O sile przetargowej

Na portalu racjonalista.pl pojawił się ostatnio artykuł Mariusza Agnosiewicza „Podróż do nowego Ciemnogrodu” . Niedziela ranek, to dobry moment, by w ramach ćwiczeń umysłu ten artykuł rozjechać.

Zacznijmy od tego, że nie każda myśl zawarta w tym artykule jest racjonalizacją (w znaczeniu tworzenia argumentacji dla umotywowania własnych postaw mających źródło w uczuciach i motywach, do których człowiek nie chce się przyznać przed sobą1). Lolek zgadza się np. z tym, że potrzebujemy  mediów służących społeczeństwu, a nie takich, które służą rządowi czy prywatnym akcjonariuszom. Lolek myśli sobie tutaj więc o tym, że media publiczne trzeba by zdemokratyzować. Może być to demokratyzacja merytokratyczna, w której grupa uprawnionych do wyborów jest szeroka (wynosząca przynajmniej tysiące), ale ograniczona tylko do tych, którzy sprawiają wrażenie posiadania jakiejś wiedzy w danej dziedzinie, np. (chociaż to dość ryzykowne) kadra akademicka.

Przejdźmy jednak do meritum. Myślą przewodnią artykułu jest to, że utrudnianie migracji jest dobre dla świata, gdyż jak m.in. czytamy:

Proimigrancka lewica uważa siebie za wyznacznik humanitaryzmu i intelektualizmu, nie rozumiejąc, że jest jedynie rozsadnikiem pożytecznego idiotyzmu na usługach wielkich korporacji, które słono płacą za krzewienie poprzez swoje medialne ambony tego rodzaju korzystnych ekonomicznie idei. W rzeczywistości proimigrancka lewica jest wyrazem nowoczesnego barbarzyństwa, wspierającego głęboko chory system neokolonialny. Przyjmując imigrantów z krajów muzułmańskich, którzy nie tylko są efektem wojen o ropę i gaz, ale i odrzutami społecznymi głęboko chorych systemów neokolonialnych panujących w tych krajach, jedynie przedłuża się agonię tych systemów — poprzez usuwanie z nich najdynamiczniejszych i często najlepiej wykształconych jednostek. Sprzeciw wobec imigracji z krajów muzułmańskich jest mniej w interesie Zachodu, który korzysta z muzułmańskiej siły roboczej, ale przede wszystkim w interesie tychże krajów i ich społeczeństw. Sprzeciw wobec imigracji to sprzeciw wobec drenażu mózgów świata muzułmańskiego przez Zachód. Jest to więc postawa nader dla cywilizacji korzystna.

Proimigrancki pseudiohumanitaryzm to postawa, która nie tylko szkodliwa jest dla samych krajów muzułmańskich, ale i dla zachodnich, gdyż kosztem kultury zachodniej hamuje się ewolucję dysfunkcjonalnych i niewydolnych ekonomicznie systemów panujących na zachodzie. Główny powód dla którego ściąga się imigrantów to dopływ taniej i mało wymagającej siły roboczej oraz konieczność podtrzymywania systemów emerytalnych opartych na zastępowalności pokoleń w sytuacji rozpadu więzi społecznych, które występowały w okresie, kiedy formowano taki system społeczny. Imigrantów ściąga się zatem w interesie krótkowzrocznych elit państwowych oraz przede wszystkim kapitałowych. Dzięki imigracji oddalana jest naturalna konieczność demokratyzacji systemów ekonomicznych. Imigracja nie rozwiązuje żadnego problemu kraju muzułmańskiego. Zatrzymanie imigracji nie tylko wymusi przemiany społeczno-polityczne w krajach muzułmańskich w kierunku bardziej inkluzywnym, ale i dalszą ewolucję zachodnich pseudodemokracji w kierunku systemów prawdziwie demokratycznych. (…)

Izrael to państwo dla Żydów, mieszkają w nim także Arabowie, lecz nie mają oni całkowicie równych praw. Nie jest to barbarzyństwo, lecz mądrość. (…)

Lolek myśli, że próbka jest wystarczająco duża, by każdy mógł kontynuować trollerkę już swoimi własnymi słowami. Ot np.:

Mądrości tej ewidentnie zabrakło w latach trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy przeróżne państwa przyjmowały Żydów uchodzących z Trzeciej Rzeszy. Gdyby tego nie robiono, to Hitler nigdy nie doszedłby do władzy, a nawet gdyby, to zagazowywanie znacznie większej liczby osób by mu się zwyczajnie znudziło. Co byłoby naturalnym krokiem w kierunku wzmocnienia wymuszenia przemian społeczno-politycznych w tym kraju, zamiast utrzymywania dysfunkcjonalnego i głęboko chorego systemu. Tak samo wyznawcy Państwa Islamskiego na pewno szybko zmęczyliby się dekapitowaniem niewiernych (w tym innych muzułmanów), gdyby nie pseudohumanitarni rozsadnicy pożytecznego idiotyzmu, którzy pozwolili tymże niewiernym wcześniej uciec. Spójrzmy w końcu na lidera demokratyzacji systemów ekonomicznych – Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną. W kraju tym jak na dłoni widać, jakie są efekty dbałości o ukrócenie migracji międzynarodowej.

