Bierzmy przykład z trolli

Pod poprzednią lolkową notką, ku jego uciesze, wywołała się jakaś dyskusja. Lolek czuje się więc zobligowany do pociągnięcia tematu.

Kim jest mamuśka?

Zdaje się, że najwięcej kontrowersji wywołał poniższy fragment:

A i ludzie identyfikujący się z lewicą wolą raczej trollować mamuśki na forach dla ludzi po przejściach z polską służbą zdrowia i wyzywać je od neandertalczyk, bo te nie chcą przyjąć oczywistej prawdy, że dla ich dzieci lepszym rozwiązaniem jest się zaszczepić i zostać w związku z tym wywalonym przez komornika z mieszkania, gdyż pracodawca obciął mamuśce wynagrodzenie o 40%, bo ta wzięła 1 dzień L4, gdyż dziecię po szczepionce miało gorączkę, więc nie spłaciła mini-ratki, niż nie zaszczepić, co może wiązać się z pewnym prawdopodobieństwem wystąpienia poważnej choroby w odległej przyszłości”

Nieścisłość wydaje się wynikać z użycia przez lolka zbyt obszernych skrótów myślowych. Oczywiście komentatorzy mają zapewne rację, co do przynależności klasowej „mamusiek”. Natomiast:

  1. To, że są one „po przejściach z polską służbą zdrowia” jest raczej pewnym truizmem. I to już zaczynając od kwestii okołoporodowych, gdzie mamy Chazanów (pamiętajmy, że pierwsze szczepionki podaje się niedługo po urodzeniu), a w wielkich znojach wywalczone prawo wielogodzinnie rodzącej kobiety do wody zostało zdaje się dość szybko odkręcone (najwyraźniej przeszkadzało pewnym silnym grupom interesu w egzekwowaniu nieoficjalnych cenników za takiego rodzaju „przyjemności”). Ba, rady położnych w szkołach rodzenia, by nie dzwonić po karetkę, lecz po taksówkę (por. nr 21/2017 Tygodnika Solidarność), też nie są takie bezpodstawne. Milczeniem pomińmy kwestie podejścia do uśmierzania bólu w szpitalach i przejdźmy od razu do tego co po narodzinach. Tu też nie jest szczególnie lepiej. Blogasek lubuje się w nawiązaniach transportowych, więc zwróćmy uwagę na dostępność pomocy doraźnej, z której rodzice dość często muszą korzystać. Szybko wyjdzie nam, że wiele miejsc w kraju nie ma połączenia transportem zbiorowym z punktem udzielającym świadczenia pomocy doraźnej. A to przecież nie jest jedyny problem do rozwiązania. Dość ważne w kontekście dalszej części niniejszych przemyśleń od czapy jest też dość słaba dostępność do niektórych lekarzy. Kwestia ta jest ważna, gdyż dotyka m.in. diagnostyki autyzmu, po którą trzeba czasem jechać do sąsiedniego województwa i czekać w kilkuletnich kolejkach (o czym lolek swego czasu w niewybrednych słowach pisał).
  2. Niższe wynagrodzenie w związku z L4, a nawet dużo niższe wynagrodzenie przy jednoczesnych wyższych kosztach związanych z leczeniem, też nie wydaje się być czymś wyjątkowym w Polsce. Oczywiście licytacja komornicza, to ostateczność i wiele osób jakoś sobie radzi z tym, że przez to niższe wynagrodzenie brakuje na spłatę kredytu, który akurat klasa średnia ma w zwyczaju posiadać. Niemniej jednak taka wizja jak najbardziej może się rysować przed wieloma osobami.

Ot lolek podał racjonalne powody niechęci do służby zdrowia oraz do nieszczepienia. Przy czym w odpowiedzi na takie powody lewica ma już w zasadzie gotowy program. Ot redukcja kosztów ubocznych szczepień, to m.in.:

