Ach ci piesi

Stowarzyszenie „Miasto Jest Nasze” tuż przed świętami wrzuciło na swój facebookowy profil transportowy granat:

Granat trafił prosto w szambo, więc na powierzchnię wydostało się trochę gazów lobby kładzenia cegieł na pedale przyspieszenia. Także dzisiaj poodpowiadamy sobie trochę na „wątpliwości” przyniesione razem z tymi gazami.

1. Dlaczego nie przeprowadzono szczegółowych badań dotyczących (tego czy tamtego)?

Hmm… biorąc pod uwagę, że na świecie w wyniku wypadków drogowych każdego roku traci życie 1,25 miliona ludzi, z czego 270 tysięcy to piesi, to należy spodziewać się, że zagadnienia tychże wypadków są dość detalicznie badane. Istotnie, istnieje szereg naukowych i branżowych czasopism, w których takie zagadnienia są podejmowane. Accident Analysis & Prevention czy Journal of Safety Research to pierwsze z brzegu przykłady. Także w polskojęzycznej prasie naukowej i branżowej można odnaleźć artykuły poświęcone tej tematyce. Dość relewantnym, a zarazem ciekawym i aktualnym może być pochodzący z czasopisma Autobusy – Technika, Eksploatacja, Systemy Transportowe (nr 11/2016, s. 75-81) artykuł Jureckiego, Jaśkiewicza i Więckowskiego (.pdf!) zatytułowany „Bezpieczeństwo niechronionych uczestników ruchu drogowego w Polsce”, nad którym się w dalszej części pracy trochę popastwimy (gdyż jest on napisany z perspektywy raczej przyjaznej samochodziarzom :-p ).

No ale przechodząc do odpowiedzi na pytanie. Wrażenie to jest mylne i powstaje stąd, że ani facebook, ani tvn24 nie są mediami branżowymi, w których cokolwiek się detalicznie bada. Cel istnienia tych mediów jest inny, powiedzmy że bardziej ogólnoinformacyjny, zwracający na coś uwagę czy zapewniający swobodę plotkowania.

Wracając do artykułu Jureckiego, Jaśkowiaka i Więckowskiego szybko możemy wyłowić z niego kilka interesujących cytatów.

Od 2011 roku całkowita liczba wypadków zmniejszyła się o blisko 18 procent, co jednocześnie spowodowało spadek liczby zabitych o ponad 30%. W tym czasie liczba wypadków z udziałem niechronionych uczestników ruchu zmniejszyła się o blisko 15% a liczbę zabitych zredukowano o 25% [14].

W analizowanym [okresie – 2010-2015 przyp. lolek] piesi stanowili nawet 35% wszystkich zabitych w wypadkach drogowych [w 2014 przyp. lolek], a w roku 2015 – 31,4% [14].

Stosując pewne wskaźniki względne np. liczbę zabitych przypadających średnio na 100
wypadków można zauważyć, że w 2013 roku wskaźnik „ciężkości” wypadku wynosił w Niemczech tylko 1,1 w Czechach 3,2 a w Rumunii osiągnął poziom 7,5. Niestety w Polsce w roku 2013 wynosił on aż 9,4! [14], w roku 2015 został od zredukowany do poziomu 8,9 [4, 14].

Więc MJN trochę dramatyzuje z tym, że „na polskich ulicach jest coraz gorzej”. Jest dramatycznie źle, ale w ostatnich latach doświadczyliśmy minimalnej poprawy.

2. Te wszystkie śmiertelne ofiary są dlatego, że nieoświetleni piesi łażą sobie po pijaku poboczem

Po zajrzeniu do wspomnianego artykułu szybko odkryjemy, że tylko jeden-dwa procent wypadków z udziałem pieszych ma miejsce, gdy Ci idą poboczem. Ale oddając głos autorom.

2015 roku ponad 40% wypadków, w których uczestniczyli piesi miało miejsce właśnie na przejściu. Co warte podkreślenia ponad 70% wypadków w 2015 roku miało miejsce w miejscach udostępnionych do ruchu pieszych, co może świadczyć o tym, że poziom ich zabezpieczenia jest wciąż niewystarczający.

Tak tak powtórzmy jeszcze raz: ponad siedem na dziesięć wypadków z udziałem pieszych wydarzyło się w miejscu, gdzie pojawienie się owego pieszego było jak najbardziej spodziewane. Cztery wypadki na dziesięć to przejście dla pieszych, a kolejne trzy na dziesięć to skrzyżowanie.

3. Wypadki są dlatego, że piesi się nie nauczyli, iż jak jest ślisko, to wyhamowanie nawet z 30km/h stanowi problem, więc wskakują wprost pod koła

Tak skonstruowany argument od razu ujawnia, że mamy do czynienia z członkiem stowarzyszenia kierowców przygniatających cegłą pedał przyspieszenia.

Przypomnijmy pewien wykres, który został już kiedyś na łamach tego blogaska przytoczony.

speedkillrate
Prawdopodobieństwo zadania śmierci pieszemu w zależności od prędkości uderzenia w niego. Rysunek wyrżnięty z preprinta Rosen E., Sander U.: Pedestrian fatality risk as a function of car impact speed. Accident Analysis & Prevention, vol. 41, nr 3, 2009, s. 536-542.

