Zapracowani głosu nie mają, czyli demokratura wg klasy średniej

Ostatnio głośniej stało się o panelach obywatelskich, które są rzekomo wspaniałym i demokratycznym narzędziem. Z jednej strony tą drogą w Irlandii zaproponowano wprowadzenie rozwiązań mających na celu ograniczenie dręczenia kobiet (tj. liberalizację prawa do aborcji), a w Gdańsku walczono ze smogiem. Oba pełne zachwytu teksty pochodzą z portalu krytykapolityczna.pl. Portal ten umożliwia komentowanie pod tekstami, ale biorąc pod uwagę, że Lolka bardziej brzydzi jednak prawicowa chęć wieloletniego dręczenia kobiet i niepełnosprawnych dzieciaków1, to swoje żale pozostawi na swoim niszowym blogasku.

Lolek odnosił się już wcześniej do pomysłów paneli obywatelskich starając się grzecznie zwrócić uwagę na to, że zadbanie o odpowiedni przekrój wiekowy panelistów czy prawdziwie losowe procedury losowania są dalece niewystarczające do tego, by mówić o reprezentatywności. Tym razem entuzjaści paneli obywatelskich zaoszczędzili nam chwalenia się tym, jak wielkim przejawem demokratyzmu są rozwiązania podejmowania decyzji skrojone w taki sposób, że 92% społeczeństwa nie może wziąć w nich udziału. Lolek wątpi jednakże, że to dlatego by wyniki te były jakoś szczególnie lepsze. Rzućmy okiem na relację z gdańskich rekomendacji dokonaną przez Pana dra Marcina Gerwina:

Po upływie 5-letniego okresu przejściowego w Gdańsku powinien wejść zakaz palenia w piecach paliwami stałymi, z wyjątkiem palenia drewnem w kominkach najwyższej klasy i z filtrami oczyszczającymi dym. Natychmiast ma zostać zakazane palenie paliwami najgorszej jakości, czyli na przykład miałem węglowym, ale też drewnem o wilgotności powyżej 20 procent. Do tego ma zostać opracowany program osłonowy, aby osoby, które kwalifikują się do otrzymywania pomocy społecznej, mogły otrzymać dofinansowanie na wymianę pieców w wysokości nawet 100 procent. Paneliści i panelistki przyjęli założenie, że koszty ogrzewania dla najuboższych nie mogą wzrosnąć, co można rozwiązać na kilka sposobów. Ustaleniem szczegółów ma zająć się specjalny zespół.

Pamiętajmy, że rekomendacje te zostały przyjęte z minimum 80 procentowym poparciem. Lolkowi trudno jest jednak uwierzyć, że w grupie był pełen przekrój obywateli. Swoje wątpliwości uzasadnia tym, że:

  • Raz, że mamy tu wyjątek dla kominków „najwyższej klasy i z filtrami oczyszczającymi dym”
  • Dwa, że grupa osób uprawnionych do dofinansowania wymiany pieca jest ograniczona tylko do beneficjentów pomocy społecznej (czyli grupy osób bardzo biednych oraz cwaniaczków „od trzydziestu lat prowadzących nierentowną działalność gospodarczą”)
  • Trzy, że kwestia dofinansowania dla najuboższych została odłożona da acta.

Taki zestaw rekomendacji sugeruje dość silne zbiasowanie decydenta (wieloosobowego w tym przypadku) i wiele mówi o tym, kim ten decydent był. Był to przedstawiciel średniej lub wyższej klasy średniej z niewielką (<<20%) domieszką mieszkającego w pokomunistycznych blokach lumpeninteligenta. Decydent ten lubi chwalić się swoim mieszkaniem, w którym panuje „ciepła” rodzinna atmosferę. Stąd nie akceptuje uregulowań, które nakazały by mu tę „ciepłotę” wyłączyć. Jednocześnie nie widzi problemu w tym, by za taką ciepłotę odpowiednio dobrze zapłacić. Ba, to nawet pomoże mu w pokazywaniu gościom jego statusu. Co więcej decydent ten wie, że inni dookoła są biedniejsi, a czasem nawet ubodzy. Pochyla się nad nimi na tyle, by rzucić parę luźnych pomysłów, jak tym ubogim pomóc. Ale z drugiej strony nie wie, jak funkcjonuje dzisiaj w Polsce pomoc społeczna i jakie są formalne warunki uznania kogoś za biedaka.

