Pomysł PIS na 6-latki, czyli wielkoskalowy problem uczęszczania do baru En Farol bez pamięci

PiS chce dać rodzicom sześciolatków wybór – szkoła, czy też przedszkole. Lolek poniżej opisze, dlaczego jest to pomysł skrajnie szkodliwy dla dzieci.

Jakiś czas temu, naukowcy doszli do wniosku, że podstawa myślenia ortodoksyjno-liberalnego mówiąca, że ludzie posiadają wiedzę absolutną oraz zawsze zachowują się w pełni racjonalnie, delikatnie mówiąc rozmija się z rzeczywistością. Spowodowało to intensywne rozmyślania o tym, jak działa świat, gdy jednak weźmie się pod uwagę, że ludzie nie wiedzą wszystkiego oraz nie zawsze są wyrachowani na zimno.

Jednym z efektów takich rozmyślań jest problem baru „El Farol”. Problem pokrótce przedstawia się następująco: Jest sobie ograniczona społeczność (100 osób). Ludzie z tej społeczności w każdy czwartek wieczorem chcą odwiedzić bar El Farol. Niestety jest on dość mały, więc łatwo się przepełnia, a jak człowiek siedzi na człowieku, to cała radość z wyjścia do baru przemija. Zakłada się, że krytyczną liczbą jest 60% populacji, czyli 60 osób. Co więcej, niestety ale decyzja o wyjściu jest podejmowana przez wszystkich jednocześnie. Nie mogą poczekać i zobaczyć, co zrobili inni.

Tutaj lolkowi przypomina się odległa przeszłość, kiedy to jeszcze miał czas wychodzić na miasto. I musi przyznać, że problem jest bardzo życiowy. Od siebie może dodać tyle, że jak były pustki, to też uważał, że lepiej było zostać w akademcu.

No ale wracając do problemu sześciolatków: Jest sobie ograniczona społeczność przypisana do rejonu szkolno-przedszkolnego (te rejony bywają różne i wzajemnie na siebie nachodzące, ale nie utrudniajmy sobie). Ludzie z tej społeczności tyle razy w życiu, ile mają dzieci w wieku sześciu lat (przeciętnie 1,3) mają zdecydować, czy wysłać dziecko do szkoły, czy też do przedszkola. Niestety sale w szkole oraz przedszkolu, a także liczba zabawek i innych pomocy dydaktycznych, są ograniczone, a zbyt duża liczba dzieci spowoduje nieoptymalne warunki ich nauki. Natomiast zbyt mała liczba dzieci spowoduje, że będą czuły się samotne, przez brak koleżanek i kolegów. Co więcej, niestety ale decyzja o wyborze szkoły lub przedszkola podejmowana jest przez wszystkich jednocześnie. Nie mogą poczekać i zobaczyć, co zrobili inni.

Jak problem uczęszczania do baru został zamodelowany i rozwiązany? Założono tam, że każdy człowiek (agent) buduje sobie zestaw reguł decyzyjnych, na podstawie których określa, czy pójdzie, czy też nie pójdzie do baru. Ot np. po jakimś czasie zauważa, że co trzy tygodnie jest mecz, który przyciąga wielu kibiców, więc on akurat w te tygodnie unika wyjścia. Co jest mniej lub bardziej zgodne z rzeczywistością.

Jakie to dało efekty? Rzućmy okiem na rysunek pokazujący wynik symulacji zapełnienia baru przez kolejne 100 czwartków (dwa lata) wycięty z artykułu:

thebarproblem
Wycięte żywcem z: Arthur, B.: Inductive Reasoning and Bounded Rationality (The El Farol Problem). Amer. Econ. Review (Papers and Proceedings), 84, 406, 1994.

Jak widać poziom uczęszczania do baru nigdy nie stabilizuje się idealnie na 60%. Chociaż dość losowy rozrzut 40-80% może zostać uznany za nie do końca zły. Przy czym trzeba zauważyć tu, że te agenty przez jakiś czas uczyły, tj. weryfikowały poprawność przyjętych reguł decyzyjnych i jak były złe, to je zmieniały.