  • wyższa płaca minimalna, czyli mniejsze uzależnienie wynagrodzenia od widzimisię wynagradzacza, który może nie widzieć nic złego w „proepidemicznym” bodźcowaniu proli. To jest zazwyczaj objaw zaślepienia wizją krótkotrwałych zysków i niedostrzegania ryzyka efektów rozchorowania się całej załogi. Ale o tym za chwilę.
  • lepsze instytucje ochrony pracy, to mniej proepidemicznych zapisów w regulaminach przyznawania premii. Lolek chciałby tu podkreślić, że taki regulamin może wpływać na decyzje dotyczące zdrowia publicznego podejmowane przez setki czy tysiące osób, podczas gdy decyzja mamuśki o nieszczepieniu bezpośrednio oddziałuje tylko na osobę niezaszczepioną.
  • dbałość o grupowe ubezpieczenia zdrowotne i pracownicze (NFZ i ZUS), to rozłożenie ryzyka związanego z dbałością o zdrowie publiczne nie tylko wśród pracowników, ale też pracodawców, a więc mniejsza chęć do stosowania proepidemicznych bodźców.
  • lepszy dostęp do opieki medycznej, czyli mniej barier w tym zakresie i większa pewność uzyskania pomocy w przypadku wystąpienia NOP, a także więcej miejsca dla opinii lekarskich w cenie zbliżonej do opinii internetowych znachorów.
  • lepsza kontrola publiczna, to mniej podejrzeń o służenie prywatnym interesom.
  • lepsza dostępność transportu zbiorowego w większym stopniu przybliża dostępność opieki medycznej, szczególnie dostęp dla osób zdrowych, bo takie zazwyczaj mają się zaszczepić.

Wszystkie powyższe punkty w zasadzie mają odzwierciedlenie w postulatach nawet umiarkowanych – centrolewicowych partii. Oczywiście w decyzjach o nieszczepieniu swój udział mają też powody nieracjonalne. Z nimi lewica ma większy problem.

Irracjonalność nasza powszednia

Ów problem lewicy wynika z tego, że za zagospodarowanie nieracjonalności wzięło się wiele innych, często silnych, interesów. Co więcej, podmioty te czasem nie mają zbyt wiele do zaoferowania poza eksploatacją tej irracjonalności, więc są zmotywowane do obrony własnych pozycji za każdą cenę.

Na ogólnym poziomie pewną rolę w rozprzestrzenianiu się religii antyszczepionkowej może mieć rozpowszechniana przez kuc- i neoliberałów bajeczka o tym, że każdy jest kowalem własnego losu. Wiara w tę bajkę powoduje dysonans poznawczy w momencie pojawienia się jakiejś choroby, której zwyczajnie ludzkość nie potrafi w 100% zapobiegać. Tymczasem w bajkę tę zdają się wierzyć zarówno pracodawcy („celowo się rozchorowują nieroby”), antyszczepionkowcy („autyzm musi mieć jakąś przyczynę zależną od naszych działań”), jak i niektórzy proszczepionkowcy („jak uniemożliwię nieszczepionemu dziecku naukę skazując go przy okazji na życie na marginesie społeczeństwa, to moje dziecko będzie bezpieczne, bo to wcale nie jest tak, że oboje mogą się spotkać w centrum handlowym czy na placu zabaw”).

W tym przypadku rzeczywiście może pomóc powtarzanie przez lewicę w kółko tego, że „jesteśmy kowalami własnego losu, ale tylko troszeczkę, gdyż reszta zależy od innych albo od przypadku”. Jednak schodząc na bardziej szczegółowy poziom chętnych do żerowania na irracjonalności pojawia się więcej, więc tym trudniej jest zainstalować tam ewentualną religię proszczepionkową.

Kim jest mamuśka cz.2

Jeśli przyjmiemy, że typowa uczestniczka forów antyszczepionkowych nie posiada najwyższych kompetencji naukowo-kulturowych (co zapewne jest bliskie rzeczywistości i z czym lewica musi nauczyć się handlować, żeby przestać być elitarną kanapą), to raczej nie spodziewamy się, że pójdzie do biblioteki uniweryteckiej poczytać badania nad szczepionkami. Po czym zdanie „najgorszym skutkiem ubocznym jest to, że szczepionka nie zadziała” w swoim opisie na blogasku owej mamuśki zostanie przekręcone w taki sposób, że wyjdzie jej „szczepionka nie działa, a do tego grozi skutkami ubocznymi”. O nie, takie przekrętaskowe majstersztyki są tworzone przez inne persony – nasze ukochane trolle.

Bestiariusz

A gatunków tych trolli może być naprawdę wiele. Z jednej strony trolle big-pharmańskie wyznające zasadę, że w krótkiej perspektywie lepiej jest leczyć niż zapobiegać, a potem wystarczy zmienić branżę, kiedy jeszcze emanuje się złotą poświatą zysków. Poza tym nie można zapomnieć o gatunku trolli alt-pharmiańskich lubujących się w sprzedaży przepisów na magiczne napoje oczyszczające z toksyn. Nie można wykluczyć też trolli psychopatusów żywiących się ludzkim nieszczęściem. Podobnie niewykluczona jest obecność trolli z odległych krain, którym z różnych względów na rękę może być niska jakość zdrowia miejscowych tubylców. Ba, możliwe, że fora odwiedzają też trolle e-klery, których biznes jest w wielu aspektach powiązany z ludzkim cierpieniem. Oczywiście owe trolle bardzo dbają o to, by pozostać niezauważone, więc nie wiemy, przedstawiciele których gatunków zamieszkują dane miejsce spotkań dla mamusiek po przejściach ze służbą zdrowia. Nie można wykluczyć pokojowego (co nie musi być do końca uświadomione) współistnienia wszystkich powyższych gatunków. Oczywiście dzięki anonimowości trolle swoje dzieci mogą sobie dowolnie szczepić, w końcu koszty nieszczepienia są przewidziane dla innych osób.

