A może tak propozycja ustawy?

dzieci_nieubogacaja
Dane GUS „Budżety Gospodarstw Domowych w 2015”

Fanów ustawy antyaborcyjnej można z grubsza podzielić na kilka kategorii:

  1. Tych, którzy wiedzą, że jest to obrzydliwy pomysł, ale „szef każe”, a dumne porzucenie pracy w imię wyższych idei nie jest wcale łatwe w kraju, w którym nie ma socjalu.
  2. Tych, którzy naiwnie zakładają, że ciąża i urodzenie dziecka uczynią ludzi lepszymi. Np. zakładają, że urodzenie dziecka spowoduje, że ktoś nagle stanie się „odpowiedzialny”. Albo nie rozumieją, że słowo „ubogacać” ma też inne znaczenia niż to w wymiarze finansowym, więc wbrew rzeczywistości (patrz wyżej) zakładają, że czym więcej dzieci, tym więcej pieniędzy w portfelu.
  3. Tych posiadających specyficzne sumienia. Specyficzne, bo np. potwierdzone wyrokiem sądu. Lub sumienia dziurawe, o których już dekady temu śpiewał Grabaż. Lub sumienia mario-antoninowe lubujące się w zachwalaniu nędzy z pozycji względnego luksusu. Lub ordynarne sumienia psychopatyczne, które stoją na stanowisku, że „droga do zbawienia prowadzi przez cierpienie innych osób”.
  4. Tych, którzy dali się omamić wcześniejszym grupom, bo życie jest za krótkie na rozmyślania na każdy możliwy temat.

Oczywiście to ta trzecia grupa powinna być w największym centrum zainteresowania lewactwa i innych pro-choicerów.

Więc może propozycja ustawy?

Nie, nie o ustawę liberalizującą aborcję mi chodzi*. Ale najpierw trochę wstępu, zanim przejdziemy do sedna.

Jak wiemy, ludzie nazywający siebie „obrońcami życia” przekonują nas, że procedowana ustawa antyaborcyjna tak naprawdę dopuszcza przerwanie ciąży, gdy „rozwój wypadków nieuchronnie prowadzi do śmierci matki lub dziecka”. Takie przynajmniej tworzą memy. Bo w uzasadnieniu do ustawy (.pdf str. 7), to można znaleźć takie fragmenty, jak:

Tymczasem w świetle współczesnych standardów medycznych aborcja nie może zostać w żadnych okolicznościach uznana za niezbędną dla ratowania życia matki[14]. W efekcie, o spełnieniu przesłanki niezbędności można by mówić wyłącznie w sytuacji, kiedy przeprowadzenie zabiegu aborcji byłoby jedynym możliwym sposobem, który obiektywnie umożliwiałby uratowanie życia matki.

Zarówno w memie, jak i w uzasadnieniu mamy też takie słowa, jak „nieuchronnie” czy „obiektywnie”. To z powodu tych słów, lekarze którzy przeprowadzają ratujące życia zabiegi aborcji mówią, że będą musieli „jej [kobiecie] i dziecku dać umierać” (lekarze, którzy nie wykonują aborcji, nie mają w tym zakresie moralnego prawa do wypowiadania się). Lolek też na ten temat popełnił swego czasu notkę. Ale bądźmy szczerzy, niezbędnymi do wyjaśnienia dlaczego tak będzie, są zdania brzmiące mniej więcej tak:

A jako, że świat jest nieliniowy i dynamiczny, w praktyce będzie to oznaczać podejmowanie decyzji w momencie, gdy jest już za późno.

Zdania te są trudne do zrozumienia, jeśli nie posiada się przynajmniej dyplomu porządnych studiów wyższych. A poza tym na prosty mem potrzeba tysiąca słów wyjaśniających, że jest inaczej.

Więc przejdźmy do propozycji ustawy. Otóż jest ona prosta. Zakłada jedynie, że pro-lajferom, którzy dostali zawał serca, można pomóc dopiero w sytuacji, gdy zawał ten nieuchronnie i obiektywnie będzie zagrażał ich życiu.

