Dlaczego 500plus działa

Lolek musi przyznać, że jest załamany poziomem lewicowej i liberalnej krytyki programu 500+.

Weźmy na przykład tekst Pana dra Rafała Bakalarczyka zamieszczony na łamach portalu krytykapolityczna.pl i kontynuację na łamach portalu strajk.eu.

Natomiast same zasady dostępu do programu mogą budzić wątpliwości. Trudno uznać bowiem za sprawiedliwy fakt, iż nieco przekraczająca minimalne wynagrodzenie samotna matka nie otrzyma z programu ani złotówki, podczas gdy bogata rodzina z trójką dzieci comiesięcznie będzie otrzymywała z budżetu państwa 1000 złotych. Sam fakt, że grupy zamożniejsze korzystają ze świadczeń pieniężnych nie musi być traktowane jako naganne samo w sobie, jeśli uznamy, że świadczenia na dzieci powinny mieć wymiar nie socjalny, a kompensacyjny ( czyli choćby częściowo kompensować koszty jakie towarzyszą wychowywaniu dziecka, a koszty te występują w gospodarstwach o różnym statusie materialnym). Ale przyjmując funkcję kompensacyjną, należałoby stworzyć świadczenie uniwersalne, a nie z progiem dla rodzin z jednym dzieckiem. Jeśli zaś nie możemy – np. z powodów finansowych ograniczeń – dostarczyć świadczenia dla wszystkich, należałoby pomyśleć o takich kryteriach dostępu, dzięki którym pieniądze trafiały przede wszystkim do bardziej potrzebujących, a do tych mniej potrzebujących ewentualnie w dalszej kolejności. Obecny kształt programu 500+ niestety nie spełnia tego warunku.

Zacznijmy od tego, że kwestia tego, co jest sprawiedliwe jest kwestią przekonań1. Stąd przekonania te powinno się w tekstach publicystycznych dość obszernie uzasadniać. To po stronie autorki leży obowiązek przekonania czytelniczki do swojej wizji sprawiedliwości.

To jednak nie jest najpoważniejszy problem tej wypowiedzi. Nie jest nim również przyjęte bez stosownych wyjaśnień założenie „wszystko albo nic”. Nie istnieje coś takiego, jak obowiązek takiego działania, by „stworzyć świadczenie uniwersalne, a nie z progiem dla rodzin z jednym dzieckiem”. Szczególnie jeśli dysponujemy ograniczonym budżetem. Wyjaśnienie w stylu „przyjęliśmy, że koszt utrzymania dziecka wynosi 1 000 PLN miesięcznie, a nasz program dopłat rozpoczynamy, gdy szacowana kwota utrzymania potomstwa osiągnie 2 000 PLN miesięcznie” nie jest jakoś szczególnie bezsensowne. Przykro mi Panie Doktorze.

Najpoważniejszym problemem tej wypowiedzi jest jednak niedostrzeganie pewnych zjawisk, które znacząco umniejszają użyteczność kryterium dochodowego.

  1. Wszelkiego rodzaju szare i czarne strefy oraz dziury w systemie podatkowym stawiają w wątpliwość to, na ile rodzina o niskich dochodach rzeczywiście te niskie dochody ma2. Zatem czy sprawiedliwiej jest dawać kasę wszystkim, czy też raczej jedynie podgrupie cwaniaków wymieszanych z rzeczywistymi ubogimi?

  2. Kryterium dochodowe zawsze jest oparte na pomiarze stanu przeszłego (zawsze działa z opóźnieniem). Często jest to pomiar uśredniony. Jakie znaczenie dla oceny sytuacji materialnej ma informacja o średnich dochodach sprzed dwóch lat, w sytuacji gdy śmieciowe warunki zatrudnienia oznaczają to, że osoba pracująca w takich warunkach nie wie, ile zarobi w przyszłym tygodniu i czy w ogóle będzie pracować dla tego lub jakiegokolwiek pracodawcy?3

  3. Pamiętajmy, że w warunkach śmieciowych rozbieżność dochodów w kolejnych miesiącach (a czasem nawet tygodniach) może być spora – liczona w tysiącach PLN w skali miesiąca. Zestawmy to sobie z informacją o tym, ile procent polskich rodzin ma poduszkę finansową pozwalającą na pokrycie nagłego wydatku 1000PLN. Szybko dojdziemy do wniosku, że program 500plus pełni też funkcję „stabilizacyjną”, co środowiska lewicowe i liberalne powinny zwyczajnie wiedzieć.