To mogłoby być w zasadzie na tyle, ale że ten blogasek ma czasami aspiracje dydaktyczne, to wyjaśnimy sobie jeszcze dlaczego Pan Agnosiewicz tak łatwo mógł wskoczyć w maliny argumentacyjne.

Siła przetargowa

Jedną z rzeczy, o których w Polsce niewiele się mainstreamowo mówi, jest podejście do rozpatrywania danej sytuacji z perspektywy, w której aktorzy występujący w tej sytuacji przyjmują role graczy grających między sobą o zwycięstwo. Oczywiście nauka dająca podstawy do rozważania różnych wydarzeń w ten sposób jest rozwijana od dawna. Ale cóż, nauki Ludwika von Misesa mają ponad 100 lat i zazwyczaj po przyjrzeniu się im w perspektywie gry wychodzi, że nie mają prawa działać. Nie da się więc utrzymywać społeczeństwa na etapie rozwoju kuca i promować jednocześnie perspektywy gry. Stąd wiedza ta jest zarezerwowana jedynie dla adeptów różnego rodzaju specjalistycznych studiów.

W grze zwycięża oczywiście najsilniejsza, czyli ta która miała w ręku najlepsze atuty i najlepiej z nich skorzystała.

W tej perspektywie dysydent, któremu marzy się demokratyzacja, ma stosunkowo niewiele atutów, w porównaniu do dyktatora, któremu marzy się utrzymanie władzy. Dyktator ma czołgi, więzienia, tortury, pieniądze i tysiące śledczych. A dysydentowi często brakuje maszyny do pisania. I rzadko zdarza się, że w całej hierarchii państwowej jest on wystarczająco wysoko, by mieć nad kimkolwiek kontrolę. Jednym zdaniem dysydent ma bardzo niewiele, jeśli cokolwiek. Jedną z tych niewielu rzeczy może być możliwość ratowania się ucieczką do innego kraju w sytuacji, gdy zadzieje się źle2. Jest to lepsza opcja niż ukrywanie się w kraju, w którym Twój przeciwnik ma do dyspozycji tysiące śledczych. Ale Pan Agnosiewicz właśnie i tę opcję dysydentowi odbiera. Czyli w tej grze działa na korzyść dyktatora, więc raczej to dyktator wygra i „naturalne zmiany” staną się „naturalną niezmiennością”.

Drugi przypadek, o którym pisze Pan Agnosiewicz, to przypadek mózgowca, który zamiast działać na korzyść kraju, w którym mieszka, wyjeżdża drenować swój mózg za granicą. Pierwsze optymistyczne założenie Pana Agnosiewicza poczynione w tym miejscu jest oczywiście takie, że w kraju, w którym ów mózgowiec mieszka, władza jest jego mózgiem zainteresowana w inny sposób niż zobaczenie jak wygląda po wypatroszeniu. Lolek obawia się, że jest wiele miejsc na świecie, gdzie warunek ten nie jest spełniony. Ale załóżmy, że jest i wtedy wychodzi nam, iż… tu też możliwość emigracji jest atutem tego mózgowca, gdyż zwiększa jego siłę przetargową, a tym samym zwiększa też siłę powstrzymywania władzy przed czynieniem zła. Przynajmniej tak długo, jak Pan Agnosiewicz nie zabiera mu karty z napisem „papatki dyktatorze”.

Na koniec lolek zostawił sobie najbardziej chybiony argument:

Główny powód dla którego ściąga się imigrantów to dopływ taniej i mało wymagającej siły roboczej oraz konieczność podtrzymywania systemów emerytalnych opartych na zastępowalności pokoleń w sytuacji rozpadu więzi społecznych, które występowały w okresie, kiedy formowano taki system społeczny.

Pan Agnosiewicz przeoczył tu, że istotą globalizacji jest zniesienie barier przede wszystkim dla kapitału. Kapitał nie ma już narodowości i nie jest przywiązany do ziemi. W każdej chwili może się zdelokalizować lub wyoffshorować do innego kraju. Stąd brak rąk do pracy w danym miejscu jakoś szczególnie mu nie przeszkadza. Fakt, że zmiana żerowiska wymaga pewnego wysiłku, ale bez przesady. Kapitałowi na rękę jest też „rozpad więzi społecznych, które występowały w okresie, kiedy formowano taki system społeczny”. Ba, można pokusić się o stwierdzenie, że kapitał taki rozpad nawet promuje, bo brak solidarności (w tym solidarności międzypokoleniowej) to atut kapitału, a nie atut ludzi pracy. Niewiele rzeczy tak motywuje do pracy aż do śmierci, jak wizja głodowej emerytury uzyskanej po tym, gdy parę lat opiekowało się niepełnosprawnymi dziadkami a potem paręnaście robiło na nieozusowionej śmieciówce. Lolek nie zauważył też, by kapitał rękoma swoich kapitalistycznych mediów, jakoś szczególnie walczył o przyjmowanie uchodźców. Wręcz przeciwnie, za bardzo po myśli kapitału uważa ruchy mające na celu ograniczenie uchodźcom socjalu. Żaden pracownik nie jest tak lojalny i mało oczekujący od pracodawcy, jak nielegalny imigrant, który nie ma prawa do socjalu i w każdej chwili w wyniku byle donosu może zostać deportowany do kraju, gdzie już czeka dyktator chcący go wypatroszyć. Ale hej, do tej pory wypatroszył tylko trzy tysiące osób, więc może wcale nie jest taki zły.