Wracając do problemu decyzji o słaniu sześciolatków do szkoły lub przedszkola oczywiście też można założyć, że ludzie będą budować jakieś reguły mające na celu dokonanie „optymalnego dla ich pociech wyboru”. Czasem te reguły będą oparte o przemyślenia „co zrobią/ili inni” (gdzie pójdą koledzy, a gdzie wrogowie i gdzie jest starsza siostra), a czasem będzie to po prostu decyzja w oparciu o „logistykę” (lokalizacja i te sprawy), tudzież zwyczajną „modę”. Tak, czy inaczej przy poziomie dzietności wynoszącym coś około 1,3 dziecka na rodzinę, można zapomnieć o możliwości uczenia się, gdyż decyzja jest podejmowana zazwyczaj jednorazowo. Co niestety sugeruje, by spojrzeć się bliżej lewej krawędzi wykresu i założyć możliwość wystąpienia nieustannej fluktuacji podziału szkoła-przedszkole na poziomie od zera do stu procent.

A teraz lolek oceni skutki tego stanu rzeczy. No więc:

  • Zmienny podział dzieci pomiędzy szkołę, a przedszkole => konieczność zdublowania infrastruktury przez wójtów, burmistrzów lub prezydentów => mniej pieniędzy na dziecko => gorszy poziom edukacji
  • Zmienne obciążenie pracą nauczycieli => elastyczne formy zatrudnienia na krótkie okresy czasu => brak perspektyw stabilnej pracy w zawodzie => brak przykładania się do pracy i negatywna selekcja => gorszy poziom edukacji (względnie wyższe koszty pracy związane z koniecznością regularnego przemieszczania się pomiędzy szkołami i przedszkolami)

Brawo PiS. Tzn. lolek jest bardzo niepocieszony faktem, że rząd zamiast serwować pomysły na to by dzieci lolka odebrały jak najlepszą edukację, to serwuje pomysły na fikcyjny wybór, którego nie da się dokonać tak, by zadbać w pełni o dobro dziecka, gdyż nie wie się, jaki wybór dokonają inni. Przy okazji zwiększa poziom niepewności na szczeblu samorządowym, chociaż rozsądek podpowiadałby działania przeciwne (w końcu nikt nie lubi podejmować decyzji w warunkach niepewności, a ludzie są skłonni płacić niemałe pieniądze za zmniejszenie tej niepewności). Jedynym przewidywalnym skutkiem jest pogorszenie poziomu edukacji związane z przymusowym, większym rozdrobnieniem i uelastycznieniem środków.

W sumie po wprowadzeniu tej reformy „dajmy wybór rodzicom” najlepsze co będą mogły zrobić samorządy, to:

  • potworzyć wszędzie zespoły szkolno-przedszkolne (już teraz są gdzieniegdzie, nawet w większych miastach)
  • dorobić drugie wejście do sal dla sześciolatków
  • nad jednym wejściem napisać „szkoła”, a nad drugim „przedszkole”, coby rodzice byli ukontentowani swoją wolnością wyboru.

Chociaż i tak przeciętny dyrektor jest w stanie wskazać milion rzeczy większej potrzeby. Więc ta „wolność wyboru” i tak będzie okupiona różnej maści dziurawymi dachami. No względnie „wolność wyboru” zostanie ograniczona dla tych „kto pierwszych, tych lepszych”, a nie dla wszystkich.

Aha, lolek zapomniał powiedzieć, że w mądrych książkach o nauczaniu różnicuje się nauczanie w oparciu o wiek ucznia. Mniej więcej wiadomo, jaki styl nauczania jest lepszy dla sześciolatka, a jaki gorszy. Niestety te lepsze zazwyczaj są też droższe. Co więcej tak pod rozwagę, te mądre książki nie rozróżniają, czy ten budynek, w którym uczeń się uczy, to się nazywa formalnie „szkoła”, „przedszkole”, „zespół szkolno-przedszkolny”, czy też dajmy na to „aadfadgagsdhgryass”.

Edycja: O <nieczytelne>. PiS jednak postanowił zostawić wszystko co najgorsze z reformy PO. Dla przypomnienia, co w związku z „możliwością wyboru” proponowała swego czasu dość konserwatywna Rzeczpospolita. A co nt. zeszłorocznej praktyki miała do powiedzenia GazetaPrawna.

