Ekoneoliberalizm

Kontynuując wątek młodzieży głosującej na prawicę, dziś trochę o kosztach życia i solidarności międzypokoleniowej.

Prawko, polisa

Polska jest jednym z tych krajów, w których samochód jest dla zdecydowanej większości obywatelek niezbędny do życia. Trend ten nasila się. Z perspektywy młodego człowieka wiąże się to z trzema rodzajami kosztów:

  1. pokonania bariery wejścia, tj. m.in. zdobycia prawa jazdy oraz zakupu samochodu
  2. utrzymania samochodu, tj. m.in. ubezpieczeniami i naprawami
  3. kosztami użytkowania samochodu, tj. m.in. paliwa czy mandatów.

Nie popełni się wielkiego błędu, jeśli stwierdzi się, że w warunkach wysoce uzależnionego od samochodu państwa (do grona których zalicza się Polska), wszystkie wyżej wymienione koszty muszą zostać poniesione jeszcze przed podjęciem pierwszej pracy, a tym bardziej przed otrzymaniem pierwszego wynagrodzenia1. Koszty te potrafią być bardzo wysokie względem pierwszego wynagrodzenia. Do tego poprzednie ekipy rządzące wykazywały się szczególną troską o to, by je podwyższyć. I to często w taki sposób, by skompromitować lewicę. Ale po kolei.

Zdobycie prawa jazdy

Kosztem tutaj jest koszt wszystkich niezbędnych kursów oraz opłat za przeciętną wymaganą liczbę podejść do egzamiów. Po swego rodzaju odwilży w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to egzaminatorom zabrano miarki milimetrowe do sprawdzania czy egzaminowana zaparkowała idealnie w środku pola. Odwilży, która przeciągnęła się do początku obecnego wieku, kiedy zrezygnowano ze sprawdzania wszystkich „placykowych” manewrów na rzecz jedynie wylosowanej ich części. Po tym wszystkim nastąpił powrót do polityki zaostrzania warunków zdobycia prawka. I to w jakim stylu.

Pojawiły się pomysły na obowiązkowe (oczywiście płatne ekstra) dodatkowe godziny szkoleniowe. I to z takiego zakresu, jak np. „ekodrajwing”. Tak drodzy lewacy, podziękujcie neoliberałom za to, że młodzieży kojarzone z lewicą słowo „eko” kojarzy się też z wyższą ceną pozyskania prawa jazdy. Takie szkolenie oczywiście nie ma większego sensu, gdyż wyższy priorytet ma np. bezpieczeństwo drogowe (młody adept powinien przede wszystkim jeździć bezpiecznie). Tym bardziej, że zazwyczaj świadomość „eko” sama przychodzi wraz z pierwszym tankowaniem opłacanym z własnego portfela.

I nie chodzi o to, że szkolenia z ekodrajwingu są jakoś szczególnie bezsensowne. Zapewne bardziej byłyby przydatne bardziej doświadczonym kierowcom. Ale akurat ich ten przymus nie dotyczył – wiadomo, ochrona praw nabytych („kojarzona z konstytucją” dodajmy tak zajawkowo).

Zakup samochodu

Koszt pozyskania prawa jazdy dotyczy głównie młodych. Zakup nowego samochodu jest wydatkiem, który od czasu do czasu musi ponieść każda jego posiadaczka. Tyle, że znowu, trochę łatwiej jest tym, które posiadają pracę (bo mają chociażby zdolność kredytową) niż tym, które zastanawiają się skąd wziąć pieniądze na „pierwszą wyprawkę”.

