Za duża by upaść

Bardzo ciekawy flejm pod ostatnią blognocią WO skłonił lolka do odgrzebania starego pomysłu na szybką notkę. Chodzi o licytację, na ile rządy PO były w mniejszym stopniu niszczące dla Polski od obecnego „pełzającego zamachu stanu” i co teraz PO może zrobić, by odwojować władzę. No więc wydaje się, że w niezadużym, a PO musiałaby przestać być PO.

Mechanizm utraty wiary w PO zapewne jest wieloaspektowy, ale na potrzeby niniejszej noci przyjmijmy sobie takie oto wyjaśnienie, że pełzający kryzys, który rozpoczął się dekadę temu uświadomił ludziom, że wzrost gospodarczy nie jest jakoś szczególnie skorelowany ze wzrostem ich dobrobytu. W końcu trzeba było „zacisnąć pasa, a w zasadzie zęby i przystać na te różne demontaże praw pracowniczych (uwaga .pdf)1 2, żeby ratować zieloną wyspę”. Nic dziwnego, że ludzie bardziej woleli uwierzyć w narracje ośmiorniczkowe oraz w 500+, który był skierowany na zaspokojenie ich potrzeb, a nie potrzeb PeKaBu.

Wątpliwe jednak, by kryzys uświadomił cokolwiek samej PO i jej sympatykom. Może to dobrze. A niech Ci ludzie kontynuują swoje narracje o tym na jakie wyrzeczenia będą musieli się zgodzić ludzie, by gospodarka się rozwijała. Są przynajmniej w tej swojej neoliberalnej wierze konsekwentni. Należy jednak podkreślić, że neoliberalna wiara NIE JEST szczególnie bardziej propaństwowa czy lepsza od wiary w to, że tylko prezes podejmuje dobre decyzje, więc powinien podejmować wszystkie decyzje3.

Weźmy pod uwagę przykład słynnego przetargu na korespondencję sądową. To klasyka myśli neoliberalnej. „Sprawę tę najlepiej załatwi podmiot prywatny wyłoniony w przetargu z kryterium najniższej ceny – będzie tanio i doskonale”. Oczywiście osobom nie zaczadzonym neoliberalizmem rzeczywistość podpowiada, że „najtaniej” rzadko idzie w parze z „najlepszą jakością” (w tym przypadku mierzoną chociażby tak prostymi wskaźnikami, jak np. odsetkiem listów dostarczonych na czas i do właściwego adresata). W mitologii neoliberalnej za wystarczającego gwaranta najlepszej jakości uchodzi podmiot prywatny. Oczywiście po tym, gdy rzeczywistość już zweryfikowała neoliberalne mity, rozpisany został kolejny przetarg (na trochę innych zasadach), który wygrał inny podmiot, co dla pierwotnego zwycięzcy, a w szczególności jego pracowników, nie skończyło się szczególnie dobrze.

Należy jednak powiedzieć, że rzeczywistość była dla PO bardzo łaskawa, gdyż ten podwójnie ropiejący wrzód nie jest najgorszym scenariuszem, który mógł tę partię spotkać. Najgorszy (i całkiem realistyczny) scenariusz to ten, w którym PO schodziła by ze sceny politycznej w glorii niesławy pierwszej partii w Polsce, która w w celu zaoszczędzenia kilkuset tysięcy PLN doprowadziła do tego, że system sądowniczy w Polsce przestał funkcjonować na parę miesięcy. Tyle zapewne zajęłoby sprzątanie po chaosie wywołanym bankructwem dostarczyciela przesyłek pocztowych w trakcie realizacji usługi przetargowej. To w końcu spory wolumen jest, więc to nie działa tak, że jakiś prowadzący jednoosobową działalność człowiek byłby w stanie szybko wskoczyć w to miejsce i te listy poroznosić.

Jeśli szanowny czytelnik nie wierzy w powyższy scenariusz, tzn. że nie wierzy w to, iż cechą gospodarki rynkowej jest to, że przedsiębiorstwa mogą w jej reżimie zbankrutować. I nie zauważył, że takie bankructwa zostały uznane za początek kryzysu w 2007 roku.

