Rodzina

Na krytykapolityczna.pl pojawiły się ostatnio dwa dość ciekawe wywiady redaktora Sutowskiego – prezentacja myśli liberalnej w wykonaniu Pani Anny Gromady oraz prezentacja myśli neoliberalnej przez Pana Michała Bilewicza. Lolek niestety nie ma czasu wylewać z siebie polemik w odpowiednio szybkim tempie. Zmuszony do wyboru, uznał za ciekawsze pastwienie się nad myślą neoliberalną 1. Chociaż ma nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mu się rozprawić z fragmentem „Bądź, jakby powiedział Bentham: czy przekładają się on na największą szczęśliwość największej liczby ludzi?„, bo rzucenie takiego tekstu w artykule o ocenie polityk spowodowało delikatne podniesienie ciśnienia lolkowych myśli.

Oczywiście nie wszystko w myśli Pana Bilewicza jest złe. W wywiadzie można odnaleźć wiele trafnych twierdzeń. Lolek zgadza się np., że PiS wygrał wybory nie tylko dzięki wykluczonym (dla których 500plus jest zbawieniem), ale przede wszystkim głosami drobnomieszczaństwa. Parę innych myśli z wywiadu jest dla lolka nie do końca zrozumiałych. Np. owe zrzucenie wyników wyborów na to, że innym powodzi się lepiej („Chodzi o frustrację z powodu faktu, że są jacyś inni, którym powodzi się dużo lepiej niż nam, albo że nam samym nie poprawia się wystarczająco szybko.„) połączone z „ciekawym” stwierdzeniem, że ludzie Ci głosowali też na wolnorynkowców („Co dość ciekawe, poczucie relatywnej deprywacji motywowało też do głosowania na „wolnorynkowców” Kukiza i Korwina – bo wśród młodych ten trzeci to także ważny wybór polityczny.„). Lolek stał na stanowisku, że to właśnie przez popularność myśli „wolnorynkowej” nigdy nie spotkał się z czystymi zarzutami na to, że komuś powodzi się lepiej. Lecz widział tu raczej raczej podziw i zrozumienie. Z takimi zarzutami spotykał się natomiast tylko w sytuacjach, gdy chodziło o złodziei, oszustów, wykorzystywaczy koneksji czy (rzadziej) zwyczajnych wyzyskiwaczy. Żale wylewane przez „oderwanych od koryta” o tym, jak to wiedzie im się bez państwowych funduszy, działały z tej perspektywy raczej potwierdzająco (gdzie podziała cała ta ich zaradność i kompetencje, hehe). No cóż, być może myśl neoliberalna jest zwyczajnie ślepa na to, że ludzie wcale nie postrzegają wylobbowania korzystnych dla siebie rozwiązań (na szczeblu państwowym – prawnym, a także lokalnym, np. metodą na wódeczkę) jako synonimu uczciwości, kompetencji i zaradności, gdyż jak na prostych zjadaczy chleba przystało złodziejstwo wolą nazywać po imieniu. A tylko zakładając taką ślepotę rzeczywiście powstaje pozorna sprzeczność między nienawiścią wobec tych, którym „powiodło” się lepiej, a popularnością myśli „wolnorynkowej” połączonej z wrażeniem, że Ci którym się nie powiodło popadają w teorie spiskowe2. No ale dosyć ogólnego rantu, przejdźmy do głównego wątku dzisiejszej blognoci.

Rodzina

W pewnym momencie prof. Bilewicz zadaje pytanie:

A tę zbiorową świadomość, że „jest mi gorzej niż innym” pogłębia fakt, że jest to typowe małe miasto [Ełk – przyp. lolek], z którego najzaradniejsi i najzdolniejsi wyjeżdżają na emigrację za granicę, albo na studia. I co wtedy czują ci, którzy zostali pozostawieni bez naturalnych liderów społeczności?

Lolek w tym momencie pomyślał sobie, że osoby takie np. odczuwają pewien żal, że nie mają z kim wypić piwa, bo ich znajomi i rodzeństwo powyjeżdżało w świat, a oni np. siedzą i opiekują się niedołężnymi rodzicami.

Profesor Bilewicz wyjaśnia to jednak inaczej:

Przecież kiedy jeden mój kolega pracuje wprawdzie na zmywaku, ale jednak za stawki w Londynie, drugi, najzdolniejszy w klasie jest na Uniwersytecie Warszawskim, a trzej trochę mniej, ale też zdolni są na studiach w Olsztynie, to jest to mocny sygnał, że ja jestem gorszy.

