Stan wyjątkowy

Ustawa o zgromadzeniach „ma cechy stanu wyjątkowego” stwierdził niedawno Sąd Najwyższy.  Czyżby więc miłościwie nam obecnie panujący planowali wdrożyć permanentny stan wyjątkowy? Niewykluczone. Z tym, że AntyPiS zrobił to już jakiś czas temu. Ale od początku.

1

Jednymi z ważniejszych regulacji w państwach demokracji liberalnej są m.in. te regulujące przebieg wyborów. To dzięki tym regulacjom w USA można zdobyć najwięcej głosów poparcia, a i tak przegrać. Naturalna jest więc sytuacja, w której to właśnie niedoskonałościom tychże regulacji przypisuje się dostrzeżone niezgodności pomiędzy ogłoszonym wynikiem wyborów, a tym jak owy wynik powinien wyglądać w odczuciu dostrzegającego. W krajach demokratycznych można poddać pod dyskusję takie wątpliwości oraz propozycje polepszenia regulacji, co zresztą niejednokrotnie ma miejsce. Żeby wspomnieć kilka przykładów z Polski, to będzie to np. propozycja Kukiza wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Jakkolwiek lolek uważa, że środowiska okołociasteczkowe przeceniają siłę pojedynczych posłów oraz pokładają nadmierną ufność w czystość intencji partii firmujących kandydatów w JOWach, w związku z czym proponują rozwiązania jeszcze bardziej betonujące scenę polityczną niż ma to miejsce w ordynacjach proporcjonalnych. Musi jednak przyznać, że środowiska te we właściwym miejscu lokują źródło postrzeganych przez siebie problemów. Ba, nawet PiS, gdy przegrywał wybory, to odpowiedzialnością za to obarczał raczej regulacje dot. konstrukcji kart wyborczych (książeczki), a nie to, że Zbigniew Stonoga postanowił wejść do polityki.

Na scenie politycznej istnieje też jeden dość głośny wyjątek od tej zasady. Mianowicie AntyPiS, który uparcie zwycięstwo PiSu widzi w tym, że „lewica nie poszła Razem”. Rzeczywiście 37,58% poparcia, które zyskał PiS, w systemie idealnie proporcjonalnym powinno przełożyć się na niecałe 173 mandaty poselskie, a przełożyło się na 235 mandatów, czyli PiS dostał bonus za zwycięstwo o wartości 13,5pkt.%. Jednocześnie partie ZL i Razem uzyskując łącznie ponad 11% poparcia nie wprowadziły do sejmu ani jednej posłanki.

Dlaczego jednakże AntyPiS nie chce widzieć w tym kwestii wadliwej ordynacji, lecz kwestie osobistej odpowiedzialności ludzi kojarzonych z lewicą? Co sprawia, że AntyPiS wchodzi w tony, które słusznie kojarzą się z uskutecznianym w poprzednim systemie nakłanianiem do przynależności do określonej partii czy też oczekiwaniem maszerowania razem w określonych demonstracjach?1 Zapewne jest to tylko cyniczna gra polityczna liderów AntyPiSu, którzy za pewnik uznali, że PiS w końcu potknie się o własne sznurówki i upadnie, więc lepiej już teraz pacyfikować potencjalnych konkurentów, chociaż Ci są dziś słabi w porównaniu do PiSu. Co jednak powoduje, że w narrację o „Oddzielnie” tak chętnie powielają pomniejsze „lemingi” AntyPiSu? Można pokusić się tu o dwa wyjaśnienia.

