„Przypadkowe zniszczenie”

W ostatnich dniach, w związku ze szczytem G20 w mediach pojawiło się trochę informacji o skrajnej lewicy. Niestety całość była mało dydaktyczna, więc szary człowiek ciągle może nie rozumieć, dlaczego Razem jest umiarkowane, a propozycje Kuby Daneckiego, by stało się bardziej lewicowe też jeszcze nie oznacza działań zbrojnych.

Anarcho-insurekcjonizm

Owymi skrajnymi lewakami, które dostarczały kontentu telewizyjnego, bez którego poziom napięcia relacji z G20 byłby porównywalny jedynie z relacjami z pielgrzymek Radia Maryja, były grupy anarcho-insurekcjonistyczne. Mówiąc skrótowo grupy te stoją na stanowisku, że jak rewolucja to coś musi płonąć, gdyż na przemoc (kapitalizm łapie się cały, jako przemoc instytucjonalna) można odpowiadać przemocą. Stąd nie powinny dziwić odezwy pokroju:

Minibus służący do przewozu członków rządu został kompletnie zniszczony w akcie przyjacielskiego powitania politycznych zamieszek, które rozpętały się tego dnia w okolicy.

Z tej perspektywy Lolek jest umiarkowanym prawakiem – postępowcem w granicach prawa. Na tyle umiarkowanym, że prawdopodobnie nie dostanie od insurekcjonisty po mordzie za swoje poglądy. Nie to co neonaziści.

Nie powinno to dziwić. W końcu socjaldemokratyczne Razem jest liberalno-lewicowe. Propozycje Danckiego miałyby je przechylić bardziej w lewo, ale ciągle nie na pozycje insurekcjonistyczne, które to są radykalnymi wersjami anarchizmu (samego w sobie dość radykalnego, jak na standardy lewicowe). Razem od insurekcjonistów dzieli mniej więcej taka odległość, co Platformę Obywatelską od ONR. Jest jeszcze sporo miejsca pomiędzy.

Świat bez przemocy

Insurekcjonizm sięga korzeniami XIX wieku, czyli czasów, kiedy bezpośrednia i brutalna przemoc w walce politycznej była czymś na porządku dziennym. Ba, tak było do całkiem niedawna. Obecne spokojne czasy, to stosunkowa nowość, przynajmniej na zachodzie, do którego Polska zapisała się okrągłym stołem w 1989 roku1. Ukraina nie miała tyle szczęścia. Tam w ramach wymiany władzy strzelano do ludzi zaledwie kilka lat temu. W Turcji wydaje się, że jest jeszcze gorzej.

„Świat wolny od przemocy” stawia pod poważnym znakiem zapytania legitymizację działalności insurekcjonistycznej – w zasadzie eliminując ją z życia politycznego, nawet gdy ta ogranicza się do przemocy przeciwko mieniu2. A w zasadzie szczególnie w takich sytuacjach, co Lolek postara się uzasadnić poniżej. Niestety Pani Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Razem nie potrafiła tego wyrazić pisząc coś o dyskusjach, których niestety nie przytoczyła, więc z perspektywy zewnętrznego widza wyszło coś na zasadzie „zrozumienia a’la Beata Mazurek”. Przytoczmy zatem tę obronę stosowania przemocy przez insurekcjonistów. Obrona ta mówi, że przemoc jest często „jedyną formą obrony przeciw brutalnym organizacjom, nawołującym do eksterminacji milionów ludzi”. Jako przykłady podaje się neonazistów, antymuzułmańskich ksenofobów hasających po mieście z nożem w ręku, właścicieli niewolników czy reakcje protesty w sprawie emancypacji ameryańskiej czarnoskórej ludności.

Granice dopuszczalności przemocy

Warto zauważyć, że wszystkie powyższe przykłady, to sytuacje w których przemoc miałaby być odpowiedzią na bezpośrednią przemoc lub równie bezpośrednie nawoływanie do niej (ot taka przemoc dydaktyczna pozwalająca na własnej skórze przekonać się do konsekwencji swoich nawoływań). Oczywiście można pod to przypisać też inne sytuacje, jak np. przepychanki związane z realizacją eksmisji na bruk czy obroną współpracownicy wyrzuconej na bruk za założenie związku zawodowego3.

Trudno jednak o bezpośrednią przemoc oskarżyć zaparkowany na ulicy pojazd (chociaż nie jest to wcale takie niemożliwe ;-P). W tej sytuacji przemoc nie jest odpowiedzią na bezpośrednia przemoc. W świecie „bez przemocy” taka działalność nie ma żadnego uzasadnienia, gdyż w grę nie wchodzi tu nawet obrona konieczna.