To jest raczej dość mocny sygnał, że myśl neoliberalna nie różni się jakoś szczególnie od myśli kucliberalnej pod względem pochwały darwinizmu społecznego. Przy czym proszę nie zrozumieć lolka źle. Biorąc pod uwagę, że bombardowanie tą myślą było w Polsce w ostatnim ćwierćwieczu dość silne, można zgodzić się, że być może parę osób zaczadziło się nią na tyle, że zinternalizowało w sobie poczucie winy. Patrząc jednak na wyniki ostatnich wyborów należy uznać, że znacząca część społeczeństwa tego sobie jednak nie zinternalizowała i zwyczajnie stwierdziła, że „za gorszego sortu to uznają ich co najwyżej neoliberalne elity, które trzeba oderwać od koryta, żeby zobaczyli jak to jest”. W końcu dobra zmiana przyniosła znaczący transfer w sferze godności.

Oczywiście myśl neoliberalna stara się podporządkować życie ludzkie pod wyrabianie PKB. Stąd symbolem zaradności i lepszości staje się wyjeżdżanie za chlebem3. Więzi rodzinne czy przyjacielskie nazbyt ograniczają taką swobodę przemieszczania się. Co więcej nie generują PKB, a nawet je obniżają, bo ludzie pożyczają wiertarki czy samochody od znajomych, zamiast wypożyczyć z wypożyczalni lub wziąć kredyt i kupić własne4. Stąd w myśli neoliberalnej na rodzinę i znajomości nie ma zwyczajnie więcej miejsca niż możliwość zalajkowania czyjejś foci na fejsbuku. A wszelkie koszty zerwania takich więzi (bo to jest postrzegane w kategorii kosztu) w związku z mobilnością są przez myśl neoliberalną zbywane milczeniem albo zastępczym pierdololo o szczurach niepocieszonych swoją pozycją w wyścigu. Aha, w zasadzie nie ma tu już nawet miejsca na tzw. rodzinę nuklearną, gdyż dziś oczekuje się jeszcze większej elastyczności. Jeśli chodzi o przyjaźń, to raczej trzeba ją zredukować do znajomości i koopetycji.

No dobrze, neoliberałowie w swoim raju nie widzą miejsca na takie fanaberie, jak rodzina czy przyjaźń. A jak to jest u innych?

Kucliberałowie targetują się na elektorat w wieku „wylatywania z gniazda i odczuwania radości z wolności samotnego fruwania”, więc rodzina jest im tym bardziej nie w głowie.

Duży wkład w docenieniu więzi rodzinnych i przyjacielskich ma lewica trzeciodrogowa, która wyłożyła trochę pieniędzy w badanie tego zjawiska. Niestety taka w Polsce się samozaogórkowała w Starych Kiejkutach.

Nowi liberałowie i nowa lewica, to w Polsce zjawisko rzadkie i oparte na ruchach społecznych. Jedną z motywacji do rozpoczęcia działalności w ruchu społecznym są doznane wcześniej krzywdy. Także ze strony rodziny. Rzutuje to trochę na przekaz z tej strony, gdzie przebija się głównie walka o to, by w razie problemów rodzinę móc łatwo rozwiązać oraz potem zszyć nową. Na poziomie przekazu nie zawsze jest to dobrze wyjaśnione, więc zdarzają się nieporozumienia z elektoratem, który nie doświadczył takiego rodzaju krzywd. W środowisku tym wybrzmiewa też głos hummusowych hipsterów mówiących coś o poliamorii. W tym przypadku z przekazem jest jeszcze gorzej, gdyż przeciętny drobnomieszczanin jest zbyt zapracowany, by mieć czas na takie zabawy, a do tego rodzina pełni z jego perspektywy także inne funkcje, jak np. zapewnianie zdolności kredytowej. Stąd w najlepszym razie można spotkać się tu z ciekawością przekładaną na niewybredne żarty (kochanie, nie pozmywam dziś naczyń, bo idę na spotkanie ze Zdzisiem wink wink). W gorszych przypadkach gadka o poliamorii przypomina mu, że sam żyje w poliamorycznym, słoikowo-poststudenckim gospodarstwie domowym tylko dlatego, że na przeprowadzkę na „swoje” zwyczajnie go nie stać. Miejmy nadzieję, że rozwój ruchów liberalnych i lewicowych będzie sprzyjał poprawie przekazu w tym zakresie…

…gdyż na politycznym poletku pozostała samotnie prawica. Po rodzinę sięgnęła ona chętnie, tym bardziej, że nie było trudno z braku innych chętnych. Oczywiście rodzina służy prawicy tylko instrumentalnie, jako młot na gejów, feministki i żony przygotowujące nazbyt słone zupy oraz jako narzędzie unikania odpowiedzialności i zwiększania względnej siły kleru żyjącego w nieformalnych związkach, do których „celibat nie pozwala się przyznać”.