Pierwszym jest mentalność opozycji komunistycznej2. Za PRL przez długi okres czasu ustalanie reguł wyborczych było absolutnie poza zasięgiem opozycjonistów. System się zmienił, ale stare przyzwyczajenia już niekoniecznie. Oczywiście pewne wsparcie dla tej mentalności zapewniają mechanizmy wyparcia ze świadomości faktu, że przez 8 lat przed PiSem rządziła PO (będąca dziś istotnym członkiem koalicji AntyPiS oraz swego czasu reklamowana, jako jedyna siła, która jest zdolna powstrzymać PiS). Miała więc sporo czasu na zmiany w ordynacji w kierunku większej zgodności z konstytucją, czytaj większej proporcjonalności i mniejszych bonusów za zwycięstwo. Ale środowisko to wolało raczej JOWy, które swoją drogą obowiązują w Senacie i dały w ostatnich wyborach jeszcze wyższy, bo ponad 20pkt.%, bonus za zwycięstwo i to pomimo tego, że „lewica nie szła oddzielnie”3.

Drugie wyjaśnienie jest takie, że mamy stan wyjątkowy. „PiS u bram”, więc każdy bez wybrzydzania ma robić dokładnie to, co dowódczynie AntyPiSu uznają za stosowne. A kto się wyłamie, ten efektywnie jest za PiSem hop hop hop4.

2

Ujawnienie przez „Gazetę Wyborczą” warszawskiej afery reprywatyzacyjnej uderzyło politycznie w obóz demokratyczny, a z pewnością działa na korzyść PiS. Nie ujawnienie zaprzeczyłoby jednak tożsamości obozu demokratycznego. To część większego problemu.

pisze na łamach Krytyki Politycznej Sławomir Sierakowski dość często przywołując „stojący u bram PiS”. A lolek ze zniecierpliwieniem czeka na kontynuację rozważań, które brzmiałyby mniej więcej tak:

Ujawnienie przez kościół katolicki czynów pedofilskich jego członków uderzyłoby w czystość autorytetu moralnego kościoła, a z pewnością zadziałałoby na korzyść antyklerykałów. Nieujawnienie pozwoliłoby jednak na dalszą nieskrępowaną działalność pedofilską. To część większego problemu.

W zasadzie to ten drugi dylemat został w kk już wcześniej rozwiązany – zdaje się, że na korzyść siedzenia cicho i udawania, że problem pedofilii nie istnieje. Stąd znamy w tym przypadku długoterminowe efekty takiego działania – problem pedofilii wypłynął i to w takiej formule, że pedofilia z czynów pojedynczych członków organizacji przeniosła się na poziom całej organizacji, tak że za odpowiedzialnych uznaje się nawet pomniejszych księży, którzy mogli o niczym nie wiedzieć.

Tak czy inaczej. Jeśli obawiasz się, że PiS zaprowadzi cenzurę dotyczącą niewygodnych dla niego faktów, to nie przejmuj się. AntyPiS w najlepsze rozważa to samo.

3

„Dobrze” – mógłby ktoś powiedzieć – „ale po co robienie takich porównań, skoro PiS wcale nie jest lepszy, a wręcz prześciga się z AntyPiSem w konkursie na bycie najgorszym, chwaląc się jak dziecko, gdy proponowane przez niego regulacje są drugimi od końca pod względem jakości (ale przed AntyPiSem)”.

Ano po to, że jest jednak pewna zasadnicza różnica pomiędzy oboma tymi obozami politycznymi. PiS kreuje się na siłę polityczną, która „uczyni Polskę na powrót wielką”. Za to AntyPiS kreuje się na „obrońców demokracji”.

I tu dochodzimy do smutnej konkluzji, że nie da się bronić demokracji, jednocześnie zawieszając ją na kołku. Bo robi się z niej wtedy puste formalizmy w stylu „masz pełne prawo założyć własną reprezentację polityczną, protestować z kim chcesz i kiedy chcesz oraz pisać o czym chcesz, ale jeśli skorzystasz z tych praw, to postąpisz bardzo źle efektywnie wspierając PiS”. To przecież brzmi jak pełna kapitulacja demokracji liberalnej przed samą sobą, która jawi się do tego, jako wyjątkowo nietrwała i szybko zapadająca się pod własnym ciężarem. To są oczywiście brednie. Rozpada się co najwyżej tylko AntyPiS (i to nawet szybciej od PiSu, jakby ktoś się zastanawiał dlaczego pomimo tych wszystkich zamordystycznych pomysłów poparcie się za bardzo nie zmienia).

