Great Sparrow campaign 2.0?

Dzisiaj króciutki wpis kontynuujący podjęty w poprzedniej notce temat latających dronów, które w pół godziny dostarczają funkiel nówki epsadryle nie mogącym się ich doczekać klientom, bo właśnie wcisnęli przycisk „kup to” i dokonali ekspresowej płatności.

Jednym z najbardziej znanych pomysłów na latające drony kurierskie jest ten Amazona, chociaż są też inni producenci, niektórzy mający na koncie nawet jakieś wdrożenia (np. transport próbek krwi). Ba, nawet NGOsy organizują przy ich pomocy happeningi. I to nawet ku przerażeniu niektórych fanatyków… w Polsce. Daje to pewne podstawy do przesłodkiego hurraotymizmu ziejącego z różnych portali IT i transportowo-logistycznych. Blogasek lolka jest szczęśliwie na tyle niszowy, że nie musi być przesłodkohurraoptymistyczny.

Jednym z podniesionych przez lolka w poprzedniej notce argumentów była kwestia kosztów wynikających ze stosunkowo dużej energochłonności latania połączonej z potencjalnie dłuższą drogą przemierzaną w dostawach bezpośrednich niż ma to miejsce w przypadku typowej dla współczesnego KEP trasie mleczarza1. No ale bądźmy szczerzy, jak ktoś pod wpływem wyindukowanego przez sprytny dział marketingu impulsu stwierdzi, że „musi mieć te espadryle” to zapewne doda do tego słowo „już”, więc będzie gotów zapłacić premium.

W poprzedniej notce zasygnalizowałem też, że pomiędzy etapami prototypu i dojrzałych (niedemonstracyjnych) wdrożeń widać różnicę. Jest to oczywiście różnica skali. Czym innym jest budzący ciekawość mediów (i gapiów) pojedynczy dron wiozący buty z Zelando jakiemuś wynajętemu celebrycie, a czym innym setka takich operujących nad głowami warszawiaków 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku2.

Dlatego wskazałem, że Ci, których nie będzie stać na płatności premium, i tak będą musieli słuchać hałaśliwych silniczków tych dronów rano, wieczór, we dnie, w nocy. Oczywiście ortodoksyjny liberał stwierdziłby, że „Są biedni, ich problem, jaki stan portfela, taki anioł stróż”, ale o tym kiedyś już pisałem.

Dziś o tym jak taki system dronów będzie współdziałał z naszymi miejskim ptactwem?

birds-1209541_1280
Jestem zoologicznym ignorantem, błagam o litość

No więc szykuje się tu poważny problem, gdyż zderzenia ptactwa z wykonanymi przez człowieka maszynami latającymi nie należą do przyjemnych dla żadnej ze stron takiego zderzenia. Ba dla obu stron bywają wręcz śmiertelnie niebezpieczne. Dlatego np. praktyka odstraszania ptactwa w okolicach lotnisk jest dość powszechna. Tyle, że po dronowej rewolucji całe miasta będą strefą lotów.

Obawiam się, że „zdroworozsądkowi racjonaliści” szybko usprawiedliwią sobie śmierć ptaków, no bo „hej, ajfony spadają z nieba”3. Więc ostatecznie zabierzemy staruszkom radość z dokarmiania gołębi. I kto wie, może wdrożymy nawet „kampanię tępienia wróbli 2.0″. Ta na pewno nie skończy się, jak wersja 1.0, bo (jakby powiedział to Prawdziwy Polak) jak wiadomo nie czyny generują rezultaty, ale identyfikacja polityczna czyniącego, a my komunę przecież zwalczamy ;-p.


