Dwa tysiące

Postępująca transformacja spowodowała, że z języka kuców (albo lolkowego bąbelka informacyjnego) zniknął jeden z kluczowych argumentów, które ostatecznie pogrążały czasy komuny. Dziś trochę nostalgicznie1 go sobie przypomnijmy.

Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy.

Prawda, jakie to były obrzydliwe czasy. Mogłaś sobie w robocie pospać, a potem podłubać w nosie. Musiałaś tylko pamiętać, by dziesiątego udać się do kasy po swoje dwa tysiaki.

To nie to co teraz, w peryferyjnej prowincji imperium neolibu, że dwa tysiące to może (MOŻE) dostaniesz po miesiącu ciężkiej harówy. Oczywiście harówy w dniach i godzinach wyznaczonych skinieniem smsa Pana Dobrodzieja. Pora docenić niebywały postęp, jaki dokonał się w Twoim życiu, gdyż te dwa tysiaki same wpływają na Twoje konto, więc nie musisz już po nie stać w komuszej kolejce.

Albo i nie wpływają, bo Pan Dobrodziej nie skinął paluszkiem i nie wysłał smsa, że za pół godziny widzi Cię w robocie. Albo skinął, ale właśnie zajmowałaś się dzieckiem, więc nie mogłaś przyjechać. Co oczywiście bardzo Pana Dobrodzieja rozsierdziło, więc dodał odpowiednią sumę do listy kar umownych i wyszło mu, że w tym miesiącu tak właściwie za możliwość poharowania u niego to masz mu jeszcze ze dwa tysiaki dopłacić. No cóż, trzeba było nie przysypiać w miejscu pracy, a przecież ukłon głową przed Panem Dobrodziejem to ewidentny przykład zaspania, gdyż przed Panem Dobrodziejem trzeba w podziękowaniach za Jego Dobrodziejstwo2 upadać na kolana.

Z drugiej strony może będziesz miała szczęście, więc tylko tych swoich dwóch tysiaków nie dostaniesz (ale też nie będziesz musiała też dopłacić), ponieważ właśnie się dowiedziałaś, że wzięłaś udział w dziele zbawienia bonusa Pana Prezesa i zostałaś sprzedana firmie krzak. Oczywiście sąd nie zobaczy w tym nic szczególnie zdrożnego, gdyż jest to zaległość jedynie dwóch pensji. W końcu mamy WOLNOŚĆ. Wolność swobody gospodarczej. Ale też wolność do zakładania procesów cywilnych rezydentom wysp Bora Bora. Oczywiście na tychże wyspach Bora Bora. Polskiemu prawodawstwu nic do tego. Przecież chodzi o jakieś nieistotne zaległości3.

Tak, to było takie piękne powiedzenie ostatecznie obnażające obrzydliwość komuny. I tylko nie wiedzieć dlaczego tak wielu kucy z biegiem czasu zamienia się w przebrzydłych roszczeniowców, którym ubzdurało się, że skoro oni mają być na każde skinienie, to i Pan Dobrodziej powinien pojawić się w firmie, gdy się pali i wali. A nie, że strajkuje okupacyjnie w przerwach między urlopami na Maderach a głodówkę zarządza w przerwach między posiłkami. Ach te służki niegodne, nie znają swojego miejsca w szczurzym wyścigu i jątrzą zamiast wmawiać sobie, że to wyłącznie ich wina i wystarczy tylko chcieć, by wygrać każdy proces na dowolnym Bora Bora.


  1. nostalgia oczywiście za magicznymi latami 90′. 
  2. Ciekawe czy i kiedy w tym tvnowskim programie Projekt Lejdi będą nauczać, że właściwą formą zwrotu jest „Wasza Dobrodziejność”. 
  3. Co innego, gdyby chodziło o takie poważne sprawy, jak np. nazywanie nazistowskich obozów zagłady przymiotnikami od kraju ich lokalizacji. 
Advertisements
Dwa tysiące

2 uwagi do wpisu “Dwa tysiące

  1. Dwa tysiace to nie jest tak malo. To ceny sa wysokie. Za malo konkurencji. A najlepszym sposobem na poprawienie sytuacji pracowniczek i pracownikow jest tworzenie sytuacji w ktorej to praca szuka pracownikow.
    ………………………..
    Swoja droga to kapitalizm bez marketingu musi smakowac jak seks bez wazeliny.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s