Rozwal swój kraj – eksperyment praktyczny

Miało nie być o polityce, ale trudno. Na dziś proponuję eksperyment praktyczny z rozwalania kraju. Eksperyment oczywiście będzie na modelu, ale przynajmniej rzeczywistym. A więc zaczynamy:

Zapewne często i skądinąd słusznie wiele osób może uważać, że Polska to chory kraj. Stąd przy okazji wyborów pojawiają się czasem różnej maści politycy sugerujący, że pomóc może tylko rozwalenie tego wszystkiego. Pytanie jest takie, czy rzeczywiście pomoże. Sprawdź to sam.

  1. Podejdź do swojego i niedomagającego (koniecznie swojego i niedomagającego) auta. Jak nie masz takiego auta, to znajdź jakąś inną swoją i niedomagającą rzecz.
  2. Rozwal je.
  3. Zamknij oczy i odczekaj minutę.
  4. Otwórz oczy i sprawdź, czy auto jest rozwalone, czy też w jego miejscu stoi  funkiel nówka merc lub leks.

Oczywiście pojedyncza obserwacja to za mało, więc podejdź do kolejnego swojego i niedomagającego auta. Nie masz kolejnego auta? To może w domu cieknie Ci kran, więc:

  1. Podejdź do tego swojego cieknącego kraju.
  2. Rozwal go.
  3. Zamknij oczy i odczekaj minutę.
  4. Otwórz oczy i sprawdź, czy kran jest rozwalony, czy też w jego miejscu pojawił się nowy, który nie dość, że nie cieknie to jeszcze jest ze szczerego złota.

Eksperyment powtarzaj tak długo (może telewizor zanadto szumi?), aż upewnisz się co do jego rezultatów lub skończą Ci się rzeczy, które są Twoje i niedomagają.

No więc jak to jest z tym rozwalaniem Państwa. Ano tak, jak widać to częstawo w telewizji w odniesieniu do innych krajów. Kontrolę zazwyczaj przejmują w nich jakieś uzbrojone w kałasze bandy, a uczciwy człowiek może co najwyżej ukrywać się gdzieś w piwnicy i płacić wysokie podatki nowym władzom (z pistoletem przystawionym do głowy bywają naprawdę wysokie).

Także zastanów się, czy to co oferuje w zamian proponujący rozwalenie wszystkiego, jest tym, czego oczekujesz. Naprawa bywa tańsza oraz szybsza od rozwalenia i zrobienia wszystkiego na nowo.

Reklamy
Rozwal swój kraj – eksperyment praktyczny

Opłata dodatkowa za bycie fair?

opłata za bycie fair - całość

W poprzedniej blognotce napisało mi się, że „Z zapisu wynika, że niezbyt opłaca się grzecznie zapłacić komornikowi swoje długi, co wydaje mi się, że byłoby opcją uznaną przez sporo osób za najbardziej fair w zaistniałej sytuacji [bycia egzekucjonowanym przez komornika – przyp. redakcja]”

Zajmijmy się dzisiaj tym trochę szerzej. Zacznijmy najpierw od tych biedaków, co mają niewielkie długi. Takie dajmy na to do 2 tysięcy. Wykres poniżej pokazuje koszty, które trzeba zapłacić komornikowi w przypadku, gdy chce mu się zapłacić całość w gotówce (na niebiesko) oraz koszty, gdy komornik sam ściągnie sobie pieniądze z zajętego konta.

dług 200 do 2000PLN

Jak widać nieważne, czy masz 1PLN długu, czy 2000PLN komornik weźmie sobie z konta 160PLN, o ile wpłacisz na nie tyle by po wzięciu sobie zostało tam te około 12 tysi. Jak nie masz, to sorry, ale zostaje Ci opcja zapłacenia podateczku od biedaków przy przelewaniu kasy na konto komornika. Oczywiście jest to opcja tylko dla tych bogatszych biedaków. W myśl pewnej kontrowersyjnej* lewackiej teorii, która głosi iż jeść coś trzeba, a i ubrać warto się, więc z punktu widzenia biedaka każda złotówka będzie postrzegana jako prawdziwie złoty krugerrand, podczas gdy bogacz nawet nie zauważy, że ją zgubił, to wychodzi, że biedniejszym biedakom pozostaje tylko liczenie na łaskę sądu, banku i komornika. Może komornik będzie łaskaw i zabierze tylko 50% wynagrodzenia z umowy zlecenie, a może nie i od razu weźmie sobie standardowe 100%. Oczywiście biedakom tym przypada też granie roli rzesz złych cwaniaczków, co długów płacić nie chcą, a na pewno trzymają milion miliard w skarpecie.

No ale przejdźmy dalej i zobaczmy, jak się sprawy mają w sytuacji, gdy dług wynosi od 2 do 400 tysi. A mają się tak:

2k do 400k PLN

W punkcie około 2 tys. PLN w obu przypadkach koszty egzekucji zaczynają narastać, oczywiście szybciej w przypadku samodzielnej spłaty. Przy kwocie długu ok. 171 tys. różnica osiąga dwanaście tysięcy, więc podateczek od ubogich przestaje obowiązywać nawet w teorii (w praktyce zapewne szybciej). Całość kwoty, którą trzebaby poświęcić na spłatę długu u komornika lepiej jest przelać na zajęte przez niego konto, gdyż po przelaniu sobie potrzebnej kwoty, zostawi nam te 12 tysi.