„Przypadkowe zniszczenie”

Sprawa ma jeszcze jeden wymiar. Mianowicie we współczesnym kapitaliźmie, w którym funkcjonują ubezpieczenia, funkcjonuje też pojęcie „przypadkowego uszkodzenia / zniszczenia”, które niejednokrotnie stanowi eufemizm wyrażenia „wyłudzenie odszkodowania”. Podejście takie może cechować niektórych indywidualnych ludzi. Stąd np. obowiązek oznaczania zielonym listkiem samochodów kierowanych przez początkujących kierowców stwarza pewne niebezpieczeństwo w sytuacji, gdy nie wiąże się z nim przeniesienie części odpowiedzialności na innych uczestników ruchu. Niebezpieczeństwo polegające na celowym wymuszeniu błędu w celu znalezienia „sponsora” na odmalowanie zderzaka.

Oczywiście takie zachowania występują też na wyższych szczeblach. Zastanówmy się, ile osób ucieszyło się, że w końcu znalazło sponsora na wymianę samochodu na nowszy, bardziej modny model (poprzedni po roku był już taki nudny). Albo ile osób ucieszyło się, że w końcu znalazł się sponsor na całościowy lifting wyglądu wnętrza sklepu, który pod dwóch latach nie był już tak trendy. Zastanówmy się ile jest w tym antykapitalizmu.

W końcu zastanówmy się, jakie efekty przynoszą działania insurekcjonistów we współczesnym świecie bez przemocy. Na oko Lolka brak działań z tej strony poskutkował by tym, że a) media zrelacjonowałyby G20 w stylu pielgrzymkowym, co byłoby kolejnym dowodem na to, że neoliberalizm i religia to to samo; oraz b) KryPolka zrobiłaby wywiad z Agnieszką D-B, ale ta miałaby łatwiej.

Lolek ma nadzieję, że po lekturze tego tekstu wszyscy osiągnęli poziom zrozumienia godny samej rzeczniczki PiS.


  1. Cieszmy się, że PiS podtrzymuje tradycję i nie robi w Polsce powtórki z czerwca 56 czy grudnia 70, chociaż znalazłoby się zapewne paru jego sympatyków, którzy na takie wieści by się ucieszyli. Przeciwnikom PiS czekającym na taki scenariusz Lolek proponuje, by przeprowadzili najpierw osobistą symuację tych wydarzeń polegającą na rozpędzeniu się i uderzeniu z całej siły głową w betonową ścianę. 
  2. Andrzej Lepper był dawno temu. 
  3. Ba, bezpośredniej przemocy można także doświadczyć pokojowo przerywając wystąpienie księdza Bortkiewicza. Stąd nie powinno dziwić, że niektórzy na lewicy są przychylni insurekcjonistom. Z drugiej strony nie powinno dziwić, że taka przychylność niekoniecznie występuje ze strony osób, które zazwyczaj nie przerywają takich wykładów. 
Reklamy
„Przypadkowe zniszczenie”

5 uwag do wpisu “„Przypadkowe zniszczenie”

  1. Nam wydaje się z kolei, że istotniejszą sprawą niż deliberowanie o zasadności – finansowej czy moralnej – ataków na bezbronne (bo „śpiące”!) auta czy biura – jest fakt, że w przedmiotowym kraju wśród przynajmniej części młodej prolo-populacji występuje świadomość tego, że neolibo-spędypod banerem g20 to manifestacja ekono-zła.
    Dla porównania – przenosząc fokus na grunt nadwiślański i korzystając z przykładu sił „kontestacji” wymienionych w notce, tj. Razem – możemy „podziwiać” „spektakularny” (w znaczeniu – „high-brow spektaklo-teatralny”) happening anty-Trumpowy w klimacie hipstero-femino–alles-in-ordnungowym.
    Teraz pytanie – czy jeśli bieg rzeczy sprawiłby, że personą odwiedzającą nadwiślańskie kondominium byłaby $hill – jaki happening przewidziałaby razemowa komórka ds. „zaistnienia”? Mamy nadzieje, że nie byłby to spektakl przewidujący użycie transparentów z wymalowanymi serduszkami wyrażającymi poparcie dla osoby „uosabiającej woman power”, która przynosi znicz równouprawnienia do krainy szowinizmo-ciemnoty, ale z drugiej strony nie oczekiwalibyśmy też pojawienia się z tej strony żadnego typu „agresywnych” banerów np. z tekstem znamiennego bon-mota „we came, we saw, he died” na tle wizerunku wypatroszonego „dyktatora” Kadafiego.
    Fakt: nas również akty przemocy – nawet wobec aut (zwłaszcza naszych!) – napawają dyskomfortem (czy nawet paniką), ale mówiąc szczerze w chwilach refleksyjnego czilautu snujemy czasem projekcje odjęcia sobie iluś-tam-lat i iluś-tam-nanogramów „rozsądku” (zainstalowanego w jakiś sposób przez te nadmiarowe lata w koro-neuronach), a następnie ruszenia* na taki kolejny gie-dwudziestowy zjazd neolibo-wiedźm w celu zrobienia konkretnego chaosu. (*) ruszenia za granicę, ponieważ, jeśli taki zlot g-20-to „reptalianów” miałby przypadkiem miejsce nad Wisłą, nie ośmielilibyśmy się na uczestnictwo w żadnych happeningach, które mogłyby przekłuć ten pęczniejący balon poczucia dumy narodowej w obliczu wizyty tak znamienitych gości!