W tym przypadku schemat jest podobny, co w przypadku praw jazdy. Przez długi okres czasu Prawdziwe Stolice Polski, takie jak Pleszew, Gniezno czy Wągrowiec wytwarzały Rodzyny, „na które było stać każdego”. Niestety potem przyszli neoliberałowie ubrani w lewacką koszulkę „eko” i się zaczęły pomysły, a to wyższego ekoopodatkowania struclowozów, a to ekoopłat wjazdowych do miejsc pracy (miast). A wszystko po to, by zachęcić młodzież do kupna nowiusieńkiej Tesli o wartości jedynie trzystu miesięcznych wynagrodzeń minimalnych (tegorocznych brutto). A potem tylko to zdziwienie, że młodzież nie dorosła do bycia „eko”, a przecież wkład początkowy wymagany do tego, by mogła zacząć pracować, zwróciłby się jej już po 25 latach pracy. Dodajmy, że opłaty te często były powiązane z pojemnością silnika, co prowadzi nas do kolejnego punktu.

Naprawy

Nabywczynie używanych samochodów, szczególnie tych mocno już zużytych, czyli np. młodzież kombinująca jakby tu dojechać do pierwszej pracy, patrzą się m.in. na taki specyficzny parametr jak koszt napraw. Popularność golfów2 czy pugów206 wynikała właśnie z tego, że koszty te były niskie, bo psuły się generalnie tanie rzeczy. Poszukiwanie niskiego kosztu napraw spowodowało też przychylniejsze spojrzenie na pojazdy wyposażone w silniki mniej wysilone, ale za to o wyższej pojemności skokowej2. Czyli takie, których nasi ekoneliberałowie nie lubią najbardziej, proponując wyższe ekostawki ubezpieczeniowe3. Oczywiście hybrydom i elektrykom za pół miliona należą się ekozniżki.

OC AC

Tu nie ma się nad czym rozwodzić. Młoda kierowczyni, to groźna kierowczyni, która dopiero wieloletnią bezszkodową jazdą musi udowodnić, że zasługuje na zniżki. To nieważne, że jeszcze do tej swojej wymarzonej pierwszej pracy nie dojechała, a jak już dojedzie to zapłacą jej przeciętnie mniej. A cena polisy musi wzrastać, bo lakier metalik, zderzaki i drzwi są coraz droższe w coraz nowszych i większych SUVach oraz crossach.

Pani władzo

Na koniec zostawiliśmy sobie podręcznikowy4 przykład głupoty poprzedniej ekipy rządzącej, która w ramach „zwiększania bezpieczeństwa ruchu drogowego” postanowiła poupokarzać młodzież sroższymi karami za łamanie przepisów (w tym szybszym odebraniem prawa jazdy), zielonymi listkami5 oraz ekstra ograniczeniami prędkości6. Najdurniejsze oczywiście jest to ostatnie, bo wymuszenie jazdy zz prędkością 50km/h w sytuacji gdy pozostali mogą legalnie (zakładając, że się tym przejmują) jechać dajmy na to 79km/h (tj. 29km/h względnej różnicy) nie poprawia bezpieczeństwa, a wręcz może je pogorszyć (nie mówiąc o innych parametrach ruchu drogowego, jak np. swoboda zmiany pasa ruchu). Przeciętna różnica prędkości ruchu pieszego i rowerowego jest mniejsza (~22 – ~5 = ~17 km/h, przy czym rowerzyści zmieszani z ruchem pieszym jeżdżą wolniej), a jest to jeden z argumentów przeciw wpuszczaniu rowerzystów na chodniki.

Gorzej, że podnoszenie poprzeczki młodym związane było w tym zakresie z jej obniżaniem dla wszystkich. Pamiętamy te skuteczne akcje antyfotoradarowe przeciw ustawianiem przez wójtów w przelotowych wioskach specyficznych „koszy na śmieci”. Te możliwości zamiany punktów na złotówki za zakup „zdjęcia” z podróży. W końcu te kampanie prowadzone przez niektórych celebrytów7, którzy walczyli o to, by mandaty nie były uzależnione od zarobków, czytaj żeby ekscesy drogowe bolały bogaczy względnie mniej niż biedaków.