  1. Oczywiście piszę tu wyłącznie o tzw. „ostatniej mili”. Systemy KEP jako takie, to systemy typu hub and spoke. I raczej takimi pozostaną nawet po dronowej rewolucji, bo jednak dostawa bezpośrednia latającym dronem na większe odległości to już kosztowo usługa nie tyle premium, co ekskluzywna. 
  2. Wcale się nie zdziwię, gdy „okaże się”, że operatorów takich dronów można outsourcować w Indiach czy Bangladeszu. Drony spadające na czyjąś głowę, bo „przerwało połączenie” wrzuci się w koszta. Również wcale się nie zdziwię, gdy te okażą się niskie – jesteśmy w końcu krajem przyjaznym przedsiębiorcom, dlaczego mielibyśmy zatem obciążać ich kosztami ich decyzji biznesowych, he? 
  3. A że dzieciom na głowy to problem rodziców. 
Advertisements
Great Sparrow campaign 2.0?

9 uwag do wpisu “Great Sparrow campaign 2.0?

  1. komentatorlolka pisze:

    Może te drony rozgoniłyby nieco shitbirdów, zwanych czule gołębiami i większości społeczeństwa żyłoby się lepiej. Ucierpieliby na tym przedsiębiorcy (głównie od myjek ciśnieniowych) ale postęp wymaga ofiar.

    Odnośnie energochłonności śmiem wątpić czy taki kilkukilogramowy dron zużyje więcej energii, żeby przelecieć nad 100licą niż kurier DHLa w swoim dostawczaku próbujący zrobić to samo na zatłoczonych ulicach, żeby dostarczyć taką samą parę butów do tego samego celebryty ekspresową przesyłką 24h. Może jakby nie musiał się cisnąć przez to miasto, to korki byłyby mniejsze i warszawiacy szybciej byliby w pracy, szybciej mogliby przez to wyjść z pracy, zdążyliby do kropkowanego owada przed zamknięciem i nie musieliby robić zakupów w niedzielę?

    Kwestie bezpieczeństwa bardzo ważne ale nie popadajmy w skrajność. Po prostu wprowadzić odpowiednie wymagania techniczne i procesowe (wysokość lotu, poziom hałasu, godziny lotu, etc.) i tematem da się zarządzić nie wywołując większego niebezpieczeństwa i groźniejszych skutków środowiskowych niż setki czy tysiące pałętających się kurierów, którzy mogliby po przejściu szkolenia zdobyć dodatkowe kwalifikacje i zostać dobrze płatnymi operatorami dronów 🙂

    Lubię to

    1. @Energochłonność
      Większa energochłonność wynika z samego faktu latania. Do tego kurier wiezie na raz pięćdziesiąt par butów a parokilowy dron nie da rady. No i oczywiście w centrach miast mówi się też o innych sposobach dostarczania, np. elektryczne skutery, rowery, deskorolki, hulajnogi, seagwaye itd. ;-p

      @”Po prostu wprowadzić odpowiednie wymagania techniczne i procesowe”
      Czyli w języku kucliberała „zadusić buciorem przeregulowanego państwa biednego, rozwijającego się przedsiębiorcę” :-p

      Lubię to

  2. komentatorlolka pisze:

    Z tym, że jednostkowo na latanie potrzeba więcej energii niż na jazdę autem nie ma co polemizować. Skąd inąd wiem jednak, że w dzisiejszym świecie kurier robi z hubu kilkanaście kilometrów przez lasy żeby mi dostarczyć paczkę o wadze 500g. Ten dron by nad lasem przeleciał ten dystans 20x i nie zużyłby tyle energii co dostawczak. Nikomo na głowę by nie spadł bo leciałby nad lasem (no chyba, że w sezonie grzybowym), zagrożenie dla bezpieczeństwa na pewno mniejsze niż szalejący 100km/h w terenie zabudowanym kurier, a i wierzę, że po takim locie i ptactwo by z lasu nie uciekło. Sądzę, ze wszystko zależy od odpowiedniego zastosowania. Są sytuacje, gdzie dostawczak jest najlepszą opcją i jestem przekonany, że będą i takie, gdzie dron będzie najlepszym rozwiązaniem. Nie ma jednak co robić sobie złudzeń, że nagle 99% paczek w tym kraju będzie dostarczane przez drony.

