Kto kogo „okrada”, czyli trochę o różnego rodzaju kosztach

Dzisiaj lolek na blogu napisze trochę o tym, jak to z tym okradaniem jest i czy progresja podatkowa jest czystej maści okradaniem, czy też okradaniem tylko trochę, a może nawet nieokradaniem, lecz jedynie należną rekompensatą.

Trochę Wstępu

Na początku należy zaznaczyć, iż stosowanie progresji podatkowej bywa argumentowane na różne sposoby, jak np.:

  • wspomniane wcześniej przyłożenie jakieś 100 lat temu przez progresywistów wartości krańcowych do kwestii posiadania pieniędzy. Wynikająca z tego konkluzja, że biedak każdą złotówkę postrzega jako prawdziwego krugerranda, a bogacz nawet nie zauważy, jak zgubi, może być połączona z utylitarną chęcią dążenia do zwiększania dobrostanu wszechświata. Połączenie takie może poskutkować postulatem przekazywania pieniędzy od osób, które mają ich w nadmiarze, do osób, które ich potrzebują, bo nic nie mają.
  • stwierdzenia, iż tylko egalitaryzm zapewnia sprawiedliwość,
  • stwierdzenia, iż obecne rosnące nierówności ekonomiczne trzeba redukować, gdyż:
    • w dłuższej perspektywie powoduje to zahamowanie rozwoju gospodarczego (zdaje się chodzi o coś na kształt, że nadmierna koncentracja kapitału działa, trochę jak monopolizacja rynku, czyli dobrze dla monopolisty i źle dla całej reszty).
    • sytuacja taka zniechęca, a w zasadzie uniemożliwia realizację amerykańskiego snu. Ot, jak za starych dobrych lat chłop może co najwyżej jakimś nadludzkim wysiłkiem zatkać czapką jakieś działo i dostać w zamian tytuł szlachciura. Droga awansu ponad szlachtę zaściankową w zasadzie jest niemożliwa.
  • inne?

No ale na powyższym to się lolek za bardzo nie zna, także na tym zakończy. Na poniższym też się za bardzo nie zna, ale co mu tam, to tylko blogasek do wylewania żali.

Wprowadzenie, czyli o co chodzi z tymi drogami

Drogi Publiczne, czy prywatne?

A więc drogi to taka infrastruktura, która jest uznawana za naturalny monopol. Stąd też większość osób, poza skrajnymi kucami, uważa raczej, że najlepiej by było, gdyby drogi były publiczne. Jeśli drogi prywatne, to co najwyżej jakieś autostrady. Swoją drogą wg wiedzy lolka, której nie chce mu się teraz weryfikować, wysokość opłat za prywatne autostrady jest określana na podstawie jakiegoś tam oszacowania chęci do zapłaty kierowców za jazdę po równym, gładkim, szerokim asfalcie, zamiast konkurencyjną drogą publiczną. Niestety dla kuców, likwidacja konkurencyjnej drogi publicznej raczej nie spowoduje obniżenia opłat.

W zasadzie wg ciotki wiki Polska jest takim krajem, gdzie swego czasu drogi były infrastrukturą w pewnej mierze prywatną. O tym, jak wspaniały był wtedy stan dróg to lolek odsyła do źródła, które nawet ma swoje źródło.

Skoro już Drogi publiczne, to co zrobić, żeby

„nieroby z państwa nie zrobiły tego, co lubią najbardziej, czyli nie zmarnowały Moich pieniędzy?”

Oczywiście przerzucenie kwestii budowy i utrzymania dróg na państwo poskutkowało postulatem „ale niech przynajmniej robią to obiektywnie i sprawiedliwie, cokolwiek znaczy „obiektywnie i sprawiedliwie””.

W ramach próby umożliwienia bycia przez państwo „obiektywnym i sprawiedliwym” ludzie nauki zaczęli tworzyć różnego rodzaju narzędzia obiektywności i sprawiedliwości, tj. np. metody oceny projektów transportowych. Ostatecznie na chwilę obecną przyjęło się, iż obiektywnie i sprawiedliwie będzie zrobić analizę kosztów korzyści (jakby kogoś interesowało, to ang. cost-benefit analysis).

W analizie tej patrzy się na to, jakie koszty są związane z wdrożeniem projektu oraz jakie korzyści to przyniesie. Jako, że nie każdy koszt i nie każda korzyść jest bezpośrednio związana ze stanem portfela, to całą resztę, jak np. zmniejszenie liczby wypadków, czy też przyspieszenie podróży zamienia się w jakiś mniej lub bardziej wyrafinowany sposób na pieniążki. A jak już wszystko jest w pieniążkach, to wystarczy odjąć koszty od korzyści i voila mamy odpowiedź na pytanie, czy dany projekt drogowy jest obiektywnie warty realizacji.