Niemniej jednak takie działania AntyPiSu efektywnie stawiają bardzo niską poprzeczkę PiSowi w zakresie utrzymania standardu demokratycznego (i nie tylko tym zakresie). Mało kto będzie tęsknił za wolnością słowa, w której nie wolno mówić o kimś złych słów i o swobodzie zrzeszania się, w której nie wolno się swobodnie zrzeszać, „bo PiS”. Poza tym, przy tak mało wiarygodnej narracji, bardzo łatwo jest uwiarygodnić inne. Ot np. że demonstracje KOD to tak naprawdę marsze poparcia dla niepłacenia alimentów przez Kijowskiego czy też obrony odrywanych od koryta. Warto zauważyć przy tej okazji, że AntyPiS retoryką stanu wyjątkowego uskutecznioną przez red. Żakowskiego sam utrudnił sobie krytykę działań PiSu w zakresie dbania o dobrostan dzieci (które to działania wcale świetne nie są 1, 2, 3). Bo jak tu krytykować, że ktoś dzieci nie szanuje, jeśli samemu stoi się na stanowisku, że w obecnym stanie wyjątkowym utrudnianie im życia jest akceptowalne5?

Lolek wie, że w KODzie jest wielu niezaczadzonych stanem wyjątkowym ludzi. Ale co począć, że ruch ten przyjmuje twarz lepiej słyszalnych red. Żakowskiego czy red. Sierakowskiego.


  1. Pomińmy tutaj kwestie naiwności wiary w to, że środowiska wyrosłe m.in. z pacyfizmu antywojennego pójdą ręka w rękę ze środowiskami prowadzącymi te wojny (w Iraku i Afganistanie). Pomińmy też ogólną dziecinność tych rozważań, zgodnie z którymi można sobie posumować dowolne wyniki, by uzyskać pożądany rezultat, np.: „abo gdyby PO połączyła się z PSL i .Nowoczesną oraz przygarnęła Palikota (o czym zresztą w kółko gadają), to wygraliby wybory albo przynajmniej byli Zjednoczoną Opozycją” czy „gdyby PO połączyło się z PiSem to już w ogóle miałyby większość konstytucyjną”. Pomińmy też rozważania o tym czy lewica „idąc razem” zyskałaby więcej głosów. Na moje oko byłoby wręcz przeciwnie, czyli decyzja o marszu oddzielnie sprawiła, że więcej osób poczuło się na tyle reprezentowanych, że poszło zagłosować (czytaj demokracja lepiej zadziałała). 
  2. Nie mylić z wyrażeniem „postkomunizm”. 
  3. Partia Razem nie wystawiła kandydatów na senatorów. 
  4. Jak to dobrze, że mój blogasek jest tak niszowy, że prawdopodobnie nie będę miał wątpliwej przyjemności czytania tu komentarzy zagrzewających do skakania razem. 
  5. Samo zagadnienie rozwiązań systemu alimentacyjnego w świecie, w którym praca ma „bardzo ciekły” charakter, jest dość ciekawe. Np. jak zapewnić odpowiednią szybkość zmian wysokości alimentów, która nadążałaby za zmianami uzyskiwanego wynagrodzenia. I to w taki sposób, by nie można było zbytnio oszukiwać. Lolek np. w tej materii jest dość sceptyczny, jeśli chodzi o odbieranie alimenciarzom praw jazdy. Jako środek zastraszenia jest to skuteczne, ale takie odebranie prawa jazdy w sytuacji, gdy alimenciarz naprawdę stracił ważne źródła dochodów, to jednak droga do dalszego odcięcia go od potencjalnych źródeł i sprowadzenia wszystkiego do stanu „nie będzie niczego”. Ale cóż, AntyPiS w tym temacie gada o jakimś stanie wyjątkowym. Więc na ciekawszą dyskusję można obecnie liczyć co najwyżej ze strony Kukiza lub Razem. 
Reklamy
Stan wyjątkowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s