A co gdyby państwo jednak było firmą

Lolek, jak na lewaka przystało, jest skłonny popierać twierdzenie, że państwo to nie firma. Jest to oczywiście wbrew obowiązującej w Polsce jeszcze niedawno doktrynie Nowego Zarządzania Publicznego – NZP (do poczytania po polsku i ang. wiki). W dużym skrócie: NZP ma swoje korzenie w polityce niekochanej przez lewaków Margaret Thatcher i mówi, że najlepiej jest zarządzać państwem / powiatem / gminą / miastem zupełnie tak, jakby była to firma. Lolek jest lewakiem, więc będzie uparcie twierdził, że jednak cele i zadania w sferze publicznej są jakościowo inne, niż w sferze prywatnej, gdzie w uproszczeniu wszystko sprowadza się do maksymalizacji korzyści własnych. Konserwatyści czytający tego blogaska może lepiej zrozumieją na przykładzie: rodzina i wychowanie to nie firma – sprowadzanie wszystkiego do „piątaka za piątkę” niekoniecznie jest najlepszym pomysłem.

No ale wracając do tematu, do października ubiegłego roku, idea że państwo to firma miała się w Polsce aż za dobrze. Momentami trudno było nie odnieść wrażenia, że ta koncepcja zarządzania stała się ideologią. Lolkowi chodzi o tę całą konkursozę, grantozę, przetargozę przeżeraną rakiem cenozy, które krytykowane były z różnych perspektyw. Bardzo dobrą egzemplifikacją polskiej ideologizacji NZP  są także poniższe fragmenty raportu z kontroli NIK dot. zimowego utrzymania dróg na Warmii i Mazurach, w których pokazano poziom troski o racjonalność decyzji o zakontraktowaniu niektórych usług na rynku1:

W toku kontroli zwrócono się do Dyrektora Oddziału o przekazanie dokumentów związanych z początkami organizacji dyżurów ZUD [koordynacji zimowego utrzymania dróg – przyp. lolek] oraz dyżurów w PID [punkt informacji drogowej], przystąpieniem do zlecania tych zadań podmiotom zewnętrznym oraz analiz uzasadniających takie zlecanie.

(…)

Jak wyjaśnił Dyrektor Oddziału, w latach 2010 – 2013, nie przeprowadzono udokumentowanej analizy ekonomicznego uzasadnienia dyżurów podmiotom zewnętrznym z uwagi na bezzasadność takiej analizy. Bowiem, bez względu na jej wyniki, należało zapewnić obsługę ZUD i PID, pomimo braku dostatecznej kadry. Jedynym racjonalnym rozwiązaniem, mając na uwadze przepisy Kodeksu pracy, ustawy o służbie cywilnej i Pzp [prawo zamówień publicznych], było i jest zlecenie części zadań na zewnątrz.

(…)

Najwyższa Izba Kontroli pozytywnie mimo stwierdzonych nieprawidłowości ocenia działania Oddziału w zakresie rozwiązań organizacyjnych przyjętych w celu zapewnienia funkcjonowania dyżurów ZUD i PID. Stwierdzone nieprawidłowości polegały na nieprzeprowadzeniu przez Oddział szczegółowych wyliczeń i analiz dotyczących ekonomicznego i organizacyjnego uzasadnienia zlecania dyżurów ZUD i PID podmiotom zewnętrznym.

Lolek w tym momencie zakrzyknąłby No bez jaj, brak analizy make or buy, jako niewielkie uchybienie. W normalnej firmie ścięto by za to głowy. A do tego wyjaśnienie, że przecież analiza ta nie miała sensu, bo trzeba by zwiększyć zatrudnienie2. Ale nie zakrzyknie, gdyż od października 2015 tak rozumiane zarządzanie publiczne odeszło w niebyt. I bynajmniej nie zostało zastąpione jakimiś tam koncepcjami dobrego rządzenia3.

Zastanówmy się, co by było, gdyby państwo jednak było firmą i jak to się ma do tego, co proponuje PiS. W tym celu lolek sugeruje rzucić okiem na firmę Toyota. Toyota jest jedną z tych firm, o których napisano całe podręczniki poświęcone zarządzaniu. Lolek zwróci tu uwagę na dwa aspekty tego stylu zarządzania: 1) duże przywiązanie do zachowania jakości, czyli „wykrywaj niedoróbki i nie przepychaj ich dalej” oraz 2) Większe zaufanie do pracowników, odejście od hierarchii rządzenia w kierunku zwiększenia uprawnień decyzyjnych pracowników niższych szczebli (spłaszczanie struktury zarządczej). Okazało się, że pracownicy bez bata przełożonego dość dobrze potrafią rozwiązywać powstałe w pracy problemy… oczywiście o ile są zaangażowani i czują związek z firmą.

To oczywiście w dużym skrócie. Nie zmienia to jednak faktu, że Toyota osiągnęła sukces i to bynajmniej nie cięciem na oślep kosztów. Dziś firmy motoryzacyjne (i nie tylko) korzystają z tych technik zarządzania. Względnie nie korzystają, bo już nie istnieją.

Rzućmy teraz okiem na działania PiSu w zakresie ustaw o Trybunale Konstytucyjnym, mediach publicznych, służbie cywilnej i innych. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to zwykły skok na stołki, który ma pewne skutki uboczne w postaci np. wstrzymania dofinansowania wyjazdów i szkoleń sportowych dla dzieci i młodzieży, ponieważ w związku z przejmowaniem ministerstwa zabrakło czasu na ogłoszenie konkursu na rok 2016. Jest to pewien problem, gdyż takie wyjazdy i szkolenia zazwyczaj odbywały się w ferie zimowe, czyli na dniach4. Ale w ostateczności przełoży się to co najwyżej na kilka medali olimpijskich mniej za dekadę. Wydawałoby się, że to niewielka strata5. Jednakże działania te mają przy okazji także inne konsekwencje.