No więc sytuacje, w których kierowca nie doszacował poziomu śliskości drogi, więc stąd nie zdołał wyhamować z prędkości 30km/h i uderzył pieszego z prędkością powiedzmy 5km/h powodują śmierć tego pieszego w 0 do 1 przypadków na 100. Tak tak, trzeba mieć wyjątkowy niefart, by zabić kogoś potrącając go z prędkością 5km/h. Ba nawet potrącając z prędkością 50km/h samobójcę, który wskoczył nam wprost pod koła, zabijemy go tylko w ok. 6 do 15 przypadków na 100. Co innego, gdy nie zauważyliśmy tego kamienia pomiędzy nogami i zapomnieliśmy, że pod nim jest taki jeden pedał, więc jedziemy 130km/h.

Podobne wnioski płyną z artykułu Jureckiego, Jaśkiewicza i Więckowskiego:

Co warte podkreślenia wypadki z udziałem pieszych najczęściej mają miejsce w terenie zabudowanym. W roku 2015 było tam ich blisko 90%. Pomimo tak dużej częstotliwości wypadków w terenie zabudowanym, śmierć ponosi w nich 47% pieszych. Okazuje się bowiem, że w terenie zabudowanym wypadki pociągają za sobą stosunkowo mniej groźne następstwa. Jeśli wyznaczy się wskaźnik ciężkości wypadku z udziałem pieszych w terenie zabudowanym wynosił on w roku 2015 statystycznie około 7,8 zabitych, podczas gdy wypadek miał miejsce poza tym terenem był wielokrotnie większy i osiągał aż 37,6 osoby zabitej na 100 wypadków.

Zastanówmy się jeszcze, skąd się wzięło owe „wskakiwanie wprost pod koła”. Czyżby był to popularny sposób popełniania samobójstwa? Być może. Z drugiej strony wrażenie takie może powstać też dlatego, że „wskakiwanie wprost pod koła” oznacza wejście na jezdnie w czasie utrudniającym jakąkolwiek reakcję. Załóżmy sobie1, że kierowca potrzebuje około jednej sekundy na reakcję, więc czuje duży dyskomfort, gdy musi zareagować w 1-2 sekundy.

  • przy prędkości 30km/h „nagle” oznacza sytuację, w której pieszy wchodzi na jezdnię 8-16 metrów przed samochodem. 8 metrów to odległość linii warunkowego zatrzymania (znak P-14) przy sygnalizatorze wiszącym nad jezdnią. 4 metry to minimalna szerokość oznakowania przejścia dla pieszych (popularnej zebry, znak P-10), więc przy tej prędkości rzeczywiście mówimy o wejściu pieszego, gdy samochód jest już blisko.
  • przy prędkości 130km/h odległość ta wynosi odpowiednio 36-72 metry, czyli ok.jedną-dwie długości boiska do piłki ręcznej. Jadący z taką prędkością samochód przejedzie długość boiska piłkarskiego w około 3 sekundy, czyli dużo szybciej niż Robert Lewandowski. Tymczasem, ile to jest 100 metrów z perspektywy pieszego (jeśli ktoś rzadko biega po stadionach piłkarskich), to można sobie obejrzeć na tym filmiku. Jeśli zaplanowana prędkość na drodze wynosi 60km/h lub mniej, to w odległości 100 metrów od przejścia stawia się znak ostrzegający o tym, że się do niego dopiero zbliżamy (A-16). Tak więc szanowny członku stowarzyszenia ludzi przygniatających pedał gazu cegłą: weź łaskawie pod uwagę, że przy dużo niższych prędkościach projektowych drogi niż sobie zwyczajowo jeździsz, wszystko będzie się „działo nagle”.

4. W języku fachowym nie ma czegoś takiego, jak „przechodzeń”

Serdecznie dziękujemy za zwrócenie uwagi językowy nazisto.

A teraz obiecywane pastwienie się czyli „Szanowni Panowie Doktorzy”

Przedmuchiwanie gazów wygenerowanych przez lobby kierowców automatyzujących jazdę samochodem przy pomocy cegły bywa nużące, więc teraz lolek sobie odbije i odniesie się do samego artykułu Szanownych: Pana Doktora Jureckiego, Pana Doktora Jaśkiewicza oraz Pana Doktora Więckowskiego. Lolkowi chodzi o ten konkretny fragment:

Jednocześnie poprzez działania prewencyjne warto uzmysłowić pieszym, że obowiązująca zasada ograniczonego zaufania dotyczy również ich a jadący pojazd nie jest w stanie zatrzymać się nagle, w miejscu zaś kierujący musi mieć odpowiedni czas na zareagowanie [2]. Ma to duże znaczenie, bowiem wtargnięcie przed nadjeżdżający pojazd to jedna z głównych przyczyn wypadków [14]