To trzecie zdaje się wiedzieć Pan Profesor Ryszard Szarfenberg, ale w wywiadzie zamieszczonym na portalu krytykapolityczna.pl dużo uwagi poświęca też innym aspektom programu:

Jaki rodzaj rodziny jest promowany wskutek programu 500+?

Jest to rodzina wielodzietna, gdyż im więcej dzieci, tym większe dochody z 500+. Jest to też rodzina, w której głównie kobieta zajmuje się dziećmi. Ten drugi wniosek opieram na kilku przesłankach.

Po pierwsze, kryterium dochodowe na pierwsze dziecko może skłaniać do tego, aby się w nim zmieścić. Nie zastosowano żadnych środków, które łagodziłyby straty dochodu wynikające z przekroczenia kryterium (np. w zasiłkach rodzinnych jest to złotówka za złotówkę). Dotyczyć to może głównie kobiet, które mniej zarabiają.

Po drugie, 500+ można łączyć bez ograniczeń z całą reszta świadczeń, co oznacza, że mniejsze są bodźce do zdobywania dodatkowego dochodu poprzez pracę. Co znowu dotyczy głównie kobiet, szczególnie w związkach.

Po trzecie, 500+ jest relatywnie wysokim świadczeniem, więc bez wymagań związanych z pracą może niezależnie od innych świadczeń wpływać na zmniejszenie motywacji do zarobkowania. Poza tym nie wprowadzono wraz z programem 500+ żadnych nowych rozwiązań, które rozszerzałyby możliwości łączenia pracy z rodziną.

(…)

Krytyka feministyczna podkreśla jednak te same możliwe konsekwencje, co w przypadku 500+, czyli wpływ BDP [bezwarunkowy dochód podstawowy] na dezaktywizację zawodową kobiet. Trzeba jednak odróżniać dobrowolne wybory, gdy każdy ma zapewnioną podstawę ekonomiczną wolności od świadczeń, które są uzależnione od dochodów, od podejmowania pracy itd.

Po pierwsze nieprawda, że dotyczy to głównie kobiet, bo przy wspólnym rozliczaniu optymalizujemy się podatkowo wspólnie.

Po drugie i trzecie historia sugeruje, że praca nie czyni wolnym. Szczególnie w czasach demontażu praw pracowniczych. Może trochę wolności daje majątek.

Po trzecie argument, że nie zmieniono wszystkiego na raz jest domyślnie wadliwy, bo zawsze prawdziwy. Najwidoczniej program nie miał na celu zagonienia kobiet do pracy (innej niż wychowanie) i udawania, że każdy berbeć jest kompatybilny ze żłobkiem.

W końcu Lolek ma taką prośbę do feministek, które czasem się tu pojawiają, żeby wyjaśniły, że w tej wspomnianej krytyce feministycznej wcale nie chodzi o to, by zagonić baby kijem do roboty, bo to da im jakąś rzekomą wolność. Lolek podkreśla tu, że czytał ten tekst w poczekalni w oczekiwaniu na zakończenie rehabilitacji minionka, więc mógł coś przeoczyć. A poza tym od kiedy podjęcie się wychowania dziecka nie jest podjęciem pracy? (lolek nie do końca rozumie co od czego ma odróżnić).