Oczywiście mitologia neoliberalna właśnie nie wierzy w głoszoną przez siebie pochwałę wolnego rynku z jego nieodłączną możliwością bankructwa, gdyż kłóci się to z nakazem „urynkawiania” krytycznych dla funkcjonowania społeczeństwa sektorów sektorów. Nie ma tu większego znaczenia, czy mówimy o transporcie pasażerskim (wyobraźmy sobie scenariusze związane z bankructwem lokalnego przewoźnika, np. trójmiejskiej SKM albo warszawskiego metra), czy wywozie śmieci, czy też zimowego utrzymania dróg. W tych i wielu innych sektorach bankructwo w trakcie wykonywania prac przekłada się na natychmiastowe wielomiliardowe straty całego społeczeństwa spowodowane chaosem porównywalnym jedynie z poważną klęską naturalną.

Straty te są tak duże, że w razie zagrożenia podejmowane są próby ich uniknięcia i tak oto ludzie na własnej skórze dowiadują się co to znaczy, że firma jest zbyt duża, by upaść. To znaczy w celu minimalizacji strat zaczynają z własnej kieszeni bezpośrednio finansować bonusy prezesów i akcjonariuszy. W tym momencie koło się zamyka. Generowanie kryzysów, takich jak ten z 2007 roku jest immanentną cechą systemów neoliberalnych, ponieważ inną ich immanentną cechą jest to, że nie dbają one szczególnie o dobro państw. To, że ludzie mają serdecznie dość systemu, w którym muszą ciągle się czegoś wyrzekać (bo inaczej firma nie wygra przetargu) po to by ciągle się czego wyrzekać (bo trzeba ratować premię prezesa tej samej firmy, gdy upada), więc zagłosują nawet na małpę z brzytwą, też nie powinno budzić szczególnego zdziwienia. Podobnie jak to, że neoliberałowie nie mają na to dobrej odpowiedzi.

Zastanówmy się jeszcze, co można zrobić z firmami zbyt dużymi by upaść. Urządzanie przetargów nie ma tu najmniejszego sensu, gdyż należy liczyć się z bankructwem, a szybkie zastąpienie bankrutującej firmy wymaga zazwyczaj posiadania w rezerwie znacznych zasobów gotowych zastąpić te w bankrutującej firmie – przynajmniej na czas chaosu. Takie postępowanie zwiększa jednak znacząco całkowity koszt samych zabaw w przetargi. Może więc trzeba zadowolić się tym, że jedyną sensowną formą kontroli w krytycznych dla funkcjonowania społeczeństwa obszarach jest kontrola polityczna?

A tak na koniec, to Lolek musi zdradzić, że długo był przekonany do tego, że głównym celem funkcjonowania podmiotów prywatnych jest zysk (akcjonariuszy), a wszystkie te społeczne odpowiedzialności biznesu to są na boku i raczej wtedy, gdy sprzyjają osiągnięciu celu głównego. Ostatnio dał się jednak przekonać, że w dłuższym terminie sukces osiąga się przez uzyskanie statusu firmy zbyt dużej by upaść, a uzyskanie takiego statusu wymaga zrośnięcia się ze społeczeństwem. I tak PIS może być w swoim przekazie dowolnie antyniemiecki, ale nie będzie dotykać niemieckich firm (np. motoryzacyjnych), które zlokalizowały swoje zakłady w Polsce. Ba, nie powinno dziwić nawet pochwalenie się sprowadzeniem takowych. Są w końcu zbyt duże, by upaść – przynajmniej z naszej lokalnej perspektywy. Nie wiadomo, jak tam jego następcy. Niewykluczone, że będą mniej rozważni w tych kwestiach.


  1. Soczysty kawałek ekonomii instytucjonalnej. Czyta się niczym dobry kryminał. Lolek szczerze poleca. 
  2. A swoją drogą niewiele rzeczy tak dewastuje życie prywatne, co prawo mówiące, że osiem godzin to tak w zasadzie od zera do dwunastu. 
  3. Bynajmniej nie tylko o kwestie zatorów decyzyjnych tu chodzi. 
Advertisements
Za duża by upaść

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s