O godności i wolności

o godności

Ostatnimi czasy lolek miał okazję zapoznać się z dziełem komuszej, antysolidarnościowej propagandy – filmem „Godność”.

Film jest potwierdzeniem tego, że Majmurek ma rację, iż dzieła komuszej propagandy były głębsze intelektualnie niż dzieła obecnej propagandy narodowo-spiskowej. Jeśli nie wierzycie, to sami możecie rzucić okiem w trailer recenzowanej przez Majmurka „Historii Roja”

czy wchodzącego niedługo do kina „Smoleńska”

Jako, że „Godność” jest na jako takim poziomie w porównaniu do współczesnej konkurencji, to nawet można sobie obejrzeć. Uzyskuje się w ten sposób jakiś wgląd w realia tamtych czasów – na planie filmu zjarano chyba milion szlugów. A jako, że film ma już swoje lata, to można nawet odświeżyć sobie pamięć o tym, jak wyglądała postawa konserwatywna jeszcze zanim stała się obecną macierkukitrumpową groteską. No cóż, postawa konserwatywna była reprezentowana akurat przez głównego bohatera, który kolaborował z komuną, więc można by rzec, że została słusznie odrzucona przez konserwatywne siły następców.

Ciekawe są też komentarze pod tym filmem. Nie, nie te, że film to sama prorocza prawda. Najciekawszy jest ten, w którym ktoś chciał reżysera zaorać, a przypadkiem pochwalił niezbyt przez siebie kochany poprzedni system.

Rozumiem, że objawił Ci to film kręcony w czasach, gdy większość przyzwoitych ludzi kina bojkotowała pracę na rzecz komunistycznej propagandy. (…)*

~barsorrro

Hmmm… czyli w czasach komuny z całym tej jej aparatem opresji, cenzury i trzymaniem łapy na kapitale (z prywatnym mecenatem mógł być problem) ludzie od tak sobie bojkotowali pracę na rzecz komunistycznej propagandy… i żyli.

Tak, dzisiaj to niewyobrażalne. Dzisiaj przeciętna osoba pracująca w ramach współczesnej propagandy, np. w sprzedaży garów ma do wyboru następujące ścieżki:

  1. Zrobić co każą, czyli zatkać nos i usta, i wciskać te gary.
  2. Skorzystać z wywalczonej wolności i dzielnie odmówić, w wyniki czego zostać zwolnionym z pracy, a zatem automatycznie zostać uznanym niegodnym otrzymywania „socjalu” i umrzeć śmiercią głodową.
  3. Wyjechać na banicję do innego kraju, gdzie będzie się robić to co w pkt.1, przy czym skala zamordyzmu może być znacznie mniejsza (poziom socjalu większy) a wynagrodzenie wyższe.

Ba, jak jesteś pracownicą firmy świadczącej usługi outsourcingowe, to nawet nie masz głosu w sprawie tego, czyje gary promujesz. Ot przez pierwsze dwie godzinki wciskasz gary firmy X, potem firmy Y, a po przerwie kanapkowej promujesz myśl Korwina. Nawet nie masz wpływu na to, czy tę myśl zapromujesz przed czy po zjedzeniu kanapki. A przecież to jest promocja produktu, w ramach której żołądek sam może zacząć cisnąć się do gardła.

No chyba, że jesteś bogata, masz kupę szczęścia… albo „sumienie” (por. niżej) – najlepiej wszystkie te trzy rzeczy na raz. Wtedy możesz odmówić i nie umrzeć z głodu.

Trochę dziwię się, że niektórzy liberałowie ciągle się dziwią, że niektórym marzy się powrót komuny. Żeby chociaż teraz płacono więcej niż wtedy. Ale dziwię się tylko trochę. W końcu dotykamy tu kwestii „wolności”.

o wolności

To, czym jest wolność i kiedy, jest bardzo ciekawym i wielowymiarowym zagadnieniem filozoficznym – zdecydowanie nie na pojedynczą blogaskową notkę. Na potrzeby niniejszej notki uprośćmy ją więc sobie do tego, że wolność jest wtedy, kiedy w danym momencie jest więcej niż jedna możliwość zadziałania. „Więcej niż jedna” wprost oznacza, że możliwości teoretycznie istniejące, ale „podświetlone na szaro” się nie liczą, a poszczególne wybory prowadzą do innych skutków. Więc lista umożliwiająca wciśnięcie jedynie odpowiedzi „tak” lub lista, gdzie „tak” i „nie” prowadzą w to samo miejsce to żadna tam wolność.

O tym jak złożone jest to zagadnienie może świadczyć np. to, że zarówno pro, jak i antyszczepionkowcy walczą o wolność dla swoich dzieci. Jedni walczą o wolność od przymusu szczepień, tak aby dzieciak mógł świadomie wybrać czy ich chce, gdy już dorośnie. Drudzy walczą o wolność dzieci od tyranii rodziców, którzy traktują swoje pociechy niczym własność**. Widać tu też, że pojęcia wolności, własności i przymusu są ze sobą bardzo powiązane, ale w tej notce nie ma miejsca by je rozwijać***.