Można więc rzec, że na rękę kapitałowi jest obecna sytuacja paniki antyimigranckiej, gdyż demontowane są bezpieczniki zapewniające godność pracy. Jest to oczywiście nie na rękę dla pracowników danego kraju, gdyż na rynku pracy pojawią się chętni do pracy za mniejsze pieniądze i w gorszych warunkach. Ale skoro lud uważa, że samym gnębieniem muslima da się wykarmić rodzinę, to jego problem. No lolka też, bo lolkowi bardziej sprzyjałaby armia popleczników twierdzących, że lepiej jest jednak, gdy to pracownik ma swobodę przemieszczania się, a kapitał już niekoniecznie. W ramach eksperymentu myślowego możemy sobie wyobrazić, jak przebiegały by wtedy negocjacje płacowe.

Oczywiście, żeby przebić dyktatora, przed którym uciekają uchodźcy, to trzeba takiego samego lub większego dyktatora zainstalować u siebie. Gdyż dopiero wtedy imigrację da się powstrzymać. Istotnie taka pokusa zdaje się pojawiła się w społeczeństwach. Tego może trochę się kapitał boi. Lolek nie musi być rozsadnikiem pożytecznego idiotyzmu, by bać się tego nawet bardziej. W końcu kapitał ma lepsze karty w ręku, gdyż dyktator będzie jego zabawek potrzebował. Czego nie można powiedzieć o lolkowym blogasku.

Pora odłożyć na półkę rojenia o tym, że dopiekając maluczkim można wyrządzić jakąś wielką krzywdę tym dużym.


  1. http://sjp.pwn.pl/sjp/racjonalizacja;2573225.html 
  2. Już lolek widzi, jak Snowden opisuje mechanizmy inwigilacji obywateli mając wiedzę, że żaden kraj go nie przyjmie, bo Pan Agnosiewicz uważa, że tak jest dla wszystkich lepiej. 
Advertisements
O sile przetargowej

2 uwagi do wpisu “O sile przetargowej

  1. Z mojej skromnej perspektywy: nie stronię od klimatów fusion, ale przyznam, że stopień zaawansowania ekono-eklektyzmu racjonalistów.pl jest mind-boggling (być może jest to przejawem chęci uczynienia ułańskiej odmiany kseno-anty-systemowości bardziej przystępną – dla każdego twarzo-książko followera/potencjalnego lajko-dawcy coś ekono-miłego)
    Having said that – czyli zakładając, że przywoływany tekst jest li tylko ekspresją oportunizmu – mimo wszystko upierałbym się przy tezie, że obstawanie na pozycji bezwarunkowej inkluzywności dla jakiejkolwiek imigracji BEZ jednoczesnej radykalnej kontestacji zasad leseferystycznej organizacji stosunków pracy, równa się przyjęciu pozycji skazanej na przegraną. Tj. nie da się prolom poddanym drylowi austerity sprzedać memetyki solidarności kosmopolitycznej. First things first. Ignorowanie tej prawidłowości to paliwo dla trampozaurowstwa et al.

    Lubię to

    1. Zgadzam się. I mówiąc szczerze nie potrafiłbym od ręki udzielić odpowiedzi np. o to skąd wyczarować milion mieszkań dla uchodźców i jak przekonać do tego tubylców od lat karmionych tym, że ich niepowodzenia to wyłącznie ich wina (bo nie są tak dobrzy w szacowaniu ryzyka, jak poważne instytucje zatrudniające tysiące osób, dajmy na to Lehman Bros). Ale dyskusja w tym nurcie przynajmniej jest konstruktywna, bo każe zadawać pytania o to, jak działa świat i jak powinien.

      W przeciwieństwie do opowiastek o tym, jak to dobrze dla proli jest, gdy są fizycznie ograniczeni. Co nie dotyczy Panów Wielmożnych (kapitał też można zaliczyć), których te ograniczenia nie obowiązują (paszporciki dyplomatyczne, umowy o wolnym handlu, itp.).

      Swoją drogą to ciekawe, że te antyimigranckie narracje potrafią jakoś połączyć „przyjeżdżają po socjal” z „uciekają najzaradniejsi”.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s