No więc Szanowni Panowie Doktorzy, lolka niezmiernie interesuje jak Szanowni chcą „uzmysławiać” cokolwiek pieszym, którzy:

  • mogą być małymi dziećmi
  • mogą być niepełnosprawni umysłowo
  • mogą być obarczeni poważnym upośledzeniem wzroku, albo słuchu (bo np. mają słuchawki) lub innymi – sprzężonymi w dowolny sposób, co jest np. typowym objawem niedołężności osób starszych
  • mogą mieć problemy z poprawną oceną odległości i prędkości, bo np. patrz wyżej albo mają gorączkę i boli ich głowa, więc właśnie idą do lekarza pierwszego kontaktu
  • mogą być narażeni na działanie trudniejszych warunków pogodowych niż kierujący pojazdami, pod które wchodzą, bo nie mają grzałki czy klimy chroniących przed niekorzystnym zakresem temperatur, tudzież szyby chroniącej przed wiatrem, deszczem i śniegiem – a wszystkie powyższe mogą negatywnie wpływać na ocenę sytuacji drogowej
  • mogli nigdy nie siedzieć za kierownicą samochodu i nigdy nie zdawać nawet teoretycznego egzaminu na prawo jazdy
  • mogą być turystami z innych krajów, gdzie zasady ruchu drogowego są zwyczajnie inne
  • itd.?

Ech, lolek bardzo serdecznie przeprasza, ale zwyczajnie nie lubi argumentacji ad arcybiskupum Michalikum, w której winą za wszystko obarcza się tych najsłabszych, którzy w domyśle mają „myśleć też za tych silniejszych”. Lolek jest zwolennikiem podejścia „odpowiedzialność adekwatna do kompetencji”, wg której to raczej kierowca powinien myśleć za pieszego, a nie odwrotnie. Lolek głęboko wierzy też, że podstawy BRD dla pieszych są jednak dość dobrze wykładane przez policjantów w przedszkolach i podstawówkach. Więc nie widzi za bardzo pola do głębszego „uzmysławiania”. No może poza tymi pieszymi w słuchawkach. Za to pole do „uzmysławiania” dla kierowców wydaje się być ciągle dość spore :-P.

No i jeszcze taka uwaga do samego artykułu źródłowego z tvn24.

[tvn] Ci piesi giną na przejściach czy nie?

[dr hab. inż. Piotr] Olszewski: W Polsce co trzeci zabity pieszy ginie na przejściu. To też bardzo wysoki współczynnik. Na przykład w Niemczech wynosi on 4 procent. Oczywiście nasze statystyki wypadkowe się poprawiają, ale właśnie na przejściach się nie zmieniają, a nawet rosną. To jest niepokojące.

[tvn] Skąd ten problem?

Olszewski: Trudno wskazać jedną przyczynę, to jest cały katalog naszych zaniedbań. Generalnie – i to jest też spostrzeżenie ekspertów z zagranicy – u nas jest malowanych za dużo przejść typu zebra (bez sygnalizacji – przyp. red.).

Szanowny Panie Doktorze,

Wskazał Pan na poważny konflikt, a nawet powiedział w wywiadzie, że „W śródmieściu miasta powinno się w pierwszej kolejności dbać właśnie o pieszych czy rowerzystów, a nie o kierowców”. Szkoda, że wątek ten nie został rozwinięty, więc dopowiedzmy sobie, że:

  • likwidacja przejść dla pieszych, jakkolwiek być może korzystna z perspektywy brd, to może powodować znaczne wydłużenie drogi pieszego (często powyżej granicy atrakcyjności tego ruchu sprzyjając przesiadce do samochodu). Jedną z pierwszych grup, które szczególnie na tym cierpią, są niepełnosprawni ruchowo (z ich punktu widzenia najlepiej byłoby umożliwić przekraczanie jezdni w dowolnym punkcie, bo przebycie każdego metra jest znacznie trudniejsze), ale sprawnym pieszym też to utrudnia. Także likwidacja przejść dla pieszych wprost sprzyja zwiększeniu tzw. efektu odcięcia (np. poszczególnych części miasta od siebie). Odcięcie niekorzystnie wpływa na szeroko rozumiany dobrobyt okolicznych „odcinanych” mieszkańców (np. trudniej jest o utrzymanie znajomości z tymi po drugiej stronie drogi) oraz jest prosamochodowe, czyli sprzyja wygenerowaniu problemów w innych miejsach, np. ograniczeniu widoczności przez zaparkowane pojazdy
  • budowa kładek nad i podziemnych też jest połowicznym rozwiązaniem, gdyż pokonywanie wzniesień wymaga znacznie wyższych wydatków energetycznych (niepełnosprawni), a także może powodować wtórny efekt odcięcia (brak poczucia bezpieczeństwa w przejściach.

No to się lolek wyżył.


  1. lolkowi nie chce się tutaj zaglądać do literatury fachowej, więc będzie wdzięczny za ewentualne komentarze – relewantny artykuł zdaje się być cytowany pod pozycją 2 w pracy Jureckiego, Jaśkiewicza i Więckowskiego. 
Advertisements
Ach ci piesi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s