    A przedsiębiorców trzeba nieco podregulowywać bo oni są bardzo jednokryterialni (zysk) a wypadałoby patrzeć na dobro ogółu wielokryterialnie uwzględniając interesy klientów, pracowników, społeczeństwa no i również tego zaduszonego buciorem przeregulowanego państwa, biednego, rozwijającego się przedsiębiorcy.

    Lubię to

    1. @dobro ogółu, a nie tylko interes przedsiębiorców
      Tyle, że rzecz w tym, że tutaj potrzeba woli politycznej, a w zasadzie siły politycznej, która by to skutecznie wyartykułowała. A z tym, to powiedziałbym, że jest na dzisiaj problem.

      Przechodząc od ogółu do szczegółu szybko wychodzi na wierzch, że polityka transportowa samorządu może być taka, na jaką pozwalają regulacje krajowe. Jeśli na coś (np. wprowadzenie strefy ochronnej) wyraźnie nie pozwolą to „bardzo mi przykro”.

      Poza tym w procesie politycznym dość duże znaczenie ma siła poszczególnych interesów i to czy istnieją mechanizmy mogące w jakiś sposób zmniejszać ich różnice. To przecież nie jest do końca tak, że dotychczas prowadzona polityka miała motto „jebać biedę”. Takie postulaty wyrażają tylko wyjątkowo zdegenerowane polityczne formy. Ale i tak nie raz okazywało się, że to jednak na biednych spadała większość kosztów (bo zazwyczaj nie mają czasu i środków na głośne artykułowanie swojego sprzeciwu). Teraz też wcale niewykluczone, że np. dowiesz się, że drony do Ciebie latają okrężną drogą, bo mieszkasz po sąsiedzku pewnej bardzo ważnej persony, która sobie nie życzy patrzeć na paczki z Twoimi butami. Oczywiście paczki do owej bardzo ważnej osoby będą przelatywać nad Twoją głową, „bo przecież którędyś muszą”. Niestety z odpowiednimi mechanizmami politycznymi na tym polu też jest (i było) u nas tak sobie.

      Lubię to

  3. komentatorlolka pisze:

    Nie zgadzam się. Jeśli bezprawiu i niesprawiedliwości brakuje siły politycznej to już nie wiem komu miałoby nie brakować… Przecież to niemal pełnia władzy, tym bardziej, że trybunał i zgraja kolesi z najwyższego są spraliżowani.To tylko kwestia woli, żeby wprowadzić nieco uczciwości do Polski. Nie tym jednak zajmuje się władza. Są ważniejsze tematy jak np. ustawienie głazu w Warszawie.

    Na razie w ogóle nie ma w tym zakresie regulacji więc dlaczego Lolek zakłada, że państwo zabroni regulować temat samorządom?

    Nie mam nic przeciwko aby drony latały sobie nad moją głową. Zdecydowanie bardziej wolę to niż kurzące i hałasujące dostawczaki kurierów, które wszędzie po drodze gubią wszystkie możliwe płyny eksploatacyjne mijając z zawerotną prędkością o metr bawiące się dzieci. Poza tym i tak chciałem kupić procę i może ustrzeliłbym jakiegoś ajfona.

    Lubię to

    1. „Na razie w ogóle nie ma w tym zakresie regulacji więc dlaczego Lolek zakłada, że państwo zabroni regulować temat samorządom?”

      Bo samorządy działają na zasadzie „co nie jest dozwolone, jest zabronione”. Nie mają tego komfortu, co inni, którzy działają na zasadzie „co nie jest zabronione, jest dozwolone” 😉

      Lubię to

    1. No dobra, przegrałem, konstytucja RP jest zawieszona, a razem z nią art.7 mówiący o zasadzie legalizmu, czyli, że „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” 😉

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s