Mały zawał, powodujący tylko lekki ból, nie jest jeszcze w myśl tej ustawy wystarczającą przesłanką do pomocy. Można wręcz mówić, ze oczekiwanie pomocy w takich sytuacjach to przejaw niedojrzałości (dorośli wiedzą, że życie boli), nieodpowiedzialności (wielu innych potrzebuje pomocy bardziej), a nawet swoistej wygody (to przecież tylko lekkie kłucie). Ale dobra, ewentualnie dopuśćmy jakiś łagodny środek przeciwbólowy (byleby nie aspirynę). Większy zawał powodujący większy ból też się nie kwalifikuje do pomocy. Trzeba zaczekać na rozwój wydarzeń, bo może skończy się tylko na trwałym inwalidztwie, a to jeszcze nie jest zagrożenie życia. Dopiero gdy serce przestanie pracować, będzie można rozpocząć akcję ratunkową. Oczywiście w tym momencie serce będzie często już tak zniszczone, że akcja ta nie przyniesie sukcesu. Tak to przynajmniej widzi lolek. Rozpowszechniane przez prolajferów memy na pierwszy rzut oka zdają się twierdzić inaczej, więc lolek w sumie się dziwi, że prolajferzy w ramach dania dobrego przykładu, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują”, jeszcze do tej pory sami nie zaproponowali takich przepisów.

Oczywiście proponowana ustawa ma dobre wyjaśnienie etyczne**. Bazuje ono na kombinacji zasady wystarczalności oraz zasady wzajemności – „wystarczy, że pro-lajferzy będą mieli taki poziom usług medycznych, jaki sami proponują innym”.

Ech, lolek się rozmarzył. Nie ma to, jak mieć blogaska, gdzie można takie marzenia zachować dla potomności.


*Tzn. nie mam nic przeciw takiej ustawie, ale wszyscy widzą, jak takie propozycje kończą.
**Odpowiednimi kombinacjami i manipulacjami chyba wszystko da się zrobić etycznym.

Advertisements
A może tak propozycja ustawy?

6 uwag do wpisu “A może tak propozycja ustawy?

  1. teogderyk pisze:

    Jak już tak sobie marzymy, to ja bym chciał żeby prolajferzy, tak gardłujący o boskich przykazaniach i wyrokach, wykazali się konsekwencją i gremialnie zrezygnowali ze stosowania jakichkolwiek, nawet najdrobniejszych, zabiegów medycznych. I pewnie, z czasem, problem prolajferów rozwiązałby się sam. Przecież wedle ich własnych nauk np. takie laseczki tężca na jakimś kamieniu, o który skaleczył się taki prolajfer, nie mogły znaleźć się tam przypadkiem. No bądźmy poważni!

    Jakby przypadkiem zaplątał się tu jakiś prolajfer, to uprzedzam, że zadaję sobie sprawę, że oficjalne, korporacyjne stanowisko zaprzecza jakoby choroba była karą za grzech. Jednak argumentację wspierającą te stanowisko, jaką znalazłem w katolickim tygodniku „Niedziela” w wykonaniu dwóch korporacyjnych przedstawicieli (jednego z tytułem, hehe, doktora), mogę podsumować, parafrazując kolejnego klasyka, jedynie tak: *I find your lack of logic… disturbing.”

    Lubię to

  2. teogderyk pisze:

    O rany, będzie flejm, będzie flejm! 😉

    Zainspirowany komentem lolka na blogu slwstra, dotyczącym przekroju demograficznego przedstawicieli środowiska pro-life, wynurałem w internetach komunikat CBOSu z maja br., analizujący poglądy Polaków na temat dopuszczalności aborcji. Na samym wstępie autorka opracowania pisze:

    Stosunek do aborcji w różnych sytuacjach najbardziej związany jest z udziałem w praktykach religijnych. Wpływ wieku, wykształcenia, wielkości miejsca zamieszkania oraz dochodów per capita w gospodarstwie domowym nie jest przesądzający.

    Sugerowałoby to, tak jak chce lolek, że stereotyp „mohera” każącego kobietom rodzić bez względu na okoliczności przyrody, może być przejawem ageizmu.

    Jednak, po pierwsze primo, naprawdę trudno mi powiedzieć w oparciu o co autorka doszła do takiego wniosku. O ile coś mi nie umknęło, w samym opracowaniu ciężko znaleźć jakieś konkretne dane, które wspierałyby to stwierdzenie.

    Po drugie primo, w innym komunikacie z lipca 2010 r. widać wyraźnie, że grupie osób szczególnie swiętojebliwych (odbywających praktyki religijne kilka razy w tygodniu) dominują osoby starsze, tj. w wieku 55+ (tab. 1, str. 3).

    No i ostatnie primo, jak wynika z tego komunikatu (rys. 2, str. 3), wśród polskich kobiet wydaje się dominować postawa pro-life. Także, o ile kobiety po pięćdziesiątce (prezentowane wyniki dotyczą kobiet do 49 r. życia) gwałtownie nie liberalizują swoich poglądów dotyczących dopuszczalności aborcji, traktowanie grouppies o. Derektora jako ikonicznych prolajfersów jest w pewnej mierze uzasadnione.