W decydencie w zasadzie nie było domieszki prekarno-niższośrednioklasowej. Czyli osób, które wiedzą, że się nie łapią na pomoc społeczną, a jednocześnie wyłożenie paru tysięcy na nowy piec to poważny problem, a zapewnienia, „że szczegóły zostaną dopracowane kiedyś w przyszłości”, mają niewielką wartość. Jednym zdaniem w panelu zabrakło dziewięćdziesiąt parę procent społeczeństwa, która jest zbyt zapracowana, by mieć czas na takie fanaberie, jak panel obywatelski.

Przyjrzyjmy się jeszcze panelowi irlandzkiemu:

W panelu wzięło udział 88 mieszkańców i mieszkanek. Przez pięć weekendów spotykali się z ekspertami i przedstawicielami organizacji reprezentującymi różne punkty widzenia. 

Ciekawa jest tutaj informacja o dniach tygodnia odbywania się spotkań. Jak wiadomo przeciwni prawom kobiet w sprawie aborcji katolicy zajmują się swoją wiarą głównie w niedziele. Dla księży jest to chyba najbardziej pracowity dzień tygodnia. A i zwyczajni wierni odwiedzają wtedy swoje świątynie. Lolek jest ciekawy na ile miało to wpływ na skład osobowy panelu.

Oczywiście możemy się śmiać za zawsze niezawodnym, jeśli chodzi o poczucie humoru, Jasiem Kapelą2. Jednak pewnego dnia, zapewne jeszcze za życia entuzjastów paneli obywatelskich, zostaniemy obudzeni informacją o tym, że jakiś panel doszedł do wniosku, że trzeba znieść prawo pracy albo że muzułmanie nie są ludźmi. To nie jest takie trudne, wystarczy jedynie odpowiednio dobrać terminy spotkań. Odpowiednio, tzn. w taki sposób, by dla tych „właściwych” przybycie na spotkanie było formą walki z nudą, a dla tych „niewłaściwych” wiązało się z maksymalizacją kosztów rezygnacji z innych aktywności. Potem wystarczy tylko powiedzieć, że ci drudzy nie przyszli, bo najwyraźniej są leniwi – przecież losowanie odbyło się z wykorzystaniem ultralosowego generatora.

To, że jest to forma instrumentalizacji paneli obywatelskich nie ma większego znaczenia, gdy staje się przed potrzebą opłacenia faktury za najnowocześniejszy kominek. A poza tym Lolek, jako lumpeninteligent jeszcze mieści się w klasie średniej, więc nie ma nic przeciwko stosowaniu narzędzi, które zapewnią tej klasie dyktat polityczny. Nawet za cenę udawania, że tu chodzi o jakąś demokrację. Także wiecie, gdzie pisać  😛


  1. Po postępach na polu dosłownego zatruwania życia płodom przez smog oraz zabierania przyszłym pokoleniom możliwości popatrzenia na drzewa, nasza deklarująca wielką troskę o dzieci nienarodzone (szczególnie te, którym grozi „aborcja eugeniczna”) władza, zabrała się za odbieranie dzieciom niepełnosprawnym jakichkolwiek szans na przyzwoite życie „reformując” oświatę i służbę zdrowia. W końcu jak mówi pewne powiedzenie „ktoś musi potwornie cierpieć przez całe życie, żeby zbawionym mógł być ktoś inny”. 
  2. Najlepszy kawał z artykułu, to chyba ten fragment: „Wygląda na to, że losowanie jest lepszym sposobem wybierania reprezentantów niż powszechne wybory. Żeby wystartować i wygrać w wyborach trzeba w końcu mieć trochę pieniędzy i wpływów w jakiejś partii. Aby te pieniądze na kampanie i pozycje na liście partii zdobyć, nierzadko trzeba się podlizać temu lub tamtemu. Do panelu może dostać się każdy i zamiast na zdobywaniu wpływów i pieniędzy, można się skupić na problemie. Tak też było w Irlandii.” 
Advertisements
Zapracowani głosu nie mają, czyli demokratura wg klasy średniej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s