No niemniej, jak ktoś ciągle chce „być fair” bez względu na okoliczności to można popatrzeć sobie na dalszą część, czyli długi powyżej 400 tysi.

400 do 700k

Tutaj widać, że przy zajęciu konta komornika nie będzie interesować więcej, niż 32 tysie. Weźmie sobie tyle bez względu na to, czy dług wynosi 400 tysięcy, czy 400 miliardów. W przypadku wpłacania mu na konto odpuści sobie trochę później. Poprzestanie dopiero na 96 tysiach kosztów egzekucji w przypadku, gdy dług wyniesie te około 640 tysięcy.

Ogólnie zżera mnie niesamowita ciekawość, co kierowało ustawodawcą podczas wpisywania tych procentów i progów.

—–

* Teoria jest „kontrowersyjna”, bo po dołączeniu do utylitaryzmu pozwala kucliberałom mówić, że nie jest się zainteresowanym w tworzeniu społeczeństwa identycznych ludzi, a jednocześnie być za tymi lewackimi fanaberiami pokroju kwoty wolnej od podatku, płacy minimalnej, a nawet wyższymi podatkami dla bogaczy. Przez to osłabia im się koronny argument – „waćpan chce powrotu komuny, widzieliśmy jak nie działała”.

Opłata dodatkowa za bycie fair?

Podateczek od ubóstwa

Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji głosi co następuje:

Art. 49. 1. W sprawach o egzekucję świadczeń pieniężnych komornik pobiera od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 15% wartości wyegzekwowanego świadczenia, jednak nie niższej niż 1/10 i nie wyższej niż trzydziestokrotna wysokość przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Jednakże w przypadku wyegzekwowania świadczenia wskutek skierowania egzekucji do wierzytelności z rachunku bankowego, wynagrodzenia za pracę, świadczenia z ubezpieczenia społecznego jak również wypłacanych na podstawie przepisów o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, zasiłku dla bezrobotnych, dodatku aktywizacyjnego, stypendium oraz dodatku szkoleniowego, komornik pobiera od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 8% wartości wyegzekwowanego świadczenia, jednak nie niższej niż 1/20 i nie wyższej niż dziesięciokrotna wysokość przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego.”

Hmm… Z zapisu wynika, że niezbyt opłaca się grzecznie zapłacić komornikowi swoje długi, co wydaje mi się, że byłoby opcją uznaną przez sporo osób za najbardziej fair w zaistniałej sytuacji. Lepiej zaczekać, aż sam sobie weźmie z konta odpowiednią kwotę. W szczególności dotyczy to długów o niewielkiej wartości, gdyż azaliż średnie wynagrodzenie na dziś to bodajże 3200PLN. Czyli 1/10 to będzie 320PLN, a 1/20 to tak ze 160PLN.

Teraz zastanówmy się, kto zaciąga długi na niewielkie kwoty i ich następnie nie spłaca:

  1. Biedacy, którym brakuje na jedzenie / ubranie w lumpeksie.
  2. Trochę bogatsi biedacy, którzy nie zaciągają długów, więc myślą, że ich nie mają, ale w wyniku jakiegoś zupełnie normalnego wydarzenia (w stylu ktoś tam zapomniał coś w systemie odhaczyć, itp.*) po 9 i pół roku okazuje się, że jednak mają.
  3. Bogacze, którzy zapomnieli wyjąć z auta portfel i nie mają za co kupić sobie drina u sowy. Ale Ci zapożyczają się głównie koleżeńsko, więc się nie liczy.

Czyli jakby nie patrzeć są to głównie biedacy. Oczywiście w trosce o nich nasze kochane władze ustaliły na 12 000 PLN limit, poniżej którego komornik nie może zabierać z konta pieniędzy.

Wszystko jest szczególnie interesujące w przypadku drugiej grupy osób, która o tym, że jest dłużnikami dowiaduje się w momencie (a w zasadzie trochę później), gdy przy próbie zapłacenia kartą wyświetla się im komunikat o odrzuceniu transakcji. W tym momencie mają oni do wyboru:

  1. wyczarować na koncie te 12 tysi i przeboleć ich blokadę przez jakiś przynajmniej miesiąc, żeby komornik zrobił swoje i odblokował albo
  2. zapłacić podatek od ubogich dłużników**

Jaki przepiękny przykład prawicowego rozumienia „troski o ubogich”.

A teraz zastanówmy się, kto na całej tej sytuacji korzysta.

* uprasza się o niepodpowiadanie trollom modeli biznesowych.

** tak wiem, można jeszcze popłaszczyć się przed sędzią w sprawie zmniejszenia kwoty wynagrodzenia dla komornika. Pominąłem, bo może być to związane z ekstra kosztami i czasem w sytuacji, gdy komornik i wierzyciel niecierpliwie czekają… Pominąłem też tę opcję z zapłatą bezpośrednio wierzycielowi, gdyż ta jest w sytuacji toczącej się sprawy komorniczej upierdliwa dla wierzyciela, dłużnika i samego komornika.

Podateczek od ubóstwa