Reklamy
Pomysł PIS na 6-latki, czyli wielkoskalowy problem uczęszczania do baru En Farol bez pamięci

2 uwagi do wpisu “Pomysł PIS na 6-latki, czyli wielkoskalowy problem uczęszczania do baru En Farol bez pamięci

  1. komentatorlolka pisze:

    hmmm… niby racja ale przecież rodzice podejmując wybór przedszkole czy szkoła raczej nie kierują się tym jaką decyzję podejmują inni rodzice (a nawet jeśli to na pewno nie na zasadzie wyboru przeciwnego do 80% pozostałych), ani tym czy w danym roku przedszkole lub szkoła są przepełnione czy puste. Tu bardziej chodzi o rozwój psychofizyczny dziecka (w subiektywnej ocenie rodziców). Nie bagatelizowałbym różnic między przedszkolem a szkołą. Oczywiście jest wariant pośredni – zespół szkolno-przedszkolny, który powoduje, że podział szkoła/przedszkole nie jest oczywisty. Osobiście widzę jednak sporą różnicę między uczęszczaniem 6-latka do przedszkola z dziećmi w wieku 3-6, a uczęszczaniem 6-latka do szkoły z dziećmi w wieku 6-12. To, że są warianty pośrednie nie przekreśla istotnych różnic.

    Polubienie

    1. „Tu bardziej chodzi o rozwój psychofizyczny dziecka (w subiektywnej ocenie rodziców).” – tak, lolek nazwał to eufemistycznie modą. Reszta motywów jest zdaniem lolka możliwa (ustalenie wspólnie ze znajomym, coby nie rozdzielać dzieciaków – czemu nie), ale warto podkreślić, że dani rodzice nie muszą uwzględniać wszystkich możliwych reguł decyzyjnych, tylko ustalają własne. Do tego trochę nie wiadomo, jak to będzie, gdyż do tej pory wybór w tym zakresie był ograniczony. Szkoły miały swoją rejonizację, a wybór innej był zależny od oceny dyrektora przyjmującego. Więc problemu z brakiem miejsca nie było. Przedszkola miały swoje oddzielne systemy rekrutacyjne i jak się nie załapało, to soraski, więc też nie było problemu z miejscem. Był raczej problem z brakiem tego miejsca. Przez dwa lata przejściowe (2012, 2013) obecnej ustawy, kiedy można było zapisać dzieciaka do szkoły i/lub do przedszkola, był chaos i w zasadzie oczekiwanie, by infrastruktura była zdublowania. Wcześniej w 2011 możliwość zapisania do szkoły uzależniona była też od dyrektora tejże szkoły. Propozycja PISu to propozycja zaprowadzenia immanentnego chaosu, na czym partia ta będzie regularnie tracić, tak jak traciła wcześniej PO na swojej wydawałoby się prostej logistycznej reformie. Niestety sześciolatki, to nie są ani pięciolatki, ani siedmiolatki. Mogą mieć już elementy edukacji formalnej, jak siedmiolatki, ale ciągle duże znaczenie ma edukacja aktywna przez zabawę, jak u pięciolatków (lolek pamięta, że tak miał w komuszym przedszkolu i czuł się z tym dobrze). Stąd reforma PO napotkała takie problemy, bo okazało się, że jednak nie jest tak bardzo czysto techniczna, gdyż sześciolatki, to nie siedmiolatki.

      Jako, że lolek nie wierzy w drastyczne zwiększenie nakładów na zdublowanie infrastruktury, to niestety planowana reforma PiS wdroży wszystko, co najgorsze zapamiętały roczniki wyżu lat osiemdziesiątych oraz niżu lat dziewięćdziesiątych. Z jednej strony będą to brak miejsc w przedszkolach, przepełnione klasy i lekcje na trzecią zmianę od godziny 17 do 23 (to raczej dla jedenastolatków, także nie ma obawy, by sześciolatki w ogóle się dowiedziały, że z takimi chodzą do jednej szkoły). Jednocześnie w innych miejscach będzie kombinowanie z łączeniem klas lub grup przedszkolnych z powodu braku chętnych (lolek przypomina, że sześciolatek, to ani pięciolatek, ani siedmiolatek) oraz ogrzewanie pustych sal i trzymanie w kartonach zabawek i tabletów (w odczuciu lolka coś takiego w przeciętnej firmie zostałoby nazwane marnotrawstwem, za które ktoś by dostał kopniaka). No, problem leżących bezczynnie zabawek może da się częściowo rozwiązać, tworząc zespoły szkolno-przedszkolne, na zasadzie, że będą na magazynie wspólnym lub bezpośrednio na magazynie wójta.

      Tak, czy inaczej szykuje się niezły chaos generujący morze frustracji. Rozmyślanie, czy lepiej, by dziecko chodziło do szkoły z ośmiolatkami, czy też do przedszkola z czterolatkami, będzie podrzędnym problemem.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s