Zatem siłą rzeczy, pojęcie wolności będzie też bardzo różnie definiowane w zależności od prezentowanej opcji politycznej.

I tak środowiska okołoparówkowe**** nie widzą np., że plus 500 PLN realnie zwiększa poziom wolności (ekonomicznej) całkiem sporej rzeszy ludzi. Dlatego na swoich stronach poświęconych obronie wolności (tej politycznej) racjonalizują sobie na różne sposoby, dlaczego miliony zdają się być z obecnych rządów raczej zadowolone. Czasami do opinii publicznej dociera nawet smród zgniłej parówki w postaci tekstów, że wolność rozpija i zasrywa nadmorskie wydmy, więc może nie każdy na nią zasługuje (czytaj zasługują tylko parówki).

Najbardziej tragicznymi bohaterami sceny politycznej są pod względem podejścia do wolności są ortodoksyjni liberałowie. Ich zdaniem wolnościowy raj nastąpi, gdy ustanie jakakolwiek przymus ze strony państwa. Wtedy wszyscy będą mogli podejmować wolnorynkowe, niezależne i swobodne decyzje. Niestety praktyka pokazuje, że jakiekolwiek nierówności pozycji negocjacyjnej prowadzą do ograniczenia wolności strony słabszej, a w naturze (przynajmniej niektórych) ludzi leży chęć mienia władzy, więc miejsce upadłych państw dość szybko zajmują ludki najsilniejsze na podwórku (kałasz dość dobrze przydaje siły), którzy proklamują swoje wersje kolejnych państw. Ech, przeciętny kuc musi przeżywać ciężki szok, gdy konstatuje, że jego wymarzony Liberland jest możliwy tylko w sytuacji, gdy jest on jednocześnie komunistyczną utopią z jej równością absolutną.

Oczywiście rządzące środowiska dobrozmianowe szczęśliwie dobrze wiedzą, że libertariańskie rojenia o ręce i nosie są rojeniami, bo w obecnej rzeczywistości między pięściami a nosami nie ma wolnej przestrzeni. Dlatego np. przytaczając za Mateuszem Mirysem padają słowa pełnomocnika rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania, ministra Wojciecha Kaczmarczyka:

Jego zdaniem dotychczas skupiano się jedynie na dyskryminacji mniejszości seksualnych, nie dostrzegając zupełnie dyskryminacji innych, np. rodzin wielodzietnych czy katolików. Podkreśla, że pod hasłem działań antydyskryminacyjnych stygmatyzuje się i stereotypizuje innych. Walka z nierównym traktowaniem jakiejś mniejszości prowadzi do stygmatyzacji większości.

Pan pełnomocnik ma rację – zarówno na poziomie indywidualnych zachowań (paróweczkowe patologizowanie wielodzietności i moherskości może rzutować na działania dyskryminacyjne w indywidualnych przypadkach), jak i poziomie instytucjonalnym. W końcu powiedzmy to wprost, cała ta emancypacja i dedyskryminizacja powoduje np., że dąży się do odbierania lekarzom wolności decydowania „w zgodzie z własnym sumieniem”, u kogo oddalać widmo naturalnej śmierci, a u kogo nie. Dąży się także do odebrania aptekarzom prawa do wolności selektywnego decydowania, które leki sprzedać, a które nie i komu. Ba, dąży się także do dyskryminacji niektórych publicystów, którym chce się odbierać wolność pisania, jak bardzo bezinteresownie nienawidzą gejów czy ciapatych i jak bardzo na podstawie rzutu okiem w stronę krocza są przekonani o tym co myślą osoby eee… przez nich lustrowane. Pan pełnomocnik ma rację. A że według tej samej linii argumentacji można bronić pedofilów lub Hannibala Lectera, to już inna sprawa.


*Lolek usunął drugą część, bo to nie notka na to, na ile idee socjalizmu są realizowane w różnych krajach. O tym zresztą można poczytać sobie na innych blogaskach, np. u wo.
**Przykład ten pokazuje też to, że obrona potrzeby szczepień jest trudna w nurcie indywidualistycznym. Zdecydowanie łatwiej jest ich bronić w nurcie kolektywistycznym (zdrowie publiczne, jako rzecz wspólna – zarówno interes, jak i zyski), ale ten razem z solidarnością trafił w Polsce do muzeum, a na dodatek doczepiono mu łatkę „ci źli”.
***To są pojęcia bardzo ważne w prawicowym (liberalnym) opisie świata. Lolek jak na lewaka przystało mógłby je podsumować obrazkiem „Pan z batem (podpisany wolność) stojący nad chłopem (podpisany własność) pracującym w polu (podpisane przymus)”. Ale szczęśliwie dla czytelników lolek nie umie rysować ;-p.
****Tak, myśl liberalna też może zdegenerować.

Reklamy
O godności i wolności

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s