  1. Spowolnienie pracy TK w związku ze zwiększeniem wymaganej do orzekania liczby sędziów z 9 do 136 wraz z wymuszeniem kolejności rozpatrywania tychże spraw, ogranicza zdolności kontrolne tej instytucji. Ot wystarczy zwykła choroba trzech sędziów i wszystko stoi. Do tego dochodzi dość jawne stwierdzenie, że media publiczne to media rządowe. Tym sposobem demontażowi uległy dwa dość ważne narzędzia kontroli. Zakładając, że PiS nie jest nieomylny, tzn. że są to tylko ludzie, to taki demontaż niesie poważne ryzyko obniżenia poziomu stanowionego prawa, a w efekcie pogorszenia się jakości życia. Tak samo, jak ignorowanie kontroli jakości w firmie prowadzi do zwiększenia produkcji bubli oraz zniszczeń środowiska, a ignorowanie procesu recenzyjnego w nauce prowadzi do pseudonauki7.

  2. Bezpośrednie i bezkonkursowe umożliwianie wymiany podwładnych służy budowie ścisłej hierarchii. Wbrew temu, w co wierzą niektóre prawaki, taka groźba szybkiego zwolnienia, niekoniecznie prowadzi to do sytuacji, w której podwładni pracują sumiennie i rzetelnie. Wręcz przeciwnie, może prowadzić do budowania przez podwładnych duposchronów oraz totalnej indolencji i niedasizmu w sytuacjach chociaż na milimetr odstających od standardu. Do tej pory był z tym w polskich realiach urzędniczych problem. Proponowane zmiany nie wydają się być zmianami na lepsze w tym zakresie.

Oba powyższe stwarzają pewne zagrożenie powstania niedomagań w zakresie działalności operacyjnej państwa. Szczególnie, jeśli trend zmian się utrzyma i przejdzie na niższe szczeble zarządzania. Zatem w ramach życzeń noworocznych. Oby nie spotkało nas, że po telefonie na straż pożarną, okaże się, iż nikt nie może przyjechać, bo wszyscy strażacy pojechali uczcić ślub córy lokalnego kacyka. A jako, że komendant jednostki też był kacykiem, to odpowiedzialność poniesie jakiś szeregowy strażak… odpowiedzialność za to, że nie sprzeciwił się dyspozycji wyjazdu wszystkich. Oby nie spotkała nas sytuacja, że państwo działa tylko w bezpośrednim otoczeniu jego głowy, zupełnie jak przedstawiono to w tym śmiesznym filmiku. Dla niewtajemniczonych film dotyczy nowego dworca kolejowo-autobusowego, który został wybudowany z okazji EURO 2012, a już rok później uhonorowany tytułem makabryły roku 2013. Poza tym obiekt był długo rozpoznawalny medialnie w związku z pewnym nieistniejącym przejściem dla pieszych (niedawno zaistniało).

Tym miłym akcentem lolek zakończy.


  1. Zgodnie z ideologią NZP serwowaną w Polsce, outsourcing wszystkiego na rynku jest jedynie słuszną drogą. W zwyczajnych firmach mają w tym zakresie więcej wątpliwości. 
  2. Zgodnie z ideologią NZP serwowaną w Polsce, każdy etat urzędniczy jest najczystszym złem. Lepiej jest przepłacać za kontraktowanie tych samych etatów na zewnątrz. Ewentualny brak wiedzy i kompetencji także w myśl tej ideolo nie jest usprawiedliwieniem dla zatrudnienia. W końcu gospodarka oparta na wiedzy dotyczy tylko podmiotów prywatnych. 
  3. Należy podkreślić tu, że lolek w pewnym sensie rozumie, że „apolityczni urzędnicy” to neoliberalny mit, tj. „apolityczny=wyznający ideologię neoliberalną”, więc PiS może mieć potrzebę wymiany niektórych urzędników na zgodnych z jego doktryną polityczną. Natomiast na podstawie przeprowadzanych zmian systemowych nie uważa, by propozycja PiS była lepsza od tego, co było. 
  4. Swoją drogą PO jakiś czas temu też ze swoimi reformami sportu młodzieżowego odbiła się o ferie zimowe. Ale wtedy chodziło o to, że ferie te odbywają się w różnych terminach w poszczególnych częściach kraju, co nie zadziałało dobrze z wdrażanym pomysłem na centralizację. 
  5. Chociaż dla tych zawodników, strata jest jednak chyba większa. 
  6. Co ciekawe jeszcze w listopadzie PiS był bardzo zatroskany odnośnie możliwego konfliktu interesu niektórych sędziów, którzy „orzekali ws. własnych ustaw”. Zwiększenie liczby wymaganych sędziów z 9 do 13 oczywiście nie ułatwi możliwości wyłączania się poszczególnych z nich w celu uniknięcia posądzeń o konflikt interesów. 
  7. Oczywiście nikt nie lubi być przyłapywany na pomyłkach. Stąd nie musi czuć się najlepiej, gdy ktoś inny patrzy mu na ręce. Z drugiej strony, wszyscy, którzy zdają sobie sprawę z własnej omylności, doceniają taką dodatkową kontrolę. 
Advertisements
A co gdyby państwo jednak było firmą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s