Czy istnieją polskie sweatshopy?

Dzisiaj trochę o polskich sweatshopach. Czy istnieją? Czy też raczej to wymysł wrogów narodu, niczym „polskie obozy śmierci”, których w rzeczywistości nigdy nie było?*

Zacznijmy od tego, czym jest sweatshop. Najprostszą definicję można zaczerpnąć z artykułu na portalu krytykapolityczna.pl**:

Sweatshop – fabryka, w której robotnicy pracują za bardzo niskie płace, w warunkach zagrażających ich zdrowiu.

Lolek jednakże zdefiniowałby sweatshop w inny sposób:

Sweatshop – ucieleśnienie ortodoksyjno-liberalnej wizji raju, w którym państwo nie wpycha swoich policyjnych buciorów, więc pełnia praw do ustalania brzmienia umów oraz do interpretacji ich zapisów należy do podmiotu, który jest akurat najsilniejszy.

Jak sweatshop prezentuje się na obrazku, to lolek już na blogasku pokazywał, ale warto przypomnieć:

By rijans - Flickr: Dhaka Savar Building Collapse, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=26051590
By rijans – Flickr: Dhaka Savar Building Collapse, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=26051590

Po zaznajomieniu się z definicjami pora w końcu odpowiedzieć sobie na pytanie, czy istnieją polskie sweatshopy?

Oczywiście, że tak. Może nawet kupujecie owoce pracy takich sweatshopów. Jako, że niejednokrotnie jest to żywność, to być może nawet właśnie teraz je konsumujecie. Oczywiście może wydawać się wam inaczej, bo zapłaciliście za to worek pieniędzy, ale hej, za ciuchy z Rana Plaza też sobie nieźle w sklepach liczyli. W końcu istotą korwinistycznego raju jest to, że nikt się nie patrzy, ile najsilniejszy na podwórku sobie chowa kasy do kieszeni a ile wydaje na jakieś tam bhp czy ochronę środowiska.

Skoro uznajemy, że polskie sweatshopy istnieją, to musimy sobie jeszcze odpowiedzieć na pytanie o mechanizm ich powstawania. W końcu, w przeciwieństwie do takiego USA, nie mamy tu zbyt wielu nielegalnych imigrantów. Jak to zatem jest, że Polacy we własnym kraju dobrowolnie rezygnują z osiągnięć cywilizacji w postaci prawa pracy czy też bhp? Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta – już państwo o to zadbało tworząc system, który przy popełnieniu najmniejszego błędu lub zwyczajnie nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności zakłada na ludzi pętlę zadłużenia, o której odpowiednio silne i dożywotnie dociśnięcie do szyi dba następnie państwo. Sweatshopy stają się w takiej sytuacji atrakcyjnymi alternatywami, gdyż oferują pracę na czarno, czytaj wolną od zajęć komorniczych.

Nie powinno też dziwić dlaczego w takich sweatshopach polscy banici nieźle potrafią się sami wzajemnie motywować do bardziej wytężonej pracy. W końcu tylko wobec współbanitów mają jakąkolwiek siłę negocjacyjną. A za oknem widzą wszakże stojące państwo, które w oczekiwaniu na nich z nudów poleruje swoje buciory i sprawdza czy sznur został dobrze upleciony.

Tym bardziej nie powinno dziwić, dlaczego w Polsce popularne są siły polityczne obiecujące możliwie srogą zemstę na dotychczasowych elitach.

Smacznego!

—–
* Chociaż przy obecnej dynamice rozwoju społecznego, to kto wie, może już niedługo zaległości zostaną nadrobione – oczywiście w celu ostatecznego rozwiązania sprawy uchodźców.
** Swoją drogą ten artykuł był bezpośrednią inspiracją niniejszego wpisu.

Reklamy
Czy istnieją polskie sweatshopy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s