Istotnie w tym punkcie poprzednia ekipa rządząca poszła o krok dalej niż „obrona praw nabytych” i zwyczajnie odjęła starszym część obowiązków dbania o bezpieczeństwo ruchu drogowego na rzecz zwiększenia tego zakresu młodym. Ot takie ordynarne wykorzystanie relacji władzy rozbijające solidarność międzypokoleniową. Nie można przypisać tu żadnej winy młodym, bo skoro nie mają praw wyborczych lub mają je od niedawna, to nie mogą mieć wpływu na to, w którym kierunku płynie państwo.

To oczywiście nie jest jedyny punkt, w którym „starzy” zerwali umowę międzypokoleniową. O innych punktach może następnym razem. Na dziś wystarczy konkluzja, że młodzi skręcili w prawo, bo neoliberałowie starali się z wszelkich sił uprzykrzyć im życie. A swoimi ekopomysłami pogrzebali lewicę. Przy okazji pogrzebali też gejów i inne mniejszości, które zaczęły być kojarzone z elitami, a nie problemami „szarego człowieka”.

To, że PiS kontynuuje przynajmniej w części powyższe działania wcale nie powinien napawać radością. Dobrze, że lewica ogarnęła się na tyle, by być w stanie głośno8 odcinać się od niektórych ekopomysłów.


  1. Wyjątkiem bywa typu dziatwa, która w loterii urodzinowej wylosowała urodzenie się i życie w centrum miasta, gdzie jeszcze jako tako funkcjonuje transport zbiorowy. 
  2. W przypadku niektórych marek (raczej nie tych japońskich) można pokusić się o hipotezę, że większa pojemność silnika jest związana z umiejscowieniem danego modelu w wyższym segmencie pojazdów, co jest też związane z większą jego trwałością (a przynajmniej sprawia takie poczucie). 
  3. Oczywiście z właściwym eko nie ma to za wiele wspólnego, bo starszy i bardziej pojemny, ale sprawny silnik może generować mniej substancji szkodliwych niż nowszy silnik, o mniejszej pojemności skokowej, który jest mniej lub bardziej celowo uszkodzony. A kto by tam się bawił w szczegółową diagnostykę na stacji kontroli pojazdów ;-). 
  4. O’Szust A. (red.): 101 pomysłów na samozaoranie odklejonych od rzeczywistości elit. Wyd. BL, Warszawa 2012, s. 238-251. 
  5. Zielony listek jest bardzo ciekawym pomysłem biorąc pod uwagę, że występują w Polsce kierowcy, którzy dość otwarcie przyznają się się, że niektóre sytuacje drogowe rozpatrują pod kątem „znalezienia jelenia, który zapłaci za nowy lakier”. 
  6. Lolek przyznaje się tu bez bicia, że nie wnikał w szczegóły tych „pomysłów”, więc może coś namieszał. 
  7. Lolkowi chodzi tu po głowie takie trzyliterowe nazwisko jednego Pana Redaktora, który miał swój program w TVP. Ale nie chce mu się grzebać w aż tak odległej przeszłości. 
  8. Chociaż lolek jest tu chyba nadmiernie optymistyczny, utożsamiając „głośno” z „na własnym fejsikowym funpagu”. 
Advertisements
Ekoneoliberalizm

Jedna uwaga do wpisu “Ekoneoliberalizm

  1. Ceny samochodów to jeszcze pół biedy. Problemem jest to, że starsze pokolenie doprowadziło do konieczności używania samochodów. Zlikwidowali PKSy, pobudowali miejskie autostrady, zniszczyli tkankę miejską, planowanie przestrzenne prowadzili tak, by przypadkiem go nie prowadzić.
    Samochód powinien być rzeczą drogą. Koszty zewnętrzne samochodów są na tyle wysokie, że obecne koszty eksploatacyjne ponoszone przez użytkowników w żaden sposób ich nie pokrywają. Ale właśnie w związku z tym samochód absolutnie nie może być niezbędny. Musimy zbudować gęstą siatkę połączeń komunikacji zbiorowej w miastach i na wsiach.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s