Lektura powyższych tekstów powoduje smutną konstatację, że PiS przypadkiem wprowadził lepszy program socjalny, niż myśl liberalna i lewicowa jest sobie w stanie wyobrazić. „500+ jest ZUE, bo nie patrzy na dochody, których nie potrafimy porządnie mierzyć oraz bo baby nie chcą pracować, oraz bo kryterium dochodowe na pierwsze dziecko jest sztywne, czy też nie jest kosztującym tyle co PKB Polski bezwarunkowym dochodem podstawowym, o którym lubimy sobie pogadać, ale nie mamy pomysłu, jak toto wdrożyć na tak szeroką skalę, a poza tym nie buduje żłobków, które pozwolą babę zagonić do roboty o ile będzie twarda i wytrzyma dwugodzinny płacz dziecka, które w tym wieku jeszcze za bardzo nie lubi się pozarodzinnie socjalizować”.

A tymczasem wystarczyłoby proste odwołanie się do praw reprodukcyjnych czy Powszechnej Deklaracji Praw Seksualnych, by mieć dobry liberalny argument za tym, że program 500plus powinien być przede wszystkim na pierwsze dziecko. Przy okazji trzymałoby się spójną linię z innymi kwestiami okołoseksualnymi, tj. można by było wykazać, że nie tylko o gejów w tym chodzi. Z kolei odwołując się do kwestii oddziaływania na środowisko można by było argumentować, że drugie i kolejne dzieci raczej już nie powinny być się tak bezwarunkowo dotowane. Ot taki liberalno-zielony kompromis.


  1. Z ostatnich przykładów można podać np. tzw. obrońców żołnierzy wyklętych, którzy zdają się sugerować, że aktem sprawiedliwości jest spalenie żywcem przypadkowego niemowlęcia pod warunkiem, że jest to odwet za to, ktoś inny przypadkowo spalił żywcem niemowlę, z którym akurat utożsamiamy się bardziej. No cóż, lolka nie pociąga taki rodzaj sprawiedliwości, który zakłada, że niemowlęta służą do tego by palić je żywcem w ramach odwetu. 
  2. Często zwracał na to uwagę komentator lolka, kiedy jeszcze zajmował się komentowaniem tego blogaska. Kudosy komentatorze. 
  3. Neoliberalizm dokonał znacznego transferu ryzyka. Przy jednoczesnym zorientowaniu wyłącznie na PKB pozwoliło mu to długo zachowywać fasadę państw opiekuńczych, w których „robotnicy nie zarabiają mniej, a czasem zarabiają nawet więcej”. Jednym ze skutków jest uśmieciowienie stosunków pracy, które z perspektywy pracownika lub mikrobiznesu oznacza znaczną niepewność zarobków tu i teraz. Podkreślmy, że niezależną od tych podmiotów, lecz zależną raczej od tego czy podmiotom nadrzędnym coś się biznesowo uda czy tez nie. Jeśli się uda, to zysk osiągną wszyscy, a jeśli nie, to koszty poniesie głównie malutki. Oczywiście oficjalna propaganda twierdzi, że ryzyko jest dobre, a kto go nie podejmuje, ten niezaradny leń. Ale wystarczy spojrzeć na tych na szczycie, by szybko zorientować się, że tak w zasadzie to najbardziej interesują ich biznesy pokroju OFE – nieważne czy wyjdzie się na plus czy na minus, 10 procent prowizji się należy. Elementy ryzyka pojawiają się tylko w odniesieniu do niewielkich kwot przeznaczanych na fundowanie start-upów. Ot taka specyficzna forma hazardu dla bogatych. Więc zakładajmy start-upy. 
Advertisements
Dlaczego 500plus działa

2 uwagi do wpisu “Dlaczego 500plus działa

  1. teogderyk pisze:

    Inny allegrowicz, którego bloga śledziłem z uwagą, właśnie „zmartwychwstał” i też odniósł się do kwestii czy 500+ działa, czy nie. Może lolka również jego wpis zainteresuje. Od razu zaznaczę, że przywołany autor wydaję się być raczej powściągliwy w ocenie programu 500+, choć nie tyle chodzi mu o samą ideę programu, co o możliwość ilościowej analizy jego skutków.