– „Hejże hola” – zawołał w tym miejscu lewak – „przecież korzyści mogą przypaść innym osobom, niż koszty. Wystąpią tu jakieś mniej lub bardziej niejawne transfery od jednych do drugich”

– „Tańce, hulanki, swawola” – odpowiedział liberał – „jakoś to będzie, samo się zrekompensuje. A jak nie, to się zobaczy kto komu ile jest winien, zinternalizuje, coby każdy zapłacił za to co nadymił… W ostateczności włączy we wszystko państwo, coby nie ugrzęznąć w absurdalnych nakazach zatrzymywania się przy każdym mieszkaniu i płaceniu tubylcom po 0,01grosza za przejazd koło ich domu”

– „Nieroby!!!111, złodzieje!!!!!111, MOJE pieniądze 111razraz” – do debaty włączył się kuc.

 Jak to z tymi kosztami i korzyściami jest – rzut okiem w Projekt Autostrady

Przyjrzyjmy się typowemu projektowi budowy autostrady w świetle oceny analizą kosztów korzyści.

Chęć minimalizacji kosztów budowy może popychać przebieg drogi na tereny o mniejszej wartości, gdyż takie taniej jest wykupić, więc koszty się zmniejszą. Dziwnym trafem tereny o niższej wartości są częstawo w posiadaniu lub zamieszkiwane przez biedaków, gdyż na wille w atrakcyjnej okolicy ich nie stać. Z drugiej strony bogacze mogą lobbować za takim przebiegiem drogi, by np. zjazdy z niej zlokalizowane były w okolicach ich fabryk. W kwestii zjazdów w pobliżu większe szczęście mają też zazwyczaj mieszkańcy większych skupisk ludzkich, gdyż korzyść wynikająca z oszczędności czasu mnoży się przez większą liczbę osób*. Oczywiście lajf jest taki, że podatki płacą wszyscy.

Więc projekt dąży do zbudowania drogi na terenach zamieszkiwanych przez biedaków oraz jednocześnie zapewnienia większej dostępności do ważniejszych fabryk i/lub większych skupisk ludzi.

W efekcie po wybudowaniu drogi:

Biedak:

  • zapłacił podatek,
  • mieszka przy drodze, z której nie za bardzo może korzystać, gdyż samochód to kosztowny transport, a poza tym do najbliższego wjazdu na tę drogę ma 15km dojazdówki.
  • oprócz tego codziennie wącha smród samochodów i słucha ich silników, co przekłada się na zwiększone ryzyko różnego rodzaju chorób i niedogodności, jak np. nowotwór, czy też urodzenie wcześniaka.
  • co więcej droga do najbliższego sklepu wydłużyła mu się ze 100 metrów do 2 kilometrów, abo sklep dziwnym trafem jest po drugiej stronie sześciopasowej autostrady.
  • Jego mieszkanie ze zlokalizowanego w mało atrakcyjnej okolicy przekształciło się w mieszkanie zlokalizowane w beznadziejnej okolicy. Potencjalni klienci coś mówią o wygórowanych cenach.

Bogacz:

  • jeździ sobie szybką, fajną autostradką podtruwając biedaka.
  • jego działeczki zlokalizowane tuż przy zjeździe zrobiły się jakieś takie atrakcyjne.

Mieszkaniec odległej prowincji:

  • patrzy sobie w tv, jak dołożył się z podatków do budowy nowej sześciopasówki obsługującej stolicę.

– „Ha, czyli mamy tu utajony transfer od biedaka, który ponosi głównie koszty, do bogacza, który odniósł korzyści” – zakrzyknął lewak

– „spokojnie, zinternalizujemy koszty generowane biedakowi przez bogacza poprzez nałożenie jakiegoś podatku od jeżdżenia autem po tej drodze. W ostateczności zgodzę się nawet na ten pomysł janosikowego, coby mieszkaniec odległej prowincji też miał coś dla siebie” – odpowiedział liberał

– Globalne ocieplenie to żydo-gestapowsko-lewacki spiseg. Nieroby!!!111, Złodzieje111, MOJE pieniądze1111razraz” – zauważył kuc.

JAk to z tymi kosztami i ich internalizacją Bywa?

Powyższe rozważania prowadzą do takiej konstatacji, iż liberałowie de facto mogą być zwolennikami wyższych podatków dla bogaczy, ale najlepiej żeby to przyjęło to formę internalizacji kosztów zewnętrznych poprzez np. opłaty za smrodzenie.

Lewacy jednakże ciągle mogą mieć wątpliwości, czy to wystarczy. Dlatego też lolek włożył w usta kuca kwestie globalnego ocieplenia.

Czy Globalne Ocieplenie to mit, jak twierdzą to czasem kuce?

Nic na to nie wskazuje. W necie wala się masa całkiem oficjalnych materiałów wskazująca w zasadzie na pełną zgodę wśród naukowców, że globalne ocieplenie to fakt. A nawet na to, że skutecznie przyczynia się do niego człowiek.

Po co więc ta wrzutka o GO?