  1. Pastwienie się nad wyczynami obecnie mile nam panujących jest jeszcze nudniejsze, stąd może powstać błędne wrażenie, że lolek jest jakimś wielkim sympatykiem narodowej prawicy. Nie jest. 
  2. Druga sprawa jest taka, że z europejskich badań nad ubóstwem i wykluczeniem społecznych wynika wprost, że w Polsce trudno jest uświadczyć imigrantów (uchodźców), którym powodzi się źle. Jest to w zasadzie jedyny kraj w UE, w którym osoby pochodzące spoza UE są w znacznie mniejszym stopniu zagrożeni ubóstwem niż rdzenni Polacy. Oczywiście jest to tylko konsekwencja prowadzonej polityki „niewpuszczania uchodźców, a jeśli już przyjadą, to robienia wszystkiego, by nie dossali się do socjalu” (nie ma Pani numeru PESEL… to bardzo mi przykro). Oczywiście po zapoznaniu się z myślą Bilewicza pojawia się tu dość przerażająca wizja pętli sprzężenia zwrotnego: lepiej radzący sobie imigranci -> większa nienawiść -> nasilenie odruchów obronnych -> pozostanie w kraju tylko tych jeszcze lepiej radzących sobie -> … 
  3. Abo istotą neoliberalnej strategii rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego jest to, że strona pracodawców ma mieć pełną wolność wyboru lokalizacji miejsca, w którym będą „dawać pracę”. Swoboda ta prowadzi do lokalizacji tych miejsc w dużych aglomeracjach (łatwiejszy dostęp do rynków zbytu oraz dostawców dóbr i usług). Ale o tym innym razem. 
  4. To bardzo ważna kwestia (oprócz kwestii pełnienia funkcji opiekuńczych) w rozważaniach o tym, dlaczego biedacy niekoniecznie są skorzy do wyjazdu do miejsc, gdzie jest praca. Ale o tym może innym razem (tym samym, co [^3]). 
Advertisements
Rodzina

2 uwagi do wpisu “Rodzina

  1. teogderyk pisze:

    Zachęcony sięgnąłem do źródeł, tzn. przeczytałem linkowany wywiad z Bilewiczem. I choć to trochę ortogonalne do lolkowego rantu, najbardziej zbalowałem się przy fragmencie opisującym, ponoć uniwersalny, mechanizm radzenia sobie z relatywną deprywacją:

    W pierwszej kolejności tworzysz teorie spiskowe, które pozwalają ci tę sytuację wyjaśnić i psychicznie zdzierżyć – przegrywam, bo jakieś gnoje na górze uniemożliwiają mi zwycięstwo.

    Jak wnoszę z kontekstu, ma być to przykład błędu poznawczego, czegoś w rodzaju egotyzmu atrybucyjnego. Tymczasem, w oparciu o to o czym można przeczytać na pracownii ekonopatologii i szeregu blogów pokrewnych, w tym konkretnym przypadku, ta intuicyjna diagnoza wydaje się być wyjątkowo trafna, o ile podejmiemy wysiłek aby poprawnie określić kim są rzeczone gnoje i które z forsowanych przez nich idei powodują, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

    Odważę się na stwierdzenie, że Polacy, jak i Amerykanie, poradzili sobie całkiem nieźle z pierwszą częścią problemu, tzn. identyfikacją osób odpowiedzialnych za cały obecny bajzel. Za to jedni i drudzy kompletnie polegli w kwestii tego co trzeba zmienić i kto im to umożliwi. (Prawidłowa odpowiedź: Razem i Bernie Sanders ;D).

    Lubię to

    1. No cóż, nie da się ukryć, że szaremu człowiekowi niedostępne są budżety wydziałów kryminalnych policji czy innych trzyliterkowych służb. No ale w końcu polega darwinizm społeczny polega na tym, że sami są sobie winni, że nie stać ich na pozyskiwanie „samych sprawdzonych informacji”.

      IMO trochę bardziej przerażające w tym wywiadzie jest to, że najpierw leci tekst „nie poprawia im się tak samo szybko, jak innym”, a potem w przykładach jest coś o „niespłacalnych kredytach” czy „prekaryzacji”. Lolkowi wydaje się, że niepewność jutra, charakterystyczna dla obu tych sytuacji, jest także cechą sytuacji dość poważnie kryzysowej. Nie ma tu większego znaczenia fakt, że dziś jest co włożyć do garnka.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s