    Lubię to

    1. Lolek nie tylko się zainteresował, ale wręcz jako analityk solidaryzuje z tym wpisem. Umiarkowana chęć polityków do prowadzenia polityki opartej na dowodach (evidence based policy) jest odwieczną bolączką analityków, którzy niekoniecznie lubią w swoim doradztwie korzystać ze szklanej kuli.

      Z drugiej strony pisanie blogaska z pozycji anonimowego łosia pozwala na pewne wyabstrahowanie od pozycji własnego interesu czy też profesjonalnie rozumianej poprawności politycznej (ach ten zakaz politykowania). Skorzystajmy zatem z tej możliwości i rozważmy zagadnienie braku danych w perspektywie efektywności politycznej (tak jak w całym wpisie).

      Jest dość oczywistym to, że nie da się mierzyć wszystkiego, więc prowadząc politykę opartą na dowodach trzeba zadowolić się dość ograniczonym zestawem mierników. Drugą oczywistością jest to, że porządne badania kosztują – nawet miliony, a do tego są czasochłonne. Stąd z politycznej perspektywy (podkreślam, że inny allegrowicz nie posługiwał się w moim odczuciu tą perspektywą) argument „nie badają / zbadali” jest argumentem mającym na celu utrzymanie status quo. Ot poprzednicy nie badali, bo z perspektywy ich polityki nie było to ważne, więc następcy chcący prowadzić inną politykę otrzymają w spadku wiele nieprzydatnych z ich punktu widzenia miar oraz niewiele przydatnych. Nie miejmy zatem złudzeń, że lewica, o ile kiedyś wygra, stanie przed tym samym problemem i też będzie działać „po omacku”. Lolek szczerze wątpi w możliwość wygrania wyborów deklaracjami, że pierwszą kadencję poświęci się wyłącznie na stworzenie systemu monitoringu nowej polityki. W tym sensie trzeba się pogodzić z tym, że polityka jest w dużym stopniu oparta na przekonaniach (a nie dowodach). Z praktycznego punktu widzenia ma to nawet pewną zaletę, gdyż zapobiega politycznej stagnacji i brakowi alternatyw.

      Teraz uwagi na marginesie.
      Allegrowicz zwrócił też uwagę na brak rąk do pracy. Jest to ciekawe o tyle, że równolegle funkcjonuje teza, że pracy zabraknie, bo automatyzacja. Niestety znowu popełniany jest tu pewien dość poważny błąd. Skoro w przestrzeni publicznej funkcjonuje już ten przykład samotnej matki z jednym dzieckiem, która rezygnuje z pełnego etatu na rzecz np. 7/8 etatu, bo 500plus, to oznacza to tyle, że zamiast pracować 24 godziny na dobę (praca zarobkowa, a potem praca wychowawcza), ta kobieta dzięki programowi otrzymuje 5 godzin tygodniowo czasu wolnego. I nieważne czy pochylamy się nad brakiem rąk do pracy, czy nad systemem emerytalnym (bo przecież nic nie poradzimy, że ignoruje pracę niezarobkową), czy nad etosem pracy, to de facto zastanawiamy się nad tym, jak tej kobiecie zabrać te 5 godzin wolnego, by znowu pracowała w trybie całodobowym. Nie ma się zatem co dziwić, że potem całą naszą gadkę o wolności można zbyć uśmiechem politowania.

      Tak jeszcze dodając do notki:
      1. Lepsza wersja wywiadu z prof. Szarfenbergiem jest w nowym obywatelu -> http://nowyobywatel.pl/2017/01/30/piecset-plus-bieda-minus/
      2. Kolejny argument za tym, by świadczenie było bardziej na pierwsze dziecko, można wytoczyć opierając się na tym, że wzrost kosztów wychowania kolejnych dzieci nie jest liniowy – występują tu korzyści skali, pierwsze dziecko kosztuje względnie najwięcej. Zresztą na tej zasadzie jest krytykowana efektywność programu w redukcji ubóstwa -> http://coin.wne.uw.edu.pl/mbrzezinski/500plus.pdf

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s