Przede wszystkim jest to dość dobry przykład na to, że w skali globalnej korzyści odnoszą bogacze (bo nie dymią przecież dla żartu lub na złość komuś), a biedakom zostają w dużej mierze jedynie koszty tego dymienia.

Ważniejszy jednakże jest tutaj proces dochodzenia do tego, jak dymienie CO2 przekłada się na globalne ocieplenie. A nie jest to wcale taka banalna sprawa. Generalnie zajmuje się tym masa naukowców, którzy tworzą jakieś wyrafinowane modele. Jednak, żeby przełożyć te modele na koszty, to trzeba stworzyć kolejne wyrafinowane modele przekładające globalne ocieplenie na efekty dla środowiska/ludzi i kolejne wyrafinowane modele przekładające te efekty dla środowiska na koszty wyrażone w pieniądzu.

Oczywiście podobna sytuacja występuje w innych kosztach zewnętrznych, takich, jak np. zanieczyszczenie różnego rodzaju tlenkami azotu (NOX), czy też cząsteczkami stałymi (PM). Generalnie koszty te mają to do siebie, że są trudne do zmierzenia, gdyż azaliż.:

  • efekty zanieczyszczenia mogą uwidocznić się dopiero po dłuższym czasie.
  • nie musi występować tu zależność liniowa między zanieczyszczeniem, a efektem. Przykładowo do pewnego poziomu zanieczyszczenia można uznawać, że nie ma ono wpływu na zdrowie. Z kolei od pewnego momentu wzrost zanieczyszczenia o jednostkę może też powodować różny wzrost efektu (a to o trzy jednostki, a to o pięć, a to o pięćset).
  • przełożenie tego na koszty też może stanowić pewien problem, abo różne zanieczyszczenia mogą występować łącznie, abo trudno jest przyłożyć je do konkretnego zwiększenia ryzyka wcześniactwa.
  • Zanieczyszczenia mogą w różny sposób maleć wraz ze wzrostem odległości od źródła i konkretnej lokalizacji tego źródła.
  • Technika się rozwija, co oznacza że zanieczyszczenia dziś to nie jest to samo co zanieczyszczenia jeszcze naście lat temu.

Te wszystkie kwestie powodują, iż trudno jest wskazać konkretną wartość kosztu. Zawsze wystąpi tu jakaś niepewność. Co więcej, temat internalizacji kosztów jest tematem politycznym. Całkiem możliwe, że znajdzie się jakaś grupa interesu dająca dobre powody do tego, by ten koszt był jednak w mniejszym stopniu zinternalizowany. W pewnych sytuacjach może prowadzić to do sytuacji, iż koszt nie zostanie zrekompensowany w pełni, a nawet że rekompensata nie trafi do osób, które go poniosły.

Coś jeszcze?

A no to, że taką internalizację niektórych kosztów można czasem przerzucić na kogoś innego. Pociągnijmy tu przykład z poprzedniej notki, mianowicie kwestię dojazdów do pracy. Jak wiadomo całe te parcie na mobilność i elastyczność siły roboczej ma na celu przybliżenie do siebie pracodawców i pracobiorców. W efekcie obie strony powinny odnieść korzyść. Łatwiej jest znaleźć lepszą pracę, a zarazem lepszego pracownika. Jednakże tylko jedna strona poniesie koszty tejże mobilności płacąc akcyzę za paliwo**. W szczególności będą to biedacy jeżdżący swoimi struclowozami, gdyż mimo wszystko najbardziej to jednak zatruwają siebie, a nowy samochód to jednak kosztuje. Wymuszenie wyższego wynagrodzenia może być w niektórych sytuacjach dość trudne przez wzgląd na nierównowagę sił między pracodawcami, a pracobiorcami.

Tylko tyle?

1600 słów chyba starczy. I tak wyszło tl;dr. Notka o obiektywności i sprawiedliwości zostaje na kiedyś indziej.

Aha, coby nie było, że tak zupełnie bez źródeł. Jak ktoś chce sobie poczytać coś więcej o kosztach w transporcie, to Markovich i Lucas podjęły tu (uwaga pdf) próbę streszczenia tematu w 80 stronach.

* Założyłem wartość średnią czasu na mieszkańca. W wersji bardziej hardkorowej można liczyć, iż czas bogacza jest więcej warty od czasu biedaka, więc zjazd z autostrady lepiej zrobić bogaczowi, niż kilku biedakom.

** Zapewnienie spełnienia warunku elastyczności siły roboczej przez transport zbiorowy wymagać może wdrożenia częstych kursów odbywających się przez całą dobę siedem dni w tygodniu, 365 dni w roku. Poza tym ewentualna akcyza w przypadku transportu zbiorowego przeniesiona zostanie w cenie biletu na klienta. Inne formy transportu, tj. ruch pieszy i rowerowy działają dobrze tylko na niewielkie dystanse.

Reklamy
Kto kogo „okrada”, czyli trochę o różnego rodzaju kosztach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s