Bierzmy przykład z trolli

Cóż robią owe trolle poza fabrykowaniem antyszczepionkowego kontentu? Przytulają:

Bolszewiccy proszczepionkowcy chcą wyrzucić Twoje dziecię z przedszkola i odebrać Ci prawa rodzicielskie. To bardzo nieładnie z ich strony [uprzejmy troll przesyła dżesice19 wirtualnego przytulaska]. Razem zaprotestujmy przeciwko tej niesprawiedliwości.

To dzięki temu przytulaniu uzyskują taki posłuch, gdyż wydaje się, że warunkach ograniczonej wiedzy i zdolności przetwarzania informacji dość dużego znaczenia nabiera zwyczajne zaufanie.

Należy więc czerpać przykład z trolli i starać się pozyskiwać zaufanie. W zakresie instytucjonalnym oznacza to sprzeciw wobec utowarowienia uniwersytetu czy komercjalizacji lub upartyjnieniu publicznych mediów. Na poziomie bardziej jednostkowym wydaje się to trudniejsze, chociaż są miejsca, które dość dobrze rokują, np. to1.

Czego nie robić

Zdecydowanie zaufania nie zbuduje się przez pokazanie jak bardzo się kimś gardzi. Pogardą można co najwyżej poprawić swoje własne samopoczucie.

Zaufania nie zbuduje się także przez zamianę dyskusji w ring bokserski. Chociaż o to akurat jest bardzo łatwo. Jest to zapewne związane z tym, że czym bardziej w coś się angażujemy, tym bardziej marzy nam się, by ostatecznie wyszło na nasze. Marzy się na tyle, że zaczynamy umniejszać lub ignorować wszystko co nie jest w zgodzie z naszym. Jest to ogólna przypadłość ludzka, więc w niektórych miejscach wdrożono coś, co nazywa się niezależna recenzją (opinią), która sporządzana jest przez osobę dotychczas niezaangażowaną, a więc taką, której wisi „na czyje ostatecznie wyjdzie”. Niestety dla osoby zaangażowanej, jeśli po ostatecznej weryfikacji okaże się, że nie wyszło „na jej”, to dopada ją olbrzymi smutek. Dobrze to widać np. w wieczory wyborcze. Tamte emocje wydają się być autentyczne. Niestety internetowe flejmy mają to do siebie, że brakuje w nich ostatecznego (obiektywnego) testu określającego na czyje wyszło2. Także jeśli po jakiejś dyskusji czujesz, że kogoś zaorałeś, to wiedz, że strona przeciwna prawdopodobnie czuje to samo i do żadnej zmiany poglądów nie doszło. Więc także i tu lepiej argumentować na spokojnie i też raczej przy założeniu, że w najlepszym razie uda się przekonać jakąś osobę trzecią, która przy założeniu braku wiedzy będzie kierować się prędzej takimi kwestiami, jak rzeczowość, spokój, pewność siebie oraz chęć stanięcia po stronie słabszego. Słabszym jest oczywiście ten bardziej upokorzony.

Poza tym mówienie ex-cathedra zostało skutecznie skontrowane przez trolli przez przypięcie łatki „ONI”.

PS: Oczywiście lolek w żadnym razie nie namawia do naśladownictwa trolli także w aspekcie preparowania dezinformacji. Tutaj musi powiedzieć, że to bardzo nieładnie z ich strony, że wciskają ludziom kit, jako szczerą prawdę. Powinni czerpać przykład z lolka, który stara się cały czas utrzymywać u odbiorcy myślenie „czy on tak na serio czy tylko jaja sobie robi” 🙂


  1. Mimo wszystko lolek ma problem z podpisaniem się pod listem, który też jest zamieszczony na stronie fundacji Prodeste. A to dlatego, że punkt pierwszy w polskich warunkach kłóci się z punktem szóstym. W końcu skoro nie ma choroby, to nie ma finansowania takich fanaberii, jak wsparcie rozwoju czy terapeuta. 
  2. No chyba, że uznamy za takowy obustronny ban z wyczyszczeniem dyskusji. 
Advertisements
Bierzmy przykład z trolli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s