    Polubienie

    1. Lolek nie jest razem z Razem. Ale coś mu się kojarzy, że zdecydowano się tam na poparcie $hill w sandersowych bólach, a potem porównując z ofertą mr Blonda.

      A pracownia niech się lepiej swoich nanogramów nie pozbywa, lecz raczej zaprzęgnie je do rozmyślań o tym na ile metody protestu, które sprawdziły się w XIX-wiecznym kapitalizmie niepełnej akumulacji mają rację bytu w XXI-wiecznym kapitalizmie nadakumulacji, a na ile lepiej jest je zmienić na inne, np. związane z odmową konsumpcji czy destrukcji związanej nieuchronnie z aktem konsumpcji. Np. taka tradycja skłotowa pokazuje, że można być przeciw prawu własności jednocześnie szanując (reutylizując) związane z tym obiekty materialne. Lolek tak tylko prowokuje.

      Polubienie

      1. Hej – nie jesteśmy tropicielami tego, kto jest z-razem czy z-piso-peo – dementi (i ew. kontr-dementi) przynależnościowe zostawmy na potrzeby starć z politykabukowymi trollami, którzy tak czy owak jeszcze chyba nie spenetrowali naszych „popularnych” blogów.
        Zgoda – obiekty materialne szanuj ty realisto termodynamiczny, ale z drugiej strony cokolwiek by nasze skryto-podziwiane wzorce kontestacyjne nie shajcowały i tak taka destrukcja (i emisja CO2) będzie długo jeszcze blednąć wobec tego, co na-co-dzień, a już szczególnie na sabatach g20 warzą nam entuzjaści ropo-łupko-ciągów jak to reptaliano-ciacho Trudeau.
        PS. Chętniej niż rzeczonych nano-gramów, pozbylibyśmy się najpierw lato-dekad z metryki – może w taki wypadku – mając ogląd mechaniki spraw – dalibyśmy radę zrobić jeszcze karierę zaczynając np. od prowadzenia bloga p/t np. „Pracownia ekono-lewackich-patologii”.

        Polubienie

      2. Lolka interesuje tu zasadność „form” protestu, tj. wątek, który został pominięty w wywiadzie z A.D-B w KryPolce. Lolek, jako osobnik skażony utylitaryzmem i tajloryzmem na zasadność patrzy m.in. przez pryzmat skuteczności. No więc czy skuteczna jest forma protestu, która a) nie powoduje bólu drugiej strony, gdyż ta cierpi raczej na nadmiar, więc nie będzie jej brakować zniszczonej rzeczy; i b) naraża na oskarżenia o hipokryzję? Lolek tego oczywiście nie wie. Może jakiś wymiar tej skuteczności mu zwyczajnie umyka.
        PS: A od razemków odcina się profilaktycznie. Szczególnie po tym, gdy przeczytał komcie sugerujące, że jakieś mniej lub bardziej niszowe blogaski to tak naprawdę razemkowe myślo-czołgi.

        Polubienie

  2. Realistycznie rzecz biorąc jeszcze długo żadna wyobrażalna forma protestu nie okaże się skuteczna wobec neolibo-maszynki. Niemniej nas (obserwujących z kanapy i z bezpiecznej odległości) taka dość wyrazista i nie-teatralna forma napawa swego rodzaju optymizmem (typu vicarious), zwłaszcza na tle nadwiślańskiego milczenia owiec.
    PS. Wzmianka o tych stealth-myślo-czołżkach wzbudziła nasze zawodowe zainteresowanie… jakieś współrzędne tych obiektów (na potrzeby ewentualnej dysekcji, kiedy wena nas opuści)? (może być na pirv)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s