przystało deklaruje jak zawsze pełną elastyczność kręgosłupa.

Czym gorzej tym gorzej

Mit reformy sześciolatków

W kręgach lewicowych i liberalnych krąży mit. Mit o reformie sześciolatków. Można go streścić następującymi słowami:

  • zaczynanie edukacji wcześniej jest dobre, bo dzieci więcej potrafią; są na to rzekomo jakieś badania (nigdy nie pada odnośnik do jakichkolwiek)
  • ergo puszczenie sześciolatków do szkół było świetną reformą PO
  • niestety PO zawaliła, bo opóźniła reformę pod naporem chamstwa, które nie docenia edukacji.

Mit ten jest bardzo silny, o czym świadczy to, że propagujące go osoby nie dostrzegają jego istnienia pomimo podawania w tych samych tekstach treści jawnie go podważających, a to twierdzeniami, że w świetlicach szkolnych panuje taki harmider, że równie dobrze można by starać się prowadzić edukację na stadionie piłkarskim w trakcie ligowego hitu kolejki, a to że fajnie było by wywalić ze szkół paździerzowe ławki i rozłożyć dywany oraz zrobić laboratorium życia, a nie przeżycia.

Mit ten jest poczwórnie szkodliwy. Po pierwsze dlatego, że uważał za coś dobrego reformę PO. Po drugie dlatego, że uważał za coś złego to, iż PO opóźniła tę reformę. Po trzecie dlatego, że ma za chamów rodziców, którzy chcą dobrej edukacji dla swoich dzieci. Po czwarte dlatego, że jego rozpowszechnianie proliferuje inne szkodliwe mity. Poniżej lolek wyjaśni dlaczego. Postara się być możliwie łopatologiczny.

Czytaj dalej „Mit reformy sześciolatków”

Mit reformy sześciolatków

Czy biblioteka uratuje polską naukę?

Gdzieś w okolicach ostatniego przełomu wieków w pewnej międzynarodowej organizacji pojawił się problem natury bibliotecznej. Nie wiedziano, jak klasyfikować książki naukowe, to jest na którą półkę odkładać daną książkę. Wymyślono sobie zatem system, który te sprawy porządkował. Wtedy jeszcze nie zdawano sobie sprawy z powagi konsekwencji tego czynu.

Mijały lata i dziesięciolecia. Nauka stawała się coraz bardziej interdyscyplinarna. Z każdym rokiem coraz bardziej zdawano sobie sprawę z tego, że taki dworzec ma pełnić nie tylko rolę użyteczną, ale też estetyczną budując wizerunek miejsca i miasta. Ba, coraz bardziej zdawano sobie sprawę z tego, że rola estetyczna jest rolą użyteczną, bo miejsce może być bardziej lub mniej przyjazne wandalom. Zaczęło rodzić to pewien problem z systemem, bo część inżynierska architektury została przypisana do zupełnie innej części biblioteki niż część artystyczna. Stwierdzono jednak, że trudno, naukowcy będą musieli zwiedzić dwa działy biblioteki. Lepsze to niż bałagan związany z wprowadzaniem nowego systemu. Tym bardziej, że biblioteka się scyfryzowała i dwa działy można było zwiedzić na raz zadając odpowiednie pytanie w wyszukiwarce.

Aż w końcu nadszedł rok 2018 i w pewnym kraju znajdującym się na rubieżach Europ Zachodniej oraz Wschodniej, w którym architektura obiektów użyteczności publicznej rozwijała się całkiem całkiem dzięki strumieniowi funduszy płynących z zachodu, pewien minister wszystkich rządów postanowił dokonać pewnej reformy. Reformie prawdopodobnie przyświecał cel walki ze smutnymi efektami poprzednich reform, a także chęci zhakowania pewnego rankingu, po wymienieniu nazwy którego każda władza w tym kraju dostawała orgazmu1. Chociaż tak w sumie to nie ma pewności co do tego, że cel był jakikolwiek inny niż reformować dla samego faktu reformowania.

Minister był bardzo zafascynowany systemem. Wdrożyła go w końcu międzynarodowa instytucja. Minister postanowił, że system ten dobrze się sprawdzi do budowy świetlanej przyszłości polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Zaordynował więc co następuje:

  1. Naukowcy przypisani do inżynierii architektury, którzy opublikują coś w czasopiśmie dotyczącym sztuki architektury mają niefart, bo to im się nie będzie liczyć. To samo spotka naukowców przypisanych do sztuki architektury, którym zdarzy się coś popełnić w piśmie przypisanym do działki inżynieryjnej. No chyba, że ich uczelnie połączą się w jeden wielki moloch, co pozwoli mu awansować do wyższej setki w Rankingu, którego nazwy lolek tu nie wymieni, bo blognotka stałaby się nazbyt pornograficzna.

  2. Uczelnie te i tak muszą się połączyć w jeden moloch, jeśli chcą kształcić studentów zgodnie z współczesnymi standardami. Ba, ponadto ten moloch musi być bardzo dobry w obu działkach, a do tego w dwóch innych działkach, by móc prowadzić Międzydziedzinowy Indywidualny Kierunek Studiów o nazwie „Architektura”.

I tak oto rodzi się pytanie o to czy biblioteka owej międzynarodowej organizacji uratuje polską naukę i szkolnictwo wyższe zmieniając system układania książek na swoich półkach?


  1. Swoją drogą ów ranking też został wymyślony do innych celów – wskazywania, na który amerykański uniwersytet warto wysłać studentów na stypendium. 
Czy biblioteka uratuje polską naukę?