    Podsumowując, niech no lolek wygrzebuje te kwity, że tak naprawdę ta prolajferska konserwa to millenialsy i podstarzali przedstawiciele BKŚ.

    Lubię to

    1. Lolek wygrzebał. Skojarzył u slwstra inną notkę slwstra. Chyba trochę błędnie, bo rzeczywiście 65lat+ też ma „niezły” wynik. http://slwstr.net/pk3/2016/glosne-klamstwa Tam też trochę lolkowego flejma.

      Lolek chciałby przypomnieć, że nie każdy moher to od razu fanatyk religijny. A nawet jeżeli, to lolkowe nabijanie się z antymoheryzmu jest przez analogię do nabijania się z tych wszystkich, którzy np. fatalną jakość służby zdrowia zwalają w całości na pielęgniarki. Tymczasem kształtujące system ośrodki decyzyjne znajdują się w innych miejscach. A agresja wobec najsłabszych jest niezgodna z lewackim światopoglądem, bo ten zakłada coś przeciwnego. Oprócz tego jest zazwyczaj przeciwskuteczna – oblężone twierdze itp.

      Lubię to

      1. teogderyk pisze:

        Nie, no żeby była jasność. Moim zamiarem nie jest zrzucenie winy za to co się teraz dzieje wokół wiadomej ustawy na mohery (płci obojga). Jest dokładnie tak jak mówi lolek, one dyndają na końcu decyzyjnego łańcucha pokarmowego i są, tak naprawdę, ofiarami sekciarza z Torunia, reszty panów w sukienkach i polityków. Zainteresowało mnie tylko to jak postawa pro-choice i pro-life wygląda różnych grupach wiekowych. Także dziękuję za namiary na wcześniejszą dyskusję na ten temat.

        Lubię to

  3. teogderyk pisze:

    W sumie może to podpadać pod necrobumping, ale moja obecna zapytywalność do lolka bardziej pasuje tematycznie do tej notki niż tej chwilowo (mam nadzieję) ostatniej, o istocie lewactwa.

    Otóż internety uprzejmie donoszą, że czarnyprotest okazał się miażdżącym sukcesem tj. zmobilizował do aktywnego sprzeciwu miliony kobiet oraz zmusił Nadprezesa i jego akolitów do podkulenia ogona i gwałtownej zmiany oficjalnej narracji dotyczącej nowelizacji wiadomej ustawy. A przynajmniej tak to na razie wygląda. No i tu dochodzimy do sygnalizowanej zapytywalności. Jakby lolek miał czas i ochotę powróżyć z fusów, to czy lolek sądzi, że skatalizowany właśnie gniew może doprowadzić do liberalizacji zapatrywań kobiet (a może Polaków płci obojga) dotyczących warunków dopuszczalności aborcji? [*,**]

    Bo muszę się przyznać, że dane z „kwitów” zalinkowanych w moim wcześniejszym komentarzu wprawiły mnie w lekkie osłupienie. Konkretnie rozchodzi mi się o stosunkowo silną postawę pro-life wśród najbardziej zainteresowanych tj. kobiet w wieku rozrodczym. Z jednej strony, jest to chyba kolejny gwóźdź do prawackiej argumentacji, że jak tylko aborcja „na życzenie” będzie możliwa, to się te cholerne baby en masse zaczną się puszczać, nie daj bosze z imigrantami zarobkowymi!!!11!, urządzając rzeź niewiniątek. Z drugiej, trochę niepokojącej, wychodzi, że tylko dla oszalałych lewaków jak lolek, czy ja (no i jeszcze kilku innych, rozsianych po zakamarkach internetów), „kompromis” aborcyjny jest kompromisem w cudzysłowie. Dla kobiet i nie tylko wydaje się być stosunkowo wiernym odzwierciedleniem ich zapatrywań.

    [*] Tak, boleśnie zdaję sobie sprawę z ironii losu! Znowu banda (wszystkich dwóch) facetów debatuje o sprawie, która ich bezpośrednio nie dotyczy. No ale dopóki lolek nie dorobi się grupy fanek, które mogłyby wnieść do dyskusji kobiecy punkt widzenia, to kogo mam męczyć, no kogo?!

    [**] Zdając sobie sprawę ze spekulacyjnej natury pytania, nie będę oczywiście żądał żadnych „kwitów”. Po prostu kompletnie nie umiem w socjologie i okolice, a lolek wydaję się być całkiem kumaty w te klocki i jestem po prostu ciekawy jaki jest